Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
70 postów 1175 komentarzy

Konstruktywna alternatywa: RACJONALIZM

Redaktor1966 - Piotr Kołodyński - autor-redaktor: www.wolnyswiat.pl

CZAS PODZIĘKOWAĆ ZA DEMOKRACJĘ...

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W demokracjach ma mse efekt negatywnych lawin! W ustroju racjonalnym osiągniemy efekt pozytywnych lawin!

 „Demokracja prowadzi do [destrukcyjnej] dyktatury.” Platon (żył na przełomie V i IV wieku przed naszą erą)

 

 

Oto kolejne oblicze demokracji w praktyce...
Destruktorzy (to są psychopaci i ich pomocnicy debile) się wszechstronnie zabezpieczyli, a m.in. tworząc nieprzekraczalne bariery dla konstruktywistów:
- brak dostępu do nich i w różny sposób opanowane powszechne media,
- opanowane szkoły, w tym tzw. programy nauczania,
- niedostępność do zdemoralizowanych, wypaczonych, anormalnych umysłów członków społeczeństwa/wyborców z konstruktywnymi projektami (takie propozycje, ich autorzy są uważani za szkodliwych, nienormalnych, złych...),
- nierealność wygrania wyborów bez dużego wsparcia finansowego,
- obstawione tzw. komisje wyborcze...,
- obstawiony sejm i senat (tak więc nic, co im nie odpowiada nie przejdzie),
- „wypadki”, „samobójstwa”...,
- podporządkowane prokuratury, sądy.
 
Tak więc próbowanie zdziałania czegoś konstruktywnego w takim/ich - stworzonym przez nich i dla nich systemie jest z góry skazane na niepowodzenie.
Również kierowanie się, zarówno własnym jak i wpojonym, głosem mas nie prowadzi do niczego dobrego.

 

„Głupcy są zawsze i wszędzie ogromną większością, a demokracja ma za podstawę większość.”

 

ZAŁÓŻMY NOWĄ PARTIĘ!
Oto chętni do przystąpienia...:

- „SZCZĘŚĆ BOŻE!” – moher,
- Trzeba zwiększyć przyrost naturalny – katolik/zwolennik ciągłej ekspansji/zagłady, w tym samozagłady,
- Rydzyk na premiera/prezydenta – moherowa,
- Nauka religii w szkołach łobowionzkowa! – nawiedzony,
- Każdy ma prawo żyć i się rozmnażać – zwolennik degeneracji/destrukcji (by skala i ilość problemów, w tym tych co się do nich przyczyniają, je tworzą, stale rosła),
- Trzeba dopłacać do górnictwa na cele energetyczne – zwolennik zadłużania, zachowania tempa rabunku, skażania powietrza, wód, gleb/zagłady przyrody/życia na ziemi,
- Trzeba zwiększyć ilość msc pracy – zwolennik dopłat/zadłużania, rabunku i zamieniania na „szybkie śmieci” surowców/prokonsumpcjonista/utopista,
- Trzeba wybudować więcej mieszkań – zwolennik wylesiania, odroliania/zalewania gleb betonem i asfaltem/ciągłej ekspansji/zagłady, w tym samozagłady,
- Kierujmy się głosem większości – kierujący się emocjami/instynktem stadnym/debil/psychopata.
Itp., itd...

 

 

 

Trzeba zastosować SKUTECZNE, w tym pozytywnie weryfikujące, dyscyplinujące, motywujące, ROZWIĄZANIA
SKUTECZNE ROZWIĄZANIA mają na celu definitywne rozwiązanie - bez tworzenia innych - problemu, zaspokajanie - racjonalnie uzasadnionych i w sposób całościowo przemyślany, wykazany, przygotowany - potrzeb.
 
NIE, NIE I JESZCZE RAZ NIE!!! My nie chcemy skutecznych rozwiązań, tylko: Stalin... JPII... Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński, Tusk, Komorowski... wiara religijna/katolicyzm/Kościół k… Solidarność, SLD, PiS, PO... kapitalizm, komunizm, socjalizm, demokracja, komunizm, socjalizm, dem...!!! - I tak w kółko...
 

Dlatego NIE DA SIĘ zastosować skutecznych rozwiązań w demokracji...

 

 

Odnośnie pism, apeli, propozycji, wykazów, unaocznień, itp., itd. do posłów, rządzących; oczekiwania od nich konstruktywizmu
Oni - odpowiednio: tego nie rozumieją, nie chcą, nie potrafią, nie mogą zrealizować; nie po to tam się dostali..., ten system wyklucza działania w interesie obywateli... Obywatele nie rozumieją, nie chcą naprawdę konstruktywnych rozwiązań, więc nawet gdyby rządzący chcieli je wprowadzić, to masy będą temu przeciwne... Koniec/kropka!
Dlatego potrzebne są skuteczne rozwiązania!
Skuteczne rozwiązania: http://www.racjonalnyrzad.pl/ 

 

Żaden element, prawdziwej czy nie, demokracji nie jest racjonalny, a zatem już w swoich założeniach w tym systemie wykluczona jest normalność, to, by było dobrze, np.:
- wyborcami są wszyscy, a zatem i osoby niekompetentne, psychicznie, umysłowo ułomne, nierozumne, debilne, psychopatyczne...
- analogicznie „kompetentni” są kontrolujący rządzonych...
- osoby rzeczywiście kompetentne, a zatem odpowiedzialne, w tym dalekowzroczne, a więc dogłębnie, a zatem rzeczywiście, etyczne nie mają szans kontrolować rządzących, podważyć destrukcyjne decyzje, wymóc realizację konstruktywnych projektów, realizować takie działania...
- kandydaci to - praktycznie - osobniki, które przeszły, zamiast pozytywnej, negatywną selekcję, w tym muszą być sprawdzonymi, lojalnymi swojakami, musieli wejść w układy, podjąć zobowiązania wobec promotorów, sponsorów, okazać się dobrymi aktorami, skutecznymi kłamcami, i nim są bardziej destrukcyjni, w tym m.in. szybciej zadłużają swoje ofiary, tym szybciej i wyżej awansują...
- to nie racjonalne, a zatem całościowo przemyślane, wykazane argumenty decydują o podejmowanych decyzjach, tylko wyniki głosowania...
- głosowania nie opierają się nawet na sumieniu, gdyby ktoś je miał, tylko ich podstawą są interesy beneficjentów tego systemu... Na tym etapie także odbywa się selekcja negatywna: glosujesz „jak trzeba” to zostajesz i otrzymujesz dolę, nie glosujesz jak trzeba, to wylatujesz...

A zatem założenia są fatalne, a wykonanie tragiczne!

 

 

DEMOKRACJA; GŁOS WIĘKSZOŚCI; WYNIKI GŁOSOWANIA...:

- czy powietrze, wody, gleby powinny być życiodajne? – NIE!!
- czy powinniśmy dbać o przyszłe losy istnień na Ziemi? – NIE!!
- czy ludzie powinni być inteligentni, zdrowi, urodziwi, normalni, dobrzy? – NIE!!
- czy powinniśmy doskonalić nasz gatunek, w tym zapobiegając m.in. w ten sposób pierwotnym przyczynom destrukcji? – NIE!!
- czy decyzje powinni podejmować wyłącznie ludzie zdolni do całościowego myślenia, analizowania, wnioskowania, dalekowzroczni, rzeczywiście etyczni, a więc racjonalni? – NIE!!
- czy powinno być normalnie, dobrze? – NIE!!
 
A zatem w IMIĘ GŁOSU PRZEOGROMNEJ WIĘKSZOŚCI dalej do władzy dochodzić będą destruktorzy (psychopaci i ich pomocnicy: debile) i będziemy kontynuować wszechstronnie: szkodzenie, niszczenie, degenerację, regres, destrukcję, zagładę, w tym samozagładę i nazywać to na odwrót, czyli: pomaganiem, ratowaniem, postępowaniem jedynie słusznym, moralnym, humanitarnym, etycznym, dobrym, i głosić, że demokracja jest najlepszym, jedynie słusznym rozwiązaniem, i że nie ma innego!!
------------------------------------------------
TO TYLKO... REALIZACJA UTOPII (skrót)

 

 

 

ALE MY TAK CHCEMY!!! ALE MY UWAŻAMY, ŻE SKORO TAK CHCE WIĘKSZOŚĆ, TZN. ŻE TO JEST DOBRE - NO TO SPEŁNIAJCIE NASZE JEDYNIE SŁUSZNE ZACHCIEWAJKI!!!...

Obłąkane, anormalne, chore, fizycznie, w tym psychicznie, a w efekcie i umysłowo upośledzone, debilne, psychopatyczne ludzkie bydło chce się rozmnażać, a bezmyślne bydło uważa, że to jest dobre i jest za, wykonywać zbędne, szkodliwe prace, w tym produkować/zamieniać co się da na „szybkie śmieci”, przyszłe trucizny, na które brakuje już msc na wysypiskach, a w efekcie rabować, niszczyć zasoby naturalne, skażać środowisko, truć ludzi, przyrodę, i żeby ich jeszcze za to opłacać wysokimi pensjami, wspierać dotacjami, dopłatami, nagradzać wysokimi rentami, emeryturami, by na to nie pożyczać/nie zadłużać się, ale by na realizację tej destrukcji pieniądze »skądś się brały«, by rządzili ludzie wybitni, ale to oni mają ich głosem większości wybierać, wskazywać im co mają realizować, ich oceniać, i żeby jeszcze dzięki temu wszystkiemu było coraz lepiej...

 

 

OPINIA PUBLICZNA, GŁOSOWANIE
 
„IDĄ WYBORY. TRZEBA RATOWAĆ TEN KRAJ! SCHOWAJ BABCI DOWÓD.”
Babciu, jak nie zagłosujesz na... to przyjdą Niemcy, Żydzi, Rosjanie, masoni, komuniści, Unia Europejska, szatan i Cię zjedzą! Pamiętaj: Bóg, Honor i Ojczyzna; każdy prawdziwy Polak - czyli katolik - głosuje jak mu ksiądz każe, czyli na... Amen.
PS
CZY OBROŃCY DEMOKRACJI DZIAŁAJĄ W INTERESIE SPOŁECZEŃSTWA, CZY W SWOIM (oprócz ludzi fanatycznych, utopijnych, naiwnych, o niskim poziomie świadomości, trwaczy)...
W czyim interesie jest, by wyborcami były m.in. babcie, które tylko wiedzą kiedy posadzić, a kiedy wykopać kartofle, którego dnia jest wypłacana emerytura, jak znaleźć Maryjowe radio, itp...
Ten, kto opiera się, adresuje swoją kampanię do takich o bardzo niskim poziomie wiedzy, ilorazie inteligencji, poziomie świadomości osób, wystawia sobie świadectwo, obnaża swoje intencje, cele, demaskuje się – i to powinno go absolutnie dyskwalifikować!
Przecież obecni tzw. politycy to są tylko aktorzy najdłuższego tasiemca/programu na żywo pod tytułem: kto będzie dłużej przy żłobie (kto lepiej zbajeruje widzów/wyborców); wyspecjalizowani w przekonywaniu do siebie gadacze-próżniacy, cyniczni obiecywacze-cwaniacy – egoiści zajmujący się, krótkowzrocznie, swoimi interesami.
 
 
"FAKTY I MITY" nr 27, 10.07.2008 r.: Najwięcej nieufnych wobec polityków jest wśród osób ze średnim i wyższym wykształceniem (90 proc.), a wśród osób zajmujących kierownicze stanowiska - nawet 97 procent.
 
DESTRUKCJA CZY KONSTRUKTYWNE DZIAŁANIE?
POLITYCY TAK JAK WY ZAJMUJĄ SIĘ SOBĄ... - BO TO SĄ JEDNI Z WAS (i zastąpienie ich następnymi nic nie zmieni. Nie liczcie też na media, bo sytuacja z nimi ma się podobnie)
Czy normalny, inteligentny człowiek truje się (i innych) przekazem z RTV, trucizną nikotynową, narkotykami, alkoholem, niezdrową żywnością - tracąc z tego powodu zdrowie, pieniądze, czas, przyczynia do ogromnych wydatków m.in. na lecznictwo...; okalecza psychicznie innych eksponowaniem swojego destrukcyjnego postępowania...; przyczynia się swoim postępowaniem do stresów, urazów, chorób psychicznych ludzi z swojego otoczenia...; zaraża się, innych, chorobami zakaźnymi; głosuje na nieudaczników, złodziei, oszustów, kłamców, aferzystów i ich z podatków utrzymuje oraz ponosi koszty i skutki ich afer...; przyczynia do wyczerpywania b. potrzebnych, niezbędnych surowców, zatruwania środowiska, zagłady życia...; ignoruje (nie wspomaga)(redakcje zamilczają takich nieżyciowych, niezrozumiałych dziwaków) ludzi konstruktywnych, wartościowych...
 
NO I NA KONIEC KONSTRUKTYWNE MERITUM
Jak nie zmądrzejecie i sami sobie nie pomożecie to nikt Wam nie pomorze.
Ludzie o których Wam chodzi stanowią ledwo mierzalny ułamek ludzkości (wyciągnijcie wnioski chociaż z doświadczeń).
 
 
PSYCHOLOGICZNA SZTUCZKA Z DEMOKRACJĄ POLEGA na łechtaniu próżności tzw. szarych ludzi podczas wyborów, którym daje się ułudę wyboru, wpływu na rzeczywistość, poważnego traktowania. Rzeczywiście, liczy się ich (bezmyślnie oddany) głos (a przecież na co dzień, obchodzi innych tyle, co zeszłoroczny śnieg), ale wyłącznie przy urnie wyborczej. I to na aż tak ważne funkcje w państwie. Osoby niekompetentne (w tym psychopaci, debile; kanalie wybierający podobnych sobie...) okazują się być, są traktowane jak kompetentne... I tym się uwodzi nierozumne masy raz na kilka lat, oraz tzw. kiełbasą wyborczą (to dla nich przygotowano kampanię, występy (socjotechniczno-)polityczne; to Łoni zdecydowali...; wienc jakie łone so ważne.... I łone też mogom zostać np. posłem... Wienc demokracja jezd dobra, sprawiedliwa, bo słucha sie wyborców, i wybiera ludzi z ludu...).
 
 
JACY WYBORCY, TACY WYBRAŃCY, JACY WYBRAŃCY-, JAKIE DECYZJE, TAKIE EFEKTY
Ludzie niekompetentni wybierają osoby niekompetentne (dający się oszukać (wyborcy) – oszustów (swoich... przedstawicieli)); osoby niekompetentne wykorzystują niekompetencję innych (wyborców) do swoich celów.
DECYZJE POWINNY BYĆ DOKONYWANE WIĘKSZOŚCIĄ GŁOSÓW, CZY MĄDRE?
Przeciętny człowiek nie jest od tego, nie potrafi i nie chce zajmować się polityką, działaniami samorządów, wyborami. On chce tylko zarabiać tyle, by co najmniej wystarczało mu na zaspokajanie podstawowych potrzeb, na miarę czasów w jakich żyje, by było bezpiecznie, by nie musiał chodzić po urzędach, wypełniać formularzy; robić nic ponad to, co jest absolutnie niezbędne, itp. Czyli interesują go jego własne egzystencjonalne problemy.
Poza tym znaczna część ludzi myśli, i odpowiednio do tego postępuje, tak: „A co mnie to obchodzi, co będzie po mojej śmierci, za sto lat! A co mnie obchodzą inni!”.
Więc w tej materii również muszą wyręczać go osoby kompetentne - z korzyścią dla ogółu - a wówczas uśmiechy, ujęcia rodzin, znanych i lubianych postaci, symboli religijnych, emocjonalny bełkot itp. - adresowane do niekompetentnych ludzi - strącą rację bytu – jak i ci, którzy tylko dzięki temu robili tzw. karierę polityczną.
Jakich ludzi jest więcej: dobrze poinformowanych, umiejących wyciągać racjonalne wnioski, mądrych, czy w przeogromnej większości pozostałych (większość ludzi: truje się (i innych) nikotyną, alkoholem, narkotykami – razem licząc; degraduje swoje (i innych) umysły wystawiając je bezmyślnie - co by nie leciało - na oddziaływanie ogłupiaczy radiowych, telewizyjnych; utrzymuje ogłupiające ich i pasożytujące na nich organizacje religijne; wybiera nieudaczników, cwaniaków, oszustów, złodziei, psychopatów, debili do tzw. władzy; to trwacze (...); nieodpowiednio się odżywia (90% chorób jest tym wywołanych). A do tego trzeba dodać całą pośrednią gamę ludzi, oraz fakt, iż większość ulega instynktowi stadnemu, czyli naśladuje innych)?!... – To dalej oni mają decydować o losach kraju?!).
Czy stosowanie obecnych zasad wyborczych przynosi korzyści?!...
 
DEMOKRACJA, CZYLI DYKTATURA...
Jak dowodzi niemal cała historia ludzkości, większość prawie zawsze nie ma racji. Jest nieporozumieniem, absurdem oczekiwanie swojego zdania na jakiś temat od osób najbardziej poszkodowanych przez organizacje religijne... zwanych: głęboko wierzącymi, religijnymi, praktykującymi. Bo: im ksiundz powiedzioł i Łojciec Świnty, i łoni wiedzom. Czy też słuchajom zatruwającego umysły radia..., bądź zobaczom u kandydata/ki krzyżyk czy „Matkie Boskie”. Takie osoby nie są w stanie racjonalnie, obiektywnie podjąć decyzji np. podczas głosowania. Tak samo „ich” opinia nie jest miarodajna np. podczas ankiet. Dlatego pierwsze pytanie ankietera powinno brzmieć: Czy pan/i jest osobą myślącą – obiektywnie odbierającą i oceniającą rzeczywistość, czy głęboko wierzącą, praktykującą, religijną (ulegającą instynktowi stadnemu). Ponieważ mieszanie polityki - czegokolwiek zresztą - z religią przynosi katastrofalne skutki (nie tylko w Polsce, czy w Afganistanie) takie osoby powinny być pozbawione praw wyborczych i możliwości kandydowania. Kariera... w strukturach lokalnej org. „religijnej” stoi przed takimi osobnikami otworem.
 
Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, iż na budowie decyzje podejmuje nie główny inżynier z kierownikiem, tylko, na podstawie głosowania, robotnicy...; albo nie lekarze w szpitalu, tylko pacjenci...; czy w samolocie, bądź na statku, pasażerowie zamiast kapitana... – itp.! W interesie robotników, pacjentów, pasażerów (i wielu innych grup społeczeństwa) - wyborców - jest by tak nie było.
PRAKTYCZNIE NAJROZSĄDNIEJSZYM ROZWIĄZANIEM JEST KONSTRUKTYWNA DYKTATURA RACJONALISTÓW/USTRÓJ RACJONALNY.
 
LUDZIE NIEKOMPETENTNI PRZYCIĄGAJĄ I WSPÓŁPRACUJĄ Z LUDŹMI PODOBNYMI SOBIE; SCHLEBIAJĄ, BEZREFLEKSYJNIE, NIEODPOWIEDZIALNIE, KATASTROFALNIE, GUSTOM... POGRĄŻANYCH, NA WŁASNE ŻYCZENIE, MAS
Muszą też m.in. zastraszać, korumpować innych, by jak najdłużej utrzymać się na nieodpowiednim dla nich stanowisku – jak najwięcej nachapać się. Kolejne metody to przekupstwo, intrygi/, usłużność, pochlebstwa w zamian za mianowanie, pozostawienie na stanowisku, ochronę. Przyciągają też podobnych sobie i odbywa się między nimi współpraca w jak najszybszym zagrabianiu. Czyli inwencja idzie w własne, materialne powodzenie, a stanowisko, działania służą do tego realizacji.
Po czym ich rozpoznać przed wyborami?
Otóż ich kampania, slogany wyborcze będą populistyczne, emocjonalne, adresowane do osób myślących emocjonalnie, bezmyślnych, krótkowzrocznych: proreligijne, oparte na osobach popularnych, emocjonalnym krytykanctwie, A NIE, SENSOWNE, RZECZOWE, - RACJONALNE (bo te ostatnie zrozumie i poprze znikoma część społeczeństwa – błędne, demoralizujące bo prowokujące oszustów, do oszustw, koło). Czyli kluczem byłoby UŚWIADOMIONE społeczeństwo. Ale jak - w obecnych warunkach... - je uświadomić?! Więc wywiązuje się, kolejne, błędne koło, z którego wyjściem mogłaby być przejściowa RACJONALNA dyktatura. I tu znów wywiązuje się błędne koło – kto to zrozumie, poprze...
Kolejne wyjaśnienia dlaczego DYKTATURA.
Otóż efekty PRÓB wyjaśnienia motywów działań, będą niewspółmierne do przedsięwziętych w tym celu środków (w tym przeznaczony na to czas, a wiele działań powinno być podjętych co najmniej kilka pokoleń wstecz). Dodajmy do tego broniących swe egoistyczne, krótkowzroczne interesy potężne korporacje, organizacje polityczne z karierowiczami, i inne grupy biznesu, interesów, ich indywidualne oraz osobiste interesy. Więc jakie szanse w takich warunkach ma konstruktywna, dalekowzroczna działalność widzimy na co dzień...
 
 
DO TWÓRCÓW I BENEFICJENTÓW OBECNEJ SYTUACJI... BOJĄCYCH SIĘ UTRATY OSIĄGNIĘTYCH KORZYŚCI...W WYNIKU MOICH DZIAŁAŃ
Przecież Wy, osoby wybitne, zasłużone, postępujące słusznie, nie powinniście się bać czasowej utraty profitów, a wręcz przeciwnie – cierpliwie odczekać na swój triumfalny powrót jako wyczekiwani wyzwoliciele, bohaterowie, po moich głupich, złych działaniach, i wówczas sami działać z jeszcze większym poparciem, zrozumieniem, siłą, powiększając skalę swoich osiągnięć! A ja nie będę mógł wówczas nawet słowa powiedzieć (zresztą kto by chciał mnie słuchać).
No to pomóżcie mi sobie pomóc...
 
 
 www.o2.pl | Czwartek [15.01.2009, 11:30] 1 źródło
SKĄD SIĘ BIERZE "OWCZY PĘD"
To przez biologię mózgu, który nie znosi inności i chce byśmy mieli poglądy jak inni.
Nasz mózg przeprowadza samodzielną reedukację. Gdy pojawiają się dwa sprzeczne poglądy, dla umysłu najważniejsze jest byśmy podążali za większością i aby nasz sąd był zgodny z zachowaniami normatywnymi grupy - wyjasnia r Vasily Klucharev z Centre for Cognitive Neuroimaging.
Stąd, według niego, właśnie bierze się "owczy pęd", czyli "podążanie za tłumem". Klucharev twierdzi, że biologia mózgu odpowiedzialna jest za mody, czy religijność.
Twierdzi też, że zdolność reedukacji umysłu powoduje, że wstępujemy do powszechnych ruchów politycznych, nawet takich jak te nazistowskie czy komunistyczne. | AH
 
 
„WPROST” 02.04.2006 r.
MAŁOŚĆ I WIELKOŚĆ
Polska staje się krajem hałaśliwej małości
Dla ludzi wybitnych, obdarzonych wiedzą, odwagą i charakterem, a podejmujących trudne, odpowiedzialne i niepopularne zadania bywa nie do pozazdroszczenia. Uznanie dla ich osiągnięć pojawia się późno i bywa deprecjonowane zarzutami ludzi słabo wykształconych, niezdolnych do prawidłowych i obiektywnych ocen. W społeczeństwie demokratycznym nie brakuje besserwisserów i opluwaczy. Mają prawo głosu. Są bezkarni. To normalne. Chodzi jednak o to, by hałaśliwa, demagogiczna mniejszość nie zdominowała opinii publicznej. Zarzuty najcięższego kalibru stawiają ci, którzy na ważnym zakręcie historii nie mieli nic do zaproponowania, nie umieli ani postawić diagnozy, ani zaproponować właściwej terapii, a przede wszystkim się bali. (...)
Wacław Wilczyński
 
 
www.faktyimity.pl /Forum | wto, 05 sierpień 2008 18:15
UTOPIA
W demokracji rządy i prezydent są tacy jak większość ludzi. Obecnie ludzie w Polsce wybrali najlepszego prezydenta z pośród siebie, a jeżeli uważają że jest zły, to można powiedzieć że zawsze może być gorszy. Obecnie nie ma w Polsce lepszego od Kaczyńskiego, który by mógł być prezydentem, tak orzekła demokracja i tak wybrała.
Jak chcecie demokracji, to zawsze będziecie mieli problem z ludźmi i wybrani przez ludzi przedstawiciele będą tacy jak wszyscy, a nawet gorsi, bo sprytniejsi. | koń trojański
 
 
www.o2.pl | Piątek [29.05.2009, 07:29] 2 źródła
"DEMOKRACJA I PARTIE W POLSCE FUNKCJONUJĄ ŹLE" (GŁOSOWANIE)
Po 20 latach od upadku komunizmu Polacy są podzieleni.
Z okazji 20. rocznicy wolnych wyborów 1989 roku "Rzeczpospolita" zapytała Polaków, jak oceniają nowy ustrój. Wyniki sondażu nie napawają optymizmem.
37 procent obywateli jest zdania, że demokracja funkcjonuje w Polsce źle - wynika z sondażu, jaki dla "Rz" przeprowadził GfK Polonia.
 
 
Tylko co czwarty z ankietowanych jest zadowolony z funkcjonowania naszej demokracji.
Jeszcze gorzej Polacy oceniają funkcjonowanie partii politycznych. Zaledwie 8 procent ankietowanych stwierdziło, że działają one prawidłowo. Źle ich działalność ocenia aż 2/3 Polaków.
Wśród tzw. instytucji demokratycznych Polacy najwyżej cenią Trybunał Konstytucyjny - 18 procent badanych oceniło jego działalność dobrze.
Na drugim miejscu znalazło się wojsko - 13 procent, na trzecim - urząd prezydenta (11 procent). W dalszej kolejności badani wskazali na rzecznika praw obywatelskich - 8 procent, rzecznika praw dziecka, rząd i sądy - po 7 procent - donosi "Rzeczpospolita".
Najgorzej w badaniu wypadła Prokuratura oraz Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Zdaniem "Rzeczpospolitej" tylko 1 procent respondentów ceni ich działalność wysoko.
 
Sondaż przeprowadzono 22-24 maja na 1000-osobowej grupie dorosłych Polaków. | BW
 
 
Od demokracji do anarchii i komunizmu
 
Demokracja to...

 

 

 

Banalne pytanie...

 
 
Nim projekt jest bardziej racjonalny, tym są mniejsze szanse jego realizacji...
PS
Nim propozycja będzie bardziej absurdalna, szkodliwa, tym z większą ochotą, uporem będzie realizowana, np.: spalmy całą ropę i węgiel, zużyjmy wszystkie surowce, zróbmy jak najwięcej-/przeróbmy wszystko na śmieci, skaźmy powietrze, ziemie, wodę, wytnijmy jak najwięcej lasów, zabetonujmy i zaasfaltujmy jak największą powierzchnię ziemi, zniszczmy przyrodę, dbajmy, kosztem ludzi zdrowych, wartościowych, przyrody, przyszłych pokoleń, w tym by się rozmnażali, zarażali, o ludzi chorych, upośledzonych, zdegenerowanych, zarażajmy się; zdemoralizujmy, wypaczmy; pogrążmy jak najwięcej ludzi; trujmy się, innych nikotyną, alkoholem, narkotykami, szkodliwą żywnością, niezdrowym odżywianiem, przekazem z RTV; uzależniajmy się od trucizn; uszkadzajmy geny; obniżajmy potencjał; zdegenerujmy wszystkich ludzi, nasz gatunek, nie wspierajmy ludzi mądrych, prawych, o pozytywnym potencjale, za to wybierajmy, wspierajmy psychopatów, debili; kanalie (pdk), nazywajmy sprawy na odwrót: szkodzenie nazywajmy pomaganiem; czynienie zła – czynieniem dobra (np. upierajmy się, że trując nikotyną innych mamy rację, a broniących się przed tym, smrodem, stresem, o tym myśleniem, uczeniem się takiego traktowania własnego, innych zdrowia, potencjału, życia, nałogiem, wydatkami, problemami, nazywajmy ludźmi nienormalnymi, złymi, i uważajmy ich za winnych. Uzależnienie, bezpośrednio, pośrednio uczenie tego, wciąganie w to następnych (przecież tak zostali nauczeni uczący, wciągający w to następnych...), od trucizn, nikotyny, narkotyków, alkoholu, szkodliwych artykułów spożywczych, szkodliwie przyrządzonych dań, związane z tym wydatki, choroby, z predyspozycjami do trucia się, uzależnione, chorowite, chore, upośledzone, debilne, psychopatyczne dzieci; społeczeństwo; degenerację; bezmyślność, głupotę, przestępczość, nieszczęścia, bestialstwo, cierpienia, tragedie, potworności, wydatki, długi, biedę, problemy, straty, nazywajmy wolnością (prawem do decydowania o sobie); destrukcyjną dyktaturę pdk »Dzięki nielegalnemu przeznaczaniu państwowych pieniędzy na kampanie wyborcze. Mimo nierealizowania zobowiązań wyborczych. Dzięki opanowanym mediom, współpracującym... z nimi właścicielom i pracownikom mediów; ogłupianiu, manipulowaniu, wykorzystywaniu swoich ofiar (widzów/obywateli)/poparciu ludzi niemyślących; nierozumiejących; nieświadomych. Dzięki wykorzystywaniu faktu, że znaczna część ludzi, w sposób nieuświadomiony/uświadomiony, chce tracić, przegrywać, by cierpieć, a część chce, by to spotykało innych, a są i tacy, którzy preferują jedno i drugie. Dzięki przyczynianiu do niszczenia ludzi o wysokim pozytywnym potencjale, świadomych, za pośrednictwem przekazu z mediów*. Dzięki zmilczaniu ludzi o wysokim pozytywnym potencjale, wartościowych, wybitnych. Dzięki negatywnej selekcji do pełnienia ważnych stanowisk. Dzięki kooperującym... z nimi fabrykantom, finansistom, bankowcom. Dzięki opłacaniu-przekupywaniu kast-wyborców: urzędników, górników, rolników (i jeszcze przez kilkanaście lat członków katolickiej org. (tzw.) religijnej...)« nazywajmy praworządnym rządem; kierowanie się głosem, w tym jej psychopatycznej, autodestrukcyjnej, destrukcyjnej części, większości, kast, a nie racjonalnymi argumentami, rozsądkiem, nazywajmy postępowaniem normalnym, mądrym, słusznym); realizujmy utopie; realizujmy samozagładę, itp., itd...!
Tak więc te fakty obnażają, a więc i całkowicie dyskredytują kierowanie się głosem większości, demokrację!
 
 
Niewiedza, nierozumienie i wynikłe z tego zachowywanie się, postępowanie przynosi ogromne ilości szkód, strat, w postaci klęsk, katastrof, plag, przyczynia do krzywd, niesprawiedliwości, cierpień, nieszczęść, problemów. Itp. Stąd koniecznym jest edukowanie, uświadamianie ludzi.
Jednak nie można zwlekać z pozytywnymi działaniami do czasu naocznego... pojęcia skutków dotychczasowego postępowania(znaczna część ludzi nie wie i nie chce niczego wiedzieć, rozumieć...!), więc trzeba konstruktywnie działać również w brew większości (...) – to obowiązek ludzi świadomych, odpowiedzialnych w wobec pozostałych, konieczność dla zachowania resztek życia, w tym naszego gatunku na Ziemi! Ludzie bezrozumni, nieposiadający odpowiedniej wiedzy, predyspozycji, zdolności, kierujący się emocjami, instynktem stadnym, wypaczeni, zdemoralizowani, zmanipulowani, krótkowzroczni, egoistyczni, nieświadomi, nieodpowiedzialni, nie mogą mieć wpływu na podejmowanie, decydujących o losie innych, decyzji!
Do tego trzeba też dodać fakt, iż znaczna część ludzi nieświadomie cierpi na syndrom autodestrukcji, przegrywającego (niby chce dla siebie dobrze, ale wszystko robi tak, by było źle, by przeżywać towarzyszące temu silne, negatywne emocje). A objawia się to np. hazardem, nikotynowym, alkoholowym, narkotykowym, żywieniowym degeneractwem, unikaniem pożytecznych informacji, rozsądnego myślenia; rozumienia, wiedzy, osiągania wyższego poziomu świadomości, a wystawianiem swojego umysłu na destrukcyjne oddziaływanie psychopatów, debili; kanalii (pdk) pracujących, występujących w mediach*, i w efekcie m.in. dokonywaniem, jako wyborca, złych wyborów, z tego skutkami. Czyli chcą cierpieć, przegrywać, tracić; źle nawet dla siebie! A znaczna część populacji ludzkiej jest jeszcze psychopatyczna, czyli chce tego dla innych! Są też osobniki, które chcą źle zarówno dla siebie jak i dla innych!
 
*Jeśli wystawia się na, wizualne, dźwiękowe, w tym werbalne, oddziaływanie osobnika (wtedy się o nim, tym co robi myśli, nieświadomie to analizuje, koduje) o niskim, niekorzystnym, negatywnym, szkodliwym, potencjale, to dochodzi, w mniejszym bądź większym stopniu, do synchronizacji własnego z jego umysłem, składnikami jego osobowości, afirmacją, emanacją, z tego skutkami, w tym przekazywania tego następnym osobom (tak m.in. rozprzestrzenia się nikotynizm, alkoholizm, narkomania, religijność, żebractwo (nie zawsze uliczne, bo np. roszczeniowe od państwa), uciążliwe tiki, nawyki; zachowania, w tym np. wydawanie, powodowanie dźwięków, napastowanie wzrokiem, postępowanie, choroby umysłowe)!
 
 
Jaka jest - praktycznie - możliwa skuteczność demokracji (chodzi o zaprzestanie realizowania utopii, w tym konsumpcjonizmu, przerostu, degeneracji naszej populacji, samozagłady (...)) – będzie to chociaż 10% (bo w demokracji głos ma 100% populacji, w dodatku bez racjonalnego uzasadnienia, a przecież ludzie wybitni stanowią tam ledwo mierzalny ułamek procenta, za to genetycznie uwarunkowani i tworzeni psychopaci i debile stanowią trzon takiej populacji. Więc to takie osobniki są tam aktywne: tworzą, zwiększają problemy, zastępują je następnymi)?
Za to skuteczność ustroju racjonalnego może sięgać ponad 90% (liczy się wyłącznie racjonalnie uzasadniony głos, a do tego zdolne są niemal wyłącznie osoby wybitne, a ich udział w populacji będzie rósł. Dzięki czemu rozwiązuje się problemy i zapobiega powstawaniu następnych)!
To jest ta różnica.
 
W demokracji destruktorzy i jeszcze przy aprobacie mas zajmują się destrukcją, racjonalne głosy się nie liczą, konstruktywne osoby nie mają - praktycznie - szans na podejmowanie decyzji, na objęcie znaczącego stanowiska (destruktorzy dopuszczają tylko im sprzyjających, im powolnych). W demokracjach ma mse efekt negatywnych lawin!
 
W ustroju racjonalnym trzeba mieć pozytywny - merytorycznie zweryfikowany - potencjał, by kandydować na ważne stanowisko, a i tak oprócz tego swoje decyzje trzeba racjonalnie i w pełni, czyli całościowo, uzasadniać, a i tak KAŻDY (wystarczy jeden głos dowolnej osoby) może każdą decyzję - merytorycznie - podważyć. A ponieważ osoby konstruktywne przyciągają - użyteczne w osiąganiu pozytywnych celów - osoby konstruktywne, to osiąga się także efekty pozytywnych lawin.
 
W demokracjach - praktycznie - odbywa się negatywna selekcja do rządzenia, negatywna selekcja w podejmowaniu decyzji (...).
Najpierw nieoczywista oczywistość w demokracji: nim bardziej ktoś jest konstruktywny, tym ma mniejsze, praktycznie żadne, możliwości osiągania pozytywnych celów, i, co oczywiste - nim ktoś jest bardziej, praktycznie, destrukcyjny, tym łatwiej będzie mu realizować szkodzenie i tym bardziej będzie mu się powodziło
 
Jak ktoś słusznie zauważył: system demokratyczny ma za zadanie, oficjalnie/psychologicznie, przenosić odpowiedzialność za niekompetencję, szkodliwość, destrukcję, medialną, polityczną, gospodarczą, rządzących na ich wybierających, czyli na wyborców/ich ofiary/masy...
Dodam jeszcze, że w tej utopii wywiązuje się błędne koło: destruktorzy nie wskażą, nie dopuszczą do rządzenia osoby konstruktywne, konstruktywnej alternatywy, nie tylko nie wyedukują mas, ale jeszcze pogrążą swoje ofiary, a ponieważ masy nie potrafią sobie wyobrazić prawidłowego rządzenia, bo uczą się tylko na przykładach, a rządzący NIGDY pozytywnych przykładów nie dali, to wolą kontynuację znanej i rozumianej destrukcji...
PS
Ułatwia to także psychopatom samousprawiedliwienie się/przenoszenie, jak zawsze, winy na swoje ofiary, również poprzez (wewnętrzne) twierdzenie: a kto dał się nabrać i mnie wybrał...; a kto pozwala sobie szkodzić, się pogrążać...; no to do kogo pretensje...
I jeszcze coś: nikt z tych osobników nie będzie bezwolnego, dowolnie manipulowanego, wykorzystywanego, pogrążanego bydła, bez godności, zdolności do obrony, konstruktywnego działania, szanował, bał, nim się przejmował!
 
Dla mas KLUCZOWĄ informacją jest ilu z nich popiera daną osobę, propozycję - bo wówczas zadziała instynkt stadny, a po jemu ulegnięciu zespół nagrody...
 
Od kierowania ciałem/komórkami jest świadomy, predysponowany do tego mózg, a nie komórki, bo one są od wykonywania poleceń, we własnym interesie. A gdy przestają się podporządkowywać, to powstaje nowotwór - więc giną i komórki i mózg!
Demokracja, to właśnie taki nowotwór. A "mózg" nigdy nie rządził ludźmi. A ponieważ masy uczą się tylko na przykładach, a przykłady od zawsze są złe, tak więc nie potrafią sobie wyobrazić prawidłowego rządzenia, stąd są mu przeciwne... Więc mają nowotworową wolność...
 
TO TYLKO... REALIZACJA UTOPII
 
Nigdy nie posłuchaliście, nie wsparliście, nie wybraliście ludzi pozytywnych, konstruktywnych, wybitnych! Zawsze słuchacie, wspieracie, wybieracie osobniki szkodliwe, destrukcyjne, negatywne...!
Zastanówcie się: CO NAPRAWDĘ, i wszechstronnie, się dzieje od setek lat, z tym że od dziesięcioleci coraz jaskrawiej, a do ostatnich lat jeszcze BARDZIEJ... Więc na co NAPRAWDĘ czekacie/na co Wam wciąż każą czekać... (czy kiedykolwiek doczekaliście tego, co Wam obiecywano, czy wręcz PRZECIWNIE...)
 
Osoby konstruktywne dostosowują się do sytuacji, przynajmniej na tyle, na ile jest to możliwe, pozytywnie, a osobniki destrukcyjne przystosowują się do sytuacji negatywnie.
 
Nie ma, poza destrukcyjną dyktaturą, równie nieefektywnego systemu jak system, w którym to masy mają wpływ na podejmowane decyzje, czego dowodem jest lawinowo rosnąca ilość i skala problemów...
PS
Tam nie są „oni”, tylko jedni z WAS (różnice polegają tylko na sposobie szkodzenia i tego uzasadniania, w tym również z tego powodu, że nikt nigdy nie nauczył niczego innego masy. Tak naprawdę, to ich akceptujecie, bo to są swojaki - jedni z was (macie wspólny język i takie same cele). Natomiast osoby wybitne, ich język, cele, konstruktywizm, to są dla was sprawy nieakceptowalne, anormalne, złe, niezrozumiałe i abstrakcyjne)...
 
 
POWSZECHNIE I WSZECHSTRONNIE NIENORMALNY ŚWIAT!
Mimo, iż EWIDENTNIE tworzą problemy, zwiększają ich skalę, zastępują je następnymi, to twierdzą, że je rozwiązują, zmniejszają, im zapobiegają. A tego ofiary są w takim stanie, że nie rozpoznają rzeczywistości, czy też nie są zdolne temu przeciwdziałać.
W tym mają mse negatywne sprzężenia zwrotne, wzajemne wspieranie się w destrukcji między finansistami, bankierami, fabrykantami, politykami, mediami, czyli odbywa się, wszechstronnie, selekcja negatywna (ludzie anormalni, szkodliwi, źli, są traktowani jako normalni, pożyteczni, dobrzy, a normalni, pożyteczni, dobrzy, jako anormalni, szkodliwi, źli (bo ich działalność jest sprzeczna z interesami tych pierwszych)), wszechstronnie wartościowanie negatywne (RZECZYWISTE dobro jest złe, a PRAWDZIWE zło jest dobre). Nawet jeśli ktoś z tych osobników chce coś zmienić, to tylko w ramach istniejących, jedynie słusznych, zgodnie z tym co mu wpojono, co jest powszechnie uważane za słuszne, warunków... Wywiązuje się więc, wszechstronnie, błędne koło...
Dlaczego? Wyjaśniłem to wszechstronnie i wielokrotnie (ogólnie i w skrócie przypomnę: wszelka działalność nie ma na celu przynosić korzyści ogółowi, tylko korzyści, zyski wąskim grupom: finansistom, bankierom, fabrykantom, kooperującym z nimi politykom, właścicielom i pracownikom mediów. Chodzi też oto, by szkodzić, pogrążać konkurencję, zapobiegać konstruktywizmowi, zaspokajać swoje anormalne, aspołeczne, antyludzkie potrzeby szkodzenia. A skąd się biorą ludzie nienormalni, szkodliwi, źli w nienormalnym świecie? – Są w nim rodzeni i tworzeni! Bo postępowanie normalne, m.in. w tym względzie, czyli wręcz przeciwne uważane jest jako... (już wiecie)).
 
Przedstawiłem także konstruktywną alternatywę (a zajmuje się tym od 2000 roku).
Sam tego nie zrealizuję. Wybór należy do Was.
 
Za przyczynianie się do wyniszczenia, pogrążania narodu/za zdradę narodową kara może być tylko jedna: szubienica!
Niekonsekwentne, nieskuteczne prawo przyciąga osobniki destrukcyjne, a ich bezkarność demoralizuje pozostałych!
Nie karanie polityków za polityczne/gospodarcze, ekonomiczne, zdrowotne szkodzenie obywatelom/narodowi nie jest wyrazem humanitaryzmu, lecz chęci bezkarności ze strony osobników niekompetentnych, destruktorów; nie służy obywatelom/narodowi, tylko tzw. politykom/beneficjentom takiego bezprawia zwanego, jak zwykle, na odwrót, prawem...
 
Osoby kompetentne, konstruktywne nie mają powodów się bać, a wręcz przeciwnie – mogą spodziewać się wszelkich zasłużonych profitów, zeszytów.
Głoszenie, jakie jest trudne, a jak widać nawet niemożliwe w praktyce pożyteczne rządzenie, to wyłącznie wpajany swoim ofiarom przez psychopatów, debili; kanalie MIT! Czego pośrednim dowodem jest niedopuszczanie do rządzenia osób o wysokim pozytywnym potencjale, wybitnych*, ich powszechne zmilczanie przez media, które jednocześnie eksponują, promują, wspierają, popierają przekupujących ich pieniędzmi, stanowiskami, destruktorów.
*W przeszłości, a w wielu państwach jeszcze i teraz są więzieni, mordowani. A w zaawansowanej demokracji nawet, zdegenerowane/nierozumne/zmanipulowane/nieświadome, masy są im przeciwne...
 
Demokracja nie ma na celu rozwiązywanie problemów, w tym im zapobieganie, a wręcz przeciwnie: ma na celu prosperowanie dzięki problemom, przez tego beneficjentów: bankierów, finansistów, fabrykantów, polityków, właścicieli i pracowników mediów...! Stąd odpowiednio się przygotowuje i wykorzystuje „głos ludu”...
Ustrój racjonalny w samej swej, w tym KONSTRUKCYJNEJ, istocie wręcz przeciwnie – ma na celu: rozwiązywanie, w tym zapobieganie problemom! Jego kwintesencją jest osiągnięcie jak największej wiedzy, zrozumienia, świadomości wśród ludzi! Stąd budzi taki sprzeciw tzw., prosperujących..., elit.
 
Dowód pośredni czym jest demokracja: skoro rządzący destruktorzy w demokracji twierdzą, że demokracja jest najlepszym systemem, to co można o tym systemie sądzić...
 
Znaczna część ludzi myśli, i odpowiednio do tego postępuje, tak: „A co mnie to obchodzi, co będzie po mojej śmierci/za sto lat! A co mnie obchodzą inni! A dobrze mu/, im tak! A ja wszystko/wszystkich/innych pier.../ch... na to kładę/mam to, ich w d…! Koło d... mi to lata! A niech wszyscy zdechną, g… mnie to obchodzi!”… Widzą też zagrożenie dla swoich interesów w powodzeniu innych. Uważają, że po rozwiązaniu problemów, nie będą już mogli „na ich rozwiązywaniu” prosperować... I tacy osobnicy są wyborcami, zajmują się tzw. rządzeniem...
 
Demokracja to rządy głupców; jest najgorszym z możliwych ustrojów, gdyż są to rządy hien nad osłami (Arystoteles, ur. 384 p.n.e., zm. 324 p.n.e.)...
 
„POLITYKA” nr 16, 23.04.2005 r.KOMPLEKS POLSKI
(...) Kto o polskiej elicie pisał, że jest „pożądliwa sławy, (...) chciwa (...) przyrzeczeń nie dotrzymująca (...), w mowie nierozważna, do wydatków ponad stan” przyzwyczajona?
To jest opis deformacji polityków.
Pasuje do dzisiejszej Polski?
Ale nie tylko do Polski. Więc kto to napisał?
Jan Długosz – połowa XV w. Tylko „szlachtę” zastąpiłem „elitą” i po 600 latach pasuje jak ulał. Czy to coś mówi o trwałości polskiej specyfiki? (...)
Jacek Żakowski
 
Jan Kochanowski (1530-1584 r.): "Polak nowe przysłowie sobie kupi - przed szkodą i po szkodzie głupi"...
Ciekawe, czy przez kolejne 5 wieków dalej będzie to aktualne...
 
Janusz Palikot w Stalowej Woli - bójka podczas spotkania

 http://www.youtube.com/watch?v=31VI0nC_R5Q&feature=g-vrec&context=G2dca44eRVAAAAAAAAAA

 

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/11h5.html

 

 

 

OWIECZKI W OBRONIE WILKÓW (O KŁAMSTWACH DEMOKRACJI)
Ludzie dobrej woli są - częściej niż inni - bezradni wobec kłamstw. Nie używają tej broni, więc z reguły prostolinijnie zakładają, że inni też jej nie użyją.
 
Spieranie się o to, które oblicze demokracji jest bardziej zakłamane, a które mniej nie ma sensu. Bo ten system zbudowany jest jako alternatywa wobec prawdy.(„Prawda nieważna! Policzmy głosy!”). Albo prawda, albo demokracja...
 
Światowym ważniakom jest tym łatwiej budować cywilizację oparta na kłamstwie, że gdy uda im się "pozytywnie nakręcić" ludzi dobrej woli, to ci ostatni... dadzą się pokroić w obronie systemu, który ich zniewala! Jeśli ludem rządzą emocje i upojenie to kłamliwa demokracja wydaje im się systemem idealnym.
 
Jak w starym dyskursie między rozumem i sercem.
Rozum: Demokracja nie ma sensu...
Serce: Ale jest taka piękna!

 

Osobniki, które nie myślą, a w efekcie nie rozumieją nawet elementarnych spraw, nie przejmują nikim ani niczym, nie mogą mieć prawa do decydowania!
Demokracja to wolność...* od rozsądku; nie służy wyborcom, tylko wybrańcom (i ich poplecznikom)
Jest to system wykorzystujący brak rozumowego postrzegania, oceny rzeczywistości, bierność, trwactwo, instynkt stadny, lojalność, usłużność wobec interesu rządzących, w których rękach są pożądane profity w zamian za współpracę, lojalność, a nie społecznego, aktywność polegającą na wspieraniu, wykorzystywaniu zastanej, jedynie słusznej..., sytuacji...
To prawo... do głosowania, a nawet, gdy spełni się destrukcyjne, aspołeczne, wynaturzające warunki, w tym wejdzie w tzw. układy, do wzięcia udziału w zagarnianiu stanowisk, by czerpać z nich profity i szkodzić; to prawo do rabowania, skażania, trucia, degenerowania; do realizowania utopi, destrukcji, a w efekcie autodestrukcji, zagłady, co prowadzi też do samozagłady... JAK WIDAĆ!
 
Co do przyczyn trwactwa, trzeba też dodać brak pozytywnej alternatywy – wszystkie dotychczasowe rozwiązania zawiodły (problemy są udziałem wszystkich państw).A racjonalizmu jeszcze nikt nigdy nie stosował, więc rodzi to do niego uprzedzenia (a może byłoby jeszcze gorzej?!), w tym z powodu, że wyklucza on wpływ na rządzenie tzw. mas (a to z kolei wzbudza strach. A właśnie to jest ATUT tego rozwiązania (...)).
 
 
DLACZEGO TAK TRUDNO DZIAŁAĆ RACJONALNIE NA DUŻĄ SKALĘ?
Dlatego, że ludzie kierują się instynktem stadnym - idą za innymi, popularnym, charyzmatycznym przywódcą (np. Hitler, Stalin, Wojtyła)(idea ma drugorzędne znaczenie)(a takiego konstruktywnego i jednocześnie powszechnie znanego człowieka, za którym mogliby pójść, nie znają, gdyż tacy są zamilczani, bo... uderzają w egoistyczne, krótkowzroczne interesy koncernów (np. naftowych, pojazdowych, zbrojeniowych), producentów (np. trucizny nikotynowej, alkoholu, szkodliwej żywności, szkodliwych farmaceutyków, tzw. reklam), kast (np. polityków, kleru, rolników, górników), finansistów (m.in. żyjących z spekulacji, dzięki zadłużaniu z odsetek) i z nimi kooperujących, w tym pracowników); myślą emocjonalnie, egoistycznie, krótkowzrocznie, bo edukacja w szkole, przykłady z otoczenia nie obejmują, nie zawierają, bardziej wyrafinowanych, całościowo przemyślanych, etycznych, racjonalnych treści, więc ich nie rozumieją, się ich boją.
Ewentualna Partia Racjonalnego Rozwoju też nie miałaby racji bytu z powyższych powodów.
 
/* A od czegóż to my jesteśmy wolni, np. od: świadomych, nieświadomych, zidentyfikowanych, niezidentyfikowanych psychopatów, debili; kanalii; cwaniaków, kombinatorów, w tym wśród rządzących; wpajania, realizacji utopii i tego skutków, w tym braku selekcji/selekcji negatywnej; degeneracji, przeludnienia, długów, biedy, nędzy, chorób, plag, rabunku surowców, skażania, zatruwania; zagłady przyrody, perspektywy samozagłady...
 
 
W.Cejrowski o demokracji parlamentarnej
 http://www.youtube.com/watch?v=3zGa7vzVcIU&feature=related
 
 
www.o2.pl / www.sfora.pl | 1 źródło Piątek [22.01.2010, 10:22]
WOLNOŚĆ WYBORU TO TRAGEDIA
Tak twierdzą amerykańscy naukowcy.
Począwszy od wyboru jedzenia, poprzez kanał telewizyjny, szkołę do której wyślemy nasze dziecko, rodzaj zawodu - nigdy nie mieliśmy aż tylu możliwości podejmowania decyzji. Niestety, ta wolność wyboru wiąże się z poczuciem dezorientacji i strachu - informuje "The Daily Telegraph".
Ludzie czują sparaliżowani, gdy mają zbyt dużo wolności, drżą z niepewności, czy podjęli właściwą decyzję. Obawiają się także, co inni powiedzą o ich decyzji. Gdy już dokonają wyboru często martwią się, że jednak był on zły. To czyni ich nieszczęśliwymi - wynika z badań przeprowadzonych przez profesor Hazel Rose Markus z wydziały Psychologii Uniwersytetu Stanforda.
Nie możemy zakładać, że wolność wyboru, tak jak jest ona rozumiana przez wykształconych, zamożnych ludzi z Zachodu, jest powszechnym dążeniem, że wszędzie i zawsze będzie wspierać wolność i dobrobyt - twierdzi profesor.
Jej zdaniem wolny wybór, nawet w sytuacjach gdy sprzyja wolności, wzmocnieniu pozycji i niezależności, nie jest dobrem idealnym. Zbyt duża wolność wyboru może bowiem również sprzyjać egoizmowi i brakowi empatii, ponieważ ludzie koncentrują się na własnych preferencjach kosztem tego, co jest dobre dla społeczeństwa jako całości. | WB
 
 
Trzeba odsunąć od władzy psychopatów, debili; kanalie!
Tak jak nie mse w kurniku jest dla lisa, zarażonych ptasią grypą kur, tak i dla opisanych powyżej osobników m.in. w Sejmie!
 
 
Jak ustalić, który ustrój jest najodpowiedniejszy? – PO EFEKTACH!
 
 
DLA ZROZUMIENIA, AKCEPTACJI, POPARCIA KONIECZNYCH DZIAŁAŃ, TRZEBA USYSTEMATYZOWAĆ, USTALIĆ, CO JEST DOBREM, A CO ZŁEM. Bo według mnie dobrem są działania przynoszące, w końcowym efekcie, dalszej perspektywie korzyści, a złem działania przynoszące w końcowym efekcie, dalszej perspektywnie niekorzyści.
Jeśli założymy, że dobrem są korzyści dla naszego gatunku, to pytanie brzmi: Czy wyczerpywanie surowców mineralnych i innych zasobów, skażanie środowiska, zagłada przyrody, trucie ludzi, degeneracja, a więc i rozmnażanie się osobników o niskim, niekorzystnym potencjale, przeludnienie; realizowanie utopii jest dobre... Chyba wszyscy się zgodzą, że NIE!!! Więc pierwszym etapem, by zakończyć destrukcję, jest ustanowienie racjonalnych, w mse emocjonalnych, utopijnych, systemów wartości.
By to ułatwić dam kilka przykładów:
Jeśli podtrzymujemy wegetację, dogorywanie, zajmujemy się chemicznym tzw. leczeniem ludzi nieużytecznych, szkodliwych, to bezsensownie skażamy środowisko, trujemy przyrodę, ludzi, przyczyniamy do chorób, zabijamy, ograbiamy zdrowych, młodych, pożytecznych ludzi z pieniędzy, zasobów, ograbiamy z nich przyszłe pokolenia – I TO JEST BARBARZYŃSKIE, BEZMYŚLNE, ABSURDALNE, UTOPIJNE, BARDZO ZŁE!!! I tak należy to nazywać!
Jeżeli pozwalamy na płodzenie, rodzenie: psychopatów, debili; kanalii, degeneratów; pasożytów; niedorozwoi (fanatyków, utopistów, zboczeńców, przestępców), chorych; rencistów itp., będziemy pozwalać na przerost populacji, to nie tylko nie rozwiążemy żadnego problemu, ale wręcz przeciwnie, ich skala, pod każdym względem, będzie rosła. A więc jest to katastrofalnym absurdem!; postępowaniem bardzo szkodliwym, złym!!! I tak należy je nazywać.
Z kolei selekcja pozytywna, tak by populacja składała się z ludzi normalnych, zdrowych, inteligentnych, o wysokim potencjale, walorach, regulacja wielkości populacji, tak by zachować z otoczeniem równowagę, zachować zasoby dla przyszłych pokoleń, jest RATUNKIEM, DZIAŁANIEM, DOBROCZYNNYM, ZBAWIENNYM. I tak należy je nazywać. A nie odwrotnie!
 
Obecnie ludzkość zezwala m.in. na przeznaczanie, wypracowanych przez nie, miliardów pieniędzy na zagładę przyrody, samozagładę, poprzez realizacje utopii, w tym konsumpcyjnej.
Obecnie będącym u władzy psychopatom, debilom; kanaliom, tak jak i znacznej części pozostałych, nie zależy na losie przyrody, nie obchodzi los przyszłych pokoleń (czy sami chcielibyście żyć w warunkach jakie zgotowaliście przyszłym pokoleniom: bez ropy, węgla, gazu, rzek (z powodu stopnienia lodowców), lasów, zwierząt, wokół pustynie, składowiska śmieci, wszystko, powietrze, ziemia, woda, skażone, wszyscy zatruci, zdegenerowani, chorzy, itp... I działania do tego prowadzące są dowodem wrażliwości, dobre...). Nie mają też odpowiedniej wyobraźni, świadomości, by zdać sobie sprawę z własnego losu, w tym jak moglibyśmy żyć w normalnych warunkach.
 
No to mamy za sobą pierwszy etap, i, co ważne, zgadzamy się. Drugi etap to zrozumienie, zaakceptowanie, poparcie koniecznych przeciwdziałań dla obecnej destrukcji, dla konstruktywnych zmian, by zamiast coraz gorzej, było coraz lepiej:
Powszechnie zmilczana alternatywa:www.racjonalnyrzad.pl
 
 
"WPROST" nr 11/2009: Ustawa o partiach właściwie uniemożliwia pojawienie się ugrupowania znikąd – po prostu nie będzie ono miało pieniędzy na wybory, na zaistnienie w mediach. Tylko charyzmatyczny lider mógłby to obejść, promując się w inny sposób.
Autor: Robert Mazurek
 
"WPROST" nr 12/2009 (1367)
GDYBYM MIAŁ WŁADZĘ
Z dzisiejszym kryzysem gospodarczym szybciej i lepiej poradziłby sobie sprawny władca absolutny niż rozchwiane, wiecznie dyskutujące demokracje. Z jednej strony, bez radykalnych zmian nie uda się trwale przezwyciężyć kryzysu i uniknąć tak wielkich zagrożeń w przyszłości. Z drugiej strony, ten kryzys jest jak dojście do ściany – ułatwia podjęcie decyzji, na które by się nie odważono w spokojniejszych czasach. (...)
Krzysztof Rybiński
 
[Konstruktywna dyktatura ma tą zaletę, iż nie kieruje się populizmem, głosem większości, kast; nie realizuje utopii (pseudo, czyli urojonego, wmawianego, dobra, nie doprowadza do zadłużeń, degeneracji, degradacji, zagłady; nie stwarza, tylko rozwiązuje problemy, zapobiega ich powstawaniu).
Tylko wielkiego formatu media, w tym redakcje pism, mogłyby odmienić rzeczywistość (gdyby to rozumiały, chciały), w tym uwzględniając efekt pozytywnej lawiny - nim więcej mediów, redakcji poprze konstruktywną alternatywę, tym więcej kolejnych weźmie pozytywny przykład.... - red.]
 
 
 
 
Ø      Najpierw przygotowują odpowiednią, emocjonalną, argumentację swoich poczynań (obiecywanki), tak by się podobała, a następnie robią co chcą (i to jest m.in. demokracja)...
DEMOKRACJA TO: uleganie presji bezmyślnych mas; bezmyślna, egoistyczna walka grup interesów kosztem siebie nawzajem, a w perspektywie i własnym!; czyli realizacja własnych egoistycznych, krótkowzrocznych interesów; więc podział na rywalizujące, kosztem innych, grupy; To szybkie, doraźne, bezrefleksyjne, prymitywne, nieefektywne, kosztowne, przyczyniające się do całej masy negatywnych skutków, problemów, kosztem wszystkich i wszystkiego, zaspokajanie rozsądnych oraz absurdalnych, wyimaginowanych potrzeb (dzięki realizacji utopii, praniu mózgów tzw. reklamami o tzw. usługach, produktach), co doprowadza do kryzysów, klęsk, katastrof, biedy mas (co w perspektywie b. utrudnia a nawet uniemożliwia zaspakajanie nawet rozsądnych, elementarnych potrzeb).
Dzięki temu do władzy dochodzą najwięksi i najprzemyślniejsi obecywacze, - rozdawacze dla własnych korzyści-, popularności – zajmujący się jawną korupcją – przekupywaniem wyborców; schlebiający gustom silnych, zorganizowanych, dużych grup, mas – wyborcom. W takim systemie wygrywają prymitywy, egoistyczni, bezmyślni rozdawacze-populiści rujnujący gospodarkę, przyczyniający się wyeksploatowywania surowców, zatruwania, niszczenia środowiska, trucia ludzi, wydatków, długów; do problemów (by następcy mieli argumenty w czasie kampanii, i czym się zajmować po wygranych wyborach – powodując następne problemy...)(W dalszej perspektywie, materialnie, najlepiej na tym wychodzą wybrani, przez pogrążanych, zwycięzcy licytacji: kto szybciej spełni („”) bezrefleksyjne zachcianki mas/najwięcej naobiecuje, czyli rozdawacze, - obiecywacze...); to samonapędzający się obłęd.
Lub jeszcze inaczej: Jest to szybkie i skuteczne doprowadzanie do problemów, kryzysów, klęsk, katastrof, dzięki spełnianiu zachcianek mas (schlebianiu ich gustom) przez wybranych do tego celu, przez nie, równie rozsądnych, dalekowzrocznych realizatorów tej utopi, rozdawaczy-populistów; wszechstronnych pogrążaczy...
 
Komercyjny kapitalizm daje te same efekty – korzystają na nim najcwańsze, najbezwzględniejsze jednostki kosztem eksploatowanych, wyzyskiwanych mas, przyrody, przyszłych pokoleń.
 
Te systemy są też demoralizujące, przyczyniają się do dewastacji i degeneracji – wszystko jest krótkowzroczne, sprowadza się do wyzysku, eksploatacji, wykorzystywania mas (jako wyborców, pracowników, konsumentów; mieszkańców Ziemi) dla własnych korzyści przez najbardziej przebiegłe jednostki; zamiast współpracy ma mse walka, wyścig – kto zdobędzie szybciej i więcej.
 
Osoby zajmujące się rozwiązywaniem i zapobieganiem problemom, dogłębnie, a więc rzeczywiście, etyczne, działające w sposób przemyślany, dalekowzroczne, wybitne są na marginesie – czyli odbywa się w tej utopi selekcja negatywna.
 
 
 www.faktyimity.pl Forum / Kapitan / czw, 07 sierpień 2008 14:23
PANIE PIOTRZE, PROSZĘ POWIEDZIEĆ NAM WSZYSTKIM CO ROBIĆ?
Przecież zatrzymanie tej ogromnej maszyny do mielenia wszystkich i wszystkiego spowoduje katastrofę, która i tak nas czeka, ale każdy myśli "a po nas choćby potop".
Sam napisałeś, że jednostki wartościowe, powiedzmy mądre, są marginalizowane.
W głowach prawie wszystkich ludzi brzęczą pieniądze, nie słychać cichej pracy uzwojeń szarych komórek, tylko kasa, kasa, kasa.
Ludzie mają spieniężone sumienia, myślą tylko, kto kogo przechytrzy, kto pierwszy dorwie się do konfitur, kto kogo wykiwa, oszuka, okłamie, wycycka, ogłupi, obłupi itp., itd.
Wiem, że kapitalizm tak na prawdę jest systemem, gdzie wszyscy starają się wszystkich oszukać, na czym tylko się da. To wszystko pięknie jest poukrywane za postanowieniami prawa, konstytucji, różnych przepisów, kodeksów, regulaminów, i tak jak zwykle najbardziej korzystają z tego najbogatsi oraz wspomagający ich kler.
PYTAM: CZY TEN ŚWIAT STWORZONY JEST TYLKO DLA BOGATYCH? – czy wytwór chorej, ludzkiej psychiki - pieniądz - zawładnął światem, i kto ma go więcej jest panem innych, mniej posiadających? - A gdzie tu miejsce na wolność? (chyba sterowaną – tylko).
To demokracja jest kpiną z ludzkości i człowieczeństwa, skoro sprawdza się powiedzenie W.Churchilla – wiesz jakie.
Dopóki będzie istniał taki system myślenia większości ludzi, NIE ZMIENI SIĘ NIC.
Powtarzam jak mantrę: ludzie od tysięcy lat mają chore mózgi i wszelkie zło z tego się bierze, trzeba ponaprawiać te mózgi – lekarz już jest, ale jak zwykle Posiadacze Wszystkiego mają go gdzieś. Nie podetną gałęzi na której siedzą, to musi zrobić ktoś spoza tej uprzywilejowanej kasty. – Wypełni się przepowiednia A.de Toquevilla, potwierdzi teoria G.le Bona, nawet JHS.
 
 
www.o2.pl / www.sfora.pl | 1 źródło Sobota [30.01.2010, 07:55]
TEN KRAJ NA PRZEKRĘTACH TRACI MILIARDY
Przestępcy nie próżnują.
Wiadomo, że w Polsce skala przestępczości gospodarczej jest ogromna, ale ile dokładnie na tym straciliśmy nie policzył jeszcze nikt. Bliżej problemowi przyjrzeli się za to Rosjanie.
 
Z szacunków rosyjskiego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wynika, że przestępstwa gospodarcze kosztowały naszego potężnego sąsiada w ubiegłym roku ponad 32 mld dolarów!
 
Za najbardziej kryminogenny uchodzi sektor bankowo-finansowy oraz rynek konsumencki. Ujawniono 428 tys. przestępstw gospodarczych. Z tego 15,5 tys. dotyczyło działalności zorganizowanych grup przestępczych. Prawie 75 tys. wykrytych naruszeń to przestępstwa na dużą i bardzo dużą skalę - podaje "Rzeczpospolita".
 
A jaki był największy przekręt 2009 roku? Ze Sbierbanku, największego banku Rosji wyprowadzono 109 mln dolarów i 52 mln euro. Kto jest podejrzanym? Szefowie jednego z moskiewskich oddziałów finansowego kolosa.
 
Z szacunków niezależnych firm audytorskich wynika z kolei, że Rosja jest jednym z najbardziej skorumpowanych krajów na świecie - ofiarami wszelkiego rodzaju wymuszeń i przekrętów padło 71 proc. działających tam firm - pisze "Rz". | FC
 
 
 www.faktyimity.pl Forum / tititit / czw, 07 sierpień 2008 10:21
Demokracja jest dla ludzi mądrych.
 
 
[Tym razem będzie trochę filozoficznie]
RZĄDZENIEM POWINNA ZAJMOWAĆ SIĘ ROZSĄDNA, DALEKOWZROCZNA, KONSEKWENTNA, NIEZALEŻNA, ŚWIADOMA ELITA, A NIE BEZMYŚLNY, NIEŚWIADOMY, OGŁUPIANY, MANIPULOWANY I WYKORZYSTYWANY MOTŁOCH (czy takich ludzi, w tym w ich własnym interesie, należy pytać o zdanie, ulegać ich presji...)
Ludzkość, o czym, i jak temu zaradzić, wielokrotnie pisałem jest nieodpowiednio edukowana i stąd nękają ją stresy (strach), problemy, m.in. egzystencyjne. A gdy jest się nimi przytłoczonym, to trudno w takich warunkach o refleksje, analizy, więc i głębsze wnioski. Więc zamiast m.in. edukacją, uświadamianiem się, ludzkość zajmuje się w wolnym czasie odreagowywaniem stresów (co często przyczynia się do kolejnych problemów). Więc życie, aktywność, sprowadza się do bezpośredniej obrony swojej egzystencji, walki z wszystkim i wszystkimi (m.in. głosowaniu przeciw komuś, a nie za czymś pozytywnym), a nie usuwaniu, zapobieganiu problemom. To jakby stan wojny. A na wojnie z wrogami się walczy, a nie współpracuje. Są też na niej jeńcy, półniewolnicy, czyli tzw. robole.
Zwyciężają w tej walce ci, którzy mają najmniej skrupułów, najbezwzględniejsi – czyli najbardziej obłowieni, gloryfikowani bohaterowie... (Przy okazji. Bardzo podoba mi się... podziw, uznanie dla milionerów za to, że tysiące pracujących na nich ludzi nie otrzymało sowitej zapłaty, są eksploatowani, wyzyskiwani, stracili zdrowie; że ktoś jest bogaty dzięki masowym płatnym zajęciom, praniu mózgów tzw. reklamami, kombinacjom polityczno-gospodarczym, zubożeniu zasobów surowców, zatruciu środowiska itp.)(proszę zauważyć, że wybrańcy, politycy, strasznie cieszą się już samym faktem dostania do sejmu (normalnie, msa znojnej, odpowiedzialnej pracy), a nie dopiero z „pozytywnych” efektów swoich działań (bo wtedy są akurat smutni))...
 
NIESTETY TACY JAK MY SĄ WCIĄŻ ZAMILCZANI (nierozumiani/stanowimy zagrożenie dla opisanych interesów-, osobników)(nic nie wyszło nawet z wydania mojej książki).
SKORO OBECNIE ŚWIATEM RZĄDZI PIENIĄDZ, TO TRZEBA UŻYĆ TEGO SKUTECZNEGO ŚRODKA, ALE DO KONSTRUKTYWNYCH DZIAŁAŃ
Cały czas apeluję, tłumaczę: NIE DA SIĘ ZROBIĆ CZEGOŚ NA DUŻĄ SKALĘ BEZ PIENIĘDZY! Dają one duże możliwości, m.in.: możliwość wydania książki, zamieszczania ogłoszeń w prasie, proekologicznych działań, które dadzą pozytywny, uświadamiający efekt i rozgłos, byłaby nawet możliwość mojego kandydowania (...); mógłbym poświęcić więcej czasu na ważne działania. A naprawdę duże pieniądze dałyby ogromne możliwości.
Spróbujcie dotrzeć do milionerów, miliarderów (w tym z innych krajów)(potrzebuję też osób do profesjonalnego przetłumaczenia kilku ulotek na j. angielski).
Głoście też dobrą nowinę: Jest źródło uświadamiającej wiedzy; na kogo głosować.
 
 
Zrównoważony rozwój, harmonia, etyka, logika – racjonalizm, czy utopia?
POLSKA UTOPIJNA (komunistyczna, kapitalistyczna; wyznaniowa; socjalna, konsumpcyjna; zdegenerowana, w tym populacyjnie) CZY ROZSĄDNA -, RACJONALNA; SPOŁECZEŃSTWO SCHOROWANE, BIEDNE, CIEMNE, INTELEKTUALNIE I EKONOMICZNIE ROZWARSTWIONE, Z ZNISZCZONYM ŚRODOWISKIEM NATURALNYM, CZY ZDROWE, O WYSOKIM POZIOMIE WIEDZY, ŚWIADOMOŚCI, EFEKTYWNIE WYKORZYSTYWANYM KONSTRUKTYWNYM POTENCJALE, ZARADNE, ZAMOŻNE, ŻYJĄCE W ZDROWYM, W STANIE RÓWNOWAGI, ŚRODOWISKU NATURALNYM?
PS1
Do oponentów mojej oceny demokracji w praktyce, a jednocześnie zwolenników moich postulatów: ona się Wam podoba, ale tylko w teorii; Wam bardziej zależy na sposobie, mi – na efekcie działań (nawet w najbardziej optymistycznym wariancie demokracja nie da nawet połowy tego, co ustrój racjonalny w najgorszym). Dodajmy też fakt, iż w demokracji decyzje, często rozbieżne z wcześniejszymi deklaracjami, i tak podejmują pojedyncze osoby, a nie wybierające ich masy podczas głosowania, więc jest to tak naprawdę (b. często destrukcyjna) dyktatura. Ja proponuję konstruktywną.
METODY DZIAŁANIA, SYSTEMY RZĄDZENIA MOŻNA PODZIELIĆ M.IN. POD WZGLĘDEM SKUTECZNOŚCI (oczekiwania, to już odrębna sprawa, i na tej podstawie już mogą być odrębne oceny. Ale do czego prowadzą obecne rozwiązania (...)...) NA 3 PODSTAWOWE GRUPY: 1. SKUTECZNE, 2. ŚREDNIO SKUTECZNE, 3. NIESKUTECZNE. DO JAKIEJ ZALICZA SIĘ DEMOKRACJA...
Proszę zrealizować moje postulaty w ustroju demokratycznym/kapitalistycznym przed wymarciem większości gatunków fauny i flory, zatruciem resztek względnie czystej wody, powietrza, gleby, przed wystąpieniem zmian klimatycznych, wyczerpaniem surowców, itp. (ja się staram oto od 2000 roku)...
 
PS2
PARTIE POLITYCZNE W PRAKTYCE...
Wiadomo, iż jawnie przestępcze organizacje budzą powszechną niechęć, potępienie i są prawnie ścigane – ich członkowie ponoszą prawnie przewidziane konsekwencje swojej działalności. Pytanie jednak brzmi: czym się one różnią od organizacji politycznych, czyli tzw. partii jeśli chodzi o skutki dla nas: dla gospodarki, naszej sytuacji finansowej, zdrowotnej? – Otóż m.in. znaczną bezkarnością i aprobatą części społeczeństwa (oprócz że zalegalizowaną formą pobierania haraczu)(członkowie org. politycznych również kierują się jedynie swoimi pobudkami materialnymi. Również straszą, obiecują, zapewniają tzw. ochronę, przekupują siebie nawzajem (m.in. stanowiskami, ignorowaniem łamania prawa przez tzw. swoich, bądź/i przeciwników politycznych), wyborców dotacjami, a członków katolickiej org. relig. jeszcze m.in. nieruchomościami, gruntami – oczywiście wszystko nie własnymi)(...)...
Ktoś powie: no dobrze, ale niektóre ich działania np. ustawy przynoszą korzyści.
Mafie też dają korzyści, gdyż zajmują się m.in. legalną działalnością, zapewniając pracę, załatwiają różne sprawy np. u urzędników, dostarczają też tanie... fałszywe pieniądze, alkohol, narkotyki, papierosy – zaspokajają potrzeby (podobnie jak np. dotowane (przekupywani) dzięki politykom rolnictwo, górnictwo – przyczyniające się m.in. do degradacji środowiska, chorób, śmierci; ubóstwa społeczeństwa, wydatków, długów)...
Tak więc porównanie jest dość adekwatne i powinno dać do myślenia (a dodam jeszcze, iż wielu polityków współpracowało a nawet działało dzięki mafiom; wiele zaniechań, czy działań prawnych było robionych pod ich dyktando).
Napiszę na wszelki wypadek wprost: skoro politycy są wybierani dla działań prospołecznych, a zamiast tego zajmują się jedynie własnym interesem (w efekcie, praktycznie, ich działania są też aspołeczne, za co jeszcze pobierają wypracowane prze społeczeństwo pieniądze) to jaki ma sens dalsze na to zezwalanie, taka forma rządzenia?! Przecież to jest oszustwo, rabunek – działalność szkodliwa, w tym demoralizująca!
I jeszcze coś. Jaki sens ma utrzymywanie Sejmu, skoro frakcja rządząca nie może konstruktywnie działać, gdyż opozycja takie próby bojkotuje, zwalcza (by sama, po wywołanej przez siebie klęsce gospodarczej, dorwać się do władzy podczas następnej kadencji). Czyli płacimy za polityczną wojnę; marnotrawstwo; destrukcję?!
PS3
Do zwolenników demokratycznej utopii.Co P. mówią m.in. takie nazwiska jak: Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński, Komorowski, Tusk...; nazwy partii jak: AWS, UW (obecnie PO), SLD, PiS (była AWS), Samoobrona, LPR; jak Państwo interpretują takie inf.: http://www.noesen.pl/?p=p_26&sName=DLUG-POLSK - Licznik..., prawie 60 proc. społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego, 13 proc w skrajnej nędzy, wszystkie wody powierzchniowe i znaczna część tzw. podskórnych są zanieczyszczone, mamy schorowane społeczeństwo, w tym miliony rencistów (efekty wyborów większości, milionów wyborców), 70 proc odbiorców informacji nie rozumie ich treści, z tego ponad 40 proc. prawie w ogóle itp...; Dodajmy jeszcze, że nasze społeczeństwo wydaje rocznie prawie 12 mld zł na truciznę nikotynową, trując nią siebie i innych, kolejne miliardy na truciznę alkoholową (20 mld) i narkotyki, następne miliardy na szkodliwe produkty spożywcze, kolejne miliardy przeznacza na pogrążającą gospodarczo nasz kraj i intelektualnie nasze społeczeństwo wiadomą org. religijną...; itp., itd...
PS4
Kim trzeba być, w tym jak bardzo zaślepionym, upartym, by nie przyjmować tych faktów do wiadomości...; nie rozumieć sytuacji, nie wyciągać z tego rozsądnych wniosków (nie mieć na to odwagi)...; by propagować system przyczyniający się do takich efektów...; utopijnym, by w jego umacnianiu widzieć szansę polepszenia sytuacji...
PS5
Jako analogię podam jeszcze przykład mitu o dobroczynnych, kochających zwierzęta, psiarzach.
Czy psiarze tak kochający zwierzęta (i ludzi)... zastanowili się też [oprócz że: nad cierpieniami m.in. zamykanych na wiele godzin psów; skutkami powodowanych przez psy hałasów, robionych kup - a więc stresami i innymi problemami - dla otoczenia]: skąd się bierze mięso dla ich pieseczków – wzięli pod uwagę cierpienia zwierząt podczas chowu i uboju przemysłowego, skutki tego chowu, przemysłu dla przyrody i ludzi...?!!

Dodam jeszcze, iż miliony ludzi (w tym część to dzieci) nie mają co jeść, podczas gdy kochający ludzi psiarze... wydają miliony złotych m.in. na karmy dla psów!

 

 

 

„WPROST” Numer: 9/2010 (1413)
JAK (NIE)PRACUJĄ POLITYCY
Wysępić pytanie od kolegi, sprowokować sprzeczkę z marszałkiem, powspominać odeszłych bohaterów – są różne sposoby na podciągnięcie się w rankingach politycznych pracusiów. Kto więc naprawdę haruje, a kto tylko markuje? I jak odróżnić jedno od drugiego?
Według obiegowej opinii pracowici posłowie to ci, którzy królują w statystykach. Kryteriów oceny jest kilka: liczba interpelacji, zapytań, oświadczeń, pytań w sprawach bieżących i wystąpień na forum Sejmu. Z prawdziwą pracą ma to zwykle niewiele wspólnego. A posłowie biorący udział w wyścigu na śrubowanie statystyk często stosują najróżniejsze techniki, które można porównać z dopingiem. Sposób na wysoką pozycję w rankingu interpelacji jest prosty. Wystarczy zagonić do pracy pracowników biura poselskiego. Mistrzynią interpelacji jest Anna Sobecka z PiS. Ma ich na koncie 640. Jej partyjni koledzy żartują, że na ten wynik pracuje cała rodzina Radia Maryja, z którą posłanka jest związana.
 
Pytania w sprawach bieżących to towar atrakcyjny i reglamentowany – na każdym posiedzeniu Sejmu jeden klub poselski może ich zadać najwyżej kilka. O tym, kto dostąpi tego zaszczytu, decydują szefowie klubów. Dlatego liczą się chody u szefa i refleks. – Wielu posłów specjalnie przyjeżdża wcześniej na posiedzenie, by uprzedzić innych i zaistnieć – mówi poseł PiS. Do niedawna nagrody pocieszenia zapewniały transmisje telewizyjne. – Posłowie, którym nie udało się wywalczyć prawa do zadania pytania, siadali na sali tuż obok tych, którzy je zadawali, tylko po to, by pokazać się na ekranach milionów telewizorów – dodaje inny poseł.
Kolejnym sposobem na uzyskanie opinii pracowitego posła jest wygłoszenie jak największej liczby oświadczeń. Ta dyscyplina daje duże pole do popisu. Rekordzistą jest Waldemar Andzel z PiS (73 oświadczenia w tej kadencji, ostatnio m.in. z okazji 115. rocznicy urodzin Stanisława Grzmota-Skotnickiego i 354. rocznicy oblężenia Jasnej Góry przez Szwedów). – Odczytuje dziesiątki biografii różnych postaci, a kończy zazwyczaj tak samo: „To powinien być wzór dla współczesnej młodzieży" – śmieje się Grzegorz Pisalski z Lewicy.
 
Najłatwiejszym sposobem na zaistnienie w statystykach jest zabranie głosu na posiedzeniu Sejmu. – Wielu posłów wypowiada się o sprawach, o których nie ma zielonego pojęcia. Niektórzy przychodzą po pomoc do kolegów, którzy są sprawozdawcami przy danej ustawie. Próbują „wysępić" od nich pytanie, które mogliby zadać – mówi Łukasz Zbonikowski z PiS. Skuteczny chwyt stosowany przez niektórych polega na... zagraniu na nerwach marszałkowi prowadzącemu obrady. Wystarczy, że marszałek przerwie choć jednym słowem wypowiedź posła, by jej kontynuacja była w statystyce odrębnie liczona. – Mistrzowie specjalnie prowokują marszałków do sprzeczki i za jednym razem „zaliczają" dwadzieścia wypowiedzi – zdradza jeden z posłów.
 
Po co ten cały teatr i udawanie pracowitości? Bo na wyborcach można zrobić wrażenie na dwa sposoby – przez brylowanie w mediach (działa skojarzenie, że ci, którzy są w telewizji, muszą coś znaczyć) i przez dobre miejsca w statystykach sejmowych. Przeciętny poseł nie może liczyć na lans w mediach, pozostaje mu więc druga metoda. Stosują ją głównie ci, którzy skupiają się na aktywności we własnym okręgu wyborczym. Dlatego są nazywani lokalersami.
 
Z pracą w okręgach jest jednak różnie. W dni poselskie – poniedziałki – posłowie powinni przyjmować obywateli w swoich biurach. Mimo to spotkanie się wówczas z parlamentarzystą w jego przybytku graniczy z cudem. Grzegorz Schetyna jako sekretarz generalny Platformy w zeszłym roku odgrażał się nawet, że przeprowadzi kontrolę biur. W PiS nie jest lepiej. Na jednym z posiedzeń komitetu politycznego posłom dostało się od Jarosława Kaczyńskiego. – Prezes grzmiał, że musimy się wziąć do roboty i jeździć na spotkania z wyborcami nawet do najmniejszych miejscowości – mówi jeden z posłów. Ale efektywność pracy w terenie trudno zmierzyć. Jedni skupiają się na aktywnym udziale w konferencjach i spotkaniach. Inni ograniczają się do przyjmowania zaproszeń na dożynki i przecinania wstęg.
 
Dlatego posłowie, którzy traktują Sejm jak dobrze płatne wczasy, nie mają problemów. Nikt ich nie zagoni do pracy. Obowiązki, których nie da się uniknąć, sprowadzają się do dwóch czynności: głosowania (4 do 6 dni w miesiącu) i podpisywania listy obecności na posiedzeniach komisji (kilka razy w miesiącu, zależnie od komisji). Często posłowie korzystają z tego, że nikt ich nie sprawdza, i podpisują listę obecności nawet nie zaglądając do sali, w której odbywa się posiedzenie.
 
Trzeba uczciwie dodać, że większość posłów rzeczywiście jest na posiedzeniach obecna, jednak aktywni są nieliczni. – W trakcie komisji można przeczytać gazetę, udzielić stu wywiadów, a nawet obalić koalicję – śmieje się Janusz Piechociński (PSL). Paradoksalnie bierność ma swoje zalety. Gdyby posłowie byli aktywniejsi, praca nad ustawami wydłużyłaby się w nieskończoność. Wszystko przez to, że parlamentarzystów jest zbyt wielu. – W komisjach mogłoby pracować po 10-15 posłów, bo i tak nad ustawą pracuje przeciętnie pięciu. W całym Sejmie jest praca najwyżej dla stu. Reszta musi walczyć, żeby zaistnieć – wyjaśnia Paweł Poncyljusz (PiS). Ale to, że wielu posłów specjalizuje się w markowaniu pracy, nie oznacza, że na Wiejskiej nikt nie pracuje. – W mediach nie widać tych, którzy pracują, a ci, którzy się rzucają w oczy, z reguły nic nie robią – mówi Poncyljusz. Dobrym przykładem są posłowie, którzy reprezentują Sejm np. w rozprawach przed Trybunałem Konstytucyjnym, co wymaga wielogodzinnych przygotowań. – Organizowałem kampanię wyborczą posłowi, który nie skupiał się na statystykach. Nieraz występował przed TK. Jednak do wyborców takie informacje nie przemawiają. Nie było się czym pochwalić – mówi Lucjan Karasiewicz z Polski Plus.
 
Realna praca w Sejmie polega przede wszystkim na prowadzeniu dużych ustaw (na co mają szansę tylko nieliczni posłowie koalicji), aktywnej pracy w komisjach i podkomisjach (na co mają szansę posłowie dysponujący fachową wiedzą). Umiejętnością zdobywania kolejnych specjalizacji odznacza się np. były marszałek Sejmu Ludwik Dorn. W tej kadencji już jako szeregowy poseł po zgłębieniu problematyki systemu ochrony zdrowia przeniósł się do komisji obrony, gdzie też wykazuje niemałą aktywność. Szczególne pole do popisu dają komisje śledcze. Ostatnio przede wszystkim hazardowa. – Bartek schudł już kilka kilogramów. Siedzi po nocach nad materiałami. Patrząc na tempo pracy członków komisji, byłoby lepiej dla ich zdrowia, gdyby skończyli pracę pod koniec lutego, a nie pod koniec kwietnia – mówi Grzegorz Pisalski, bliski znajomy Bartosza Arłukowicza (Lewica), wiceprzewodniczącego komisji hazardowej. Za największego sejmowego pracoholika uchodzi Janusz Piechociński. Pracuje z reguły od 8 do 21-22. To wymiar godzinowy pracowitego ministra.
 
Wśród ministerstw, które są najbardziej obciążone pracą, politycy wymieniają resorty finansów, spraw wewnętrznych i gospodarki. A w porównaniu ze stopniem zabiegania przeciętnego parlamentarzysty funkcja ministra oznacza prawdziwą harówkę. – Na tym tle dochodzi do spięć, bo posłowie przychodzą z różnymi sprawami do ministrów i nie zawsze potrafią zrozumieć, że oni pracują nawet po kilkanaście godzin – mówi jeden z posłów. – Pracuję od 9 do 22. Trzy, cztery godziny dziennie zajmuje mi czytanie korespondencji. W Warszawie poświęcam się tylko pracy, nie prowadzę życia towarzyskiego. Odpoczywam w weekendy w Krakowie, gdzie mam rodzinę – mówi Bogdan Klich, minister obrony. – Pracuję od 9 do 22, albo i dłużej. W domu czytam dokumenty – wtóruje Jolanta Fedak, minister pracy. Byli ministrowie mają do tej sprawy więcej dystansu i zauważają, że nawet będąc ministrem, przy braku chęci do pracy można się nie przemęczać. – Trzeba to odmitologizować. Gdy byłam ministrem, pracowałam podobnie ciężko jak wtedy, gdy pracowałam w mediach. Różnica polegała na tym, że praca ministra jest bardziej odpowiedzialna – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska, była minister pracy, była dziennikarka, a dziś posłanka PiS. – 70-80 procent obowiązków ministra to czynności powtarzalne. Najbardziej czasochłonne są konferencje uzgodnieniowe. Dałoby się to zrobić szybciej – dodaje Paweł Poncyljusz, były wiceminister gospodarki. W resortach wiele zależy bowiem od sprawnej biurokracji. – Gdy byłem ministrem spraw wewnętrznych, usłyszałem od mojego odpowiednika z Wielkiej Brytanii, że gdyby skumulował obowiązki związane z prezydencją w Unii Europejskiej, to wyszedłby mu jeden dzień pracy w tygodniu. Ministrowie w sprawnie działającym resorcie mogą się skupić na priorytetach i decyzjach strategicznych, a w pozostałych obszarach mogą ograniczyć pracę do podpisywania parafowanych pism, pozostawiając przygotowanie decyzji współpracownikom – ocenia Ludwik Dorn. Zdarzają się sytuacje, że ministerstwem z tylnego siedzenia kieruje wiceminister w randze sekretarza stanu. Szef resortu może go upoważnić nawet do podpisywania rozporządzeń. Kluczową rolę odgrywa wreszcie kadra urzędnicza. Wśród dyrektorów departamentów krąży powiedzenie: „Minister może czasem kogoś opie... albo wyp...., ale w ministerstwie i tak rządzimy my". W jakimś sensie mają rację, bo to oni przygotowują dokumenty do podpisania przez ministrów. – Dziennie dostawałem 100 dokumentów po trzy strony. Gdybym chciał wszystkie czytać, zajmowałoby mi to osiem godzin – mówi Krzysztof Janik, były minister spraw wewnętrznych i administracji. Na jednym ze spotkań zamkniętych dla dziennikarzy nawet Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, rozrzewnił się, wspominając czas, gdy był senatorem, a praca przypominała wakacje. Senat to oaza spokoju, bo jest na uboczu zainteresowania mediów.
 
Na brak spokoju nie mogą też narzekać europosłowie, wspierani w swych obowiązkach przez grupę współpracowników, tzw. stafersów. Ich liczba dochodzi nawet do kilkunastu na jednego deputowanego. – To oni są od czarnej roboty. Czytają dokumenty, znajdują w nich najistotniejsze zapisy. Asystenta możemy też wysyłać na niektóre posiedzenia komisji, w których sami nie możemy uczestniczyć – tłumaczy europoseł Dariusz Grabowski. Stafersi odciążają też szefów od pracy w okręgach, reprezentując ich na licznych spotkaniach. Tempo życia europosła jest więc jeszcze spokojniejsze niż posła krajowego. W poprzedniej kadencji niektórzy eurodeputowani z Włoch czy Grecji pojawili się w Parlamencie Europejskim tylko kilka razy. – Osoby, które nie palą się do pracy, mogą przeżyć te kilka lat w spokoju. Jeśli ktoś przyjechał tu pracować, musi sobie pracę wywalczyć. Członków europarlamentu jest ponad 700, a liczba zagadnień, którymi można się zająć, jest ograniczona – mówi europoseł Tadeusz Zwiefka (PO). Europosłowie zaczynają pracę w poniedziałek po południu, a kończą w czwartek. Do ich głównych obowiązków zalicza się głosowanie i pracę w komisjach. Podobnie jak w krajowym Sejmie, mogą podpisać listę obecności i nie brać udziału w posiedzeniu komisji. Poza tym każdy europoseł ma prawo w trakcie posiedzenia w Brukseli czy Strasburgu „wziąć breaka", czyli dzień wolnego. Cztery tygodnie w roku powinni zaś poświęcić na pracę w kraju. Wielu z nich rezerwuje na to weekendy. Ale nie wszyscy mają do tego zapał, zwłaszcza że okręgi europosłów są znacznie większe od okręgów poselskich. Niektórzy europosłowie nie palą się do zakładania biur na prowincji. W PiS dyskusja na ten temat wywołała spore emocje. Prezes partii udzielił w końcu eurodeputowanym reprymendy. – Bo nie wszyscy chcieli zakładać biura w małych miastach, gdzie nie ma lotniska – relacjonuje jeden z polityków. Trzeba przyznać, że europosłowie na przeloty między Polską, Strasburgiem a Brukselą tracą sporo czasu. Ale dla niektórych wojaże to zaleta. – Jeśli ktoś ma duszę podróżnika, to europarlament jest lepszym miejscem niż Sejm – mówi Marek Wójcik, niegdyś asystent w PE, dziś poseł PO. – Europosłowie ciągle się chwalą, gdzie ostatnio byli. Mówią, że zjeździli już pół świata – dodaje poseł PiS. A jeden z byłych europosłów precyzuje: – Niektórzy w ciągu kadencji potrafią zaliczyć kilkadziesiąt misji obserwacyjnych. De facto są to wyjazdy turystyczne. Są obwożeni po komisjach wyborczych, dzięki czemu zwiedzają różne zakątki danego kraju. Nic więc dziwnego że Ryszard Czarnecki, europoseł PiS, zabrał się do pisania książki z reportażami z podróży. Za to w porównaniu z kolegami z Sejmu eurodeputowani mniej czasu poświęcają na bywanie w mediach. Dlatego nie dla wszystkich Bruksela jest pociągająca. – Ja tam się nie nadaję. Mam za duży temperament. Być może za dziesięć lat, na emeryturę – śmieje się Eugeniusz Kłopotek z PSL.
 
Miejscem, gdzie energia i temperament przydają się najbardziej, jest gabinet premiera. Liczba obowiązków wypływających z kompetencji szefa rządu jest tak duża, że na ich wypełnienie nie starcza doby. Jarosław Kaczyński, będąc premierem, w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pojawiał się o godz. 10, a wychodził o 23. – W domu pracował nad dokumentami nawet do 3 w nocy – mówi poseł Jan Dziedziczak, ówczesny rzecznik rządu PiS. W wypadku Donalda Tuska nie jest inaczej. Sprawowanie funkcji szefa rządu polega przede wszystkim na podejmowaniu setek decyzji. Do tego dochodzą liczne spotkania i czytanie dokumentów. – Każdy premier musi poświęcać sporo czasu na czytanie ekspertyz, opinii w merytorycznych sprawach, stanowisk biur legislacyjnych, raportów wywiadu. Nikt go nie może zastąpić w czytaniu tych dokumentów, bo to on zleca ich opracowanie. Dlatego premier może sobie pozwolić najwyżej na tydzień, dwa tygodnie wolnego w roku – mówi były premier Józef Oleksy.
 
Inaczej jest w wypadku prezydenta, który ma mniej pracy. Decyzje, które podejmuje, sprowadzają się głównie do zgłaszania projektów ustaw, wetowania ustaw i decydowania o obsadzie niektórych stanowisk. Na co dzień do jego obowiązków należy czytanie korespondencji. – Z samego Biura Bezpieczeństwa Narodowego prezydent codziennie otrzymuje raporty. Mają ok. 100 stron. Na ich lekturę prezydent poświęca od 1,5 do 2 godzin dziennie – mówi Aleksander Szczygło, szef BBN. Sporo czasu głowie państwa zajmują też obowiązki reprezentacyjne wiążące się z wizytami zagranicznymi i żmudne ceremoniały wręczania odznaczeń, nominacji sędziowskich czy profesorskich.
 
Posłów, europosłów, ministrów, a nawet premierów łączy jedno: poświęcają sporo czasu i energii na walkę o pozycję we własnej partii. Przykładem był Grzegorz Schetyna, który będąc wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych, często urzędował nie w resorcie, ale w kancelarii premiera, a jako sekretarz generalny PO pilnował też spraw partii. Potwierdza to Marek Migalski, politolog i europoseł PiS, który od niedawna poznaje mechanizmy polityki od środka. – Najbardziej zaskoczyło mnie to, że politycy poświęcają nawet 90 proc. czasu na „ustawienie się" w swojej partii – mówi. W tej dyscyplinie potrafią być pracowici. Tylko dla nas niewiele z tego wynika.
 
Autor: Grzegorz Łakomski
 
 
„WPROST” Numer: 21/2009 (1376): CUD PRZY URNIE
W wyborach samorządowych głosowałem przypadkowo. Nie wiem, na kogo. Kandydaci byli dla mnie nierozpoznawalni – mówi Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich. Bo – parafrazując Stalina – nieważne, kto głosuje. Ważne, kto wyznacza miejsce na liście.
Co trzeba zrobić, by w obecnym systemie wygrać wybory? Nic. Udowodnił to Mariusz Wis, prezes Fundacji im. J. Madisona – Centrum Rozwoju Demokracji, który wystartował w ostatnich wyborach samorządowych z list Platformy Obywatelskiej. O mandat ubiegał się w dzielnicy, w której nikt go nie znał. Do tego z premedytacją zrezygnował z kampanii. Nie wydrukował ani jednej ulotki czy plakatu, nie odbył żadnego spotkania z wyborcami. Mimo to dostał najwięcej głosów. Cud? Nic z tych rzeczy. Wytłumaczenie jest proste – miał pierwsze miejsce na liście.
Autor: Grzegorz Łakomski
 
 
„WPROST” nr 40, 09.10.2005 r.
OSZUSTWO DEMOKRATYCZNE
W POLSCE GRA SIĘ Z WYBORCĄ W SALONOWCA: WYBORCA WYSTAWIA TYŁEK, ALE NIE WIE, KTO GO UDERZYŁ
Jak się nazywa ktoś, kto wybiera oszustów? Polski wyborca. Od 15 lat uczestniczy on w wyborczym paserstwie. Nie wie, na kogo konkretnie głosuje, bo to ustalają za niego partie, tworząc swoje listy. Nie wie, jaką politykę będzie prowadził rząd, bo to wypadkowa koalicyjnych porozumień. Nie wie nawet, jaki rząd powstanie. Nie wie, kogo rozliczać z obietnic w następnych wyborach, bo koalicja jest zupełnie innym podmiotem niż partia, na którą głosował. Właściwie to manifestuje swoje polityczne sympatie i może się tylko modlić, żeby jego wybrańcy nie okazali się złodziejami albo hochsztaplerami. Można powiedzieć, że od ponad 15 lat w Polsce gra się z wyborcą w salonowca: wyborca wystawia tyłek, ale nie wie, kto go uderzył. To tak, jakbyśmy wsiadali do pociągu i nie wiedzieli, dokąd jedziemy.
 
Oszustwo z ordynacją
(...) W proporcjonalnym systemie o wynikach wyborów decydują liderzy partii układający listy wyborcze. Potem popularny lider listy jest w stanie wciągnąć do Sejmu osoby mające poparcie zaledwie tysiąca wyborców. W nowo wybranym Sejmie posłem PiS będzie na przykład Andrzej Adamczyk, który w Krakowie otrzymał 1582 głosy (0,38 proc. w okręgu). - Sytuacja, w której do parlamentu weszli ludzie mający 2-3 tys. głosów poparcia, jest parodią demokracji - uważa prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. (...)
 
Oszustwo z koalicją
(...) Dla wyborcy koalicja to produkt, którego nie ma - kot w worku. Przy urnie zawiera on umowę z partią, na którą głosuje, a po stworzeniu koalicji okazuje się, że ta umowa jest nieważna. To tak, jakby klient zawierał umowę na kupno - powiedzmy - toyoty, a otrzymał powypadkowego składaka. I do kogo ma mieć pretensję, skoro koalicja nie ponosi odpowiedzialności za to, co obiecywali jej uczestnicy przed wyborami?
(...)
Oszustwo z programem
Rządy, które powstawały po kolejnych wyborach parlamentarnych w III RP, były rządami koalicyjnymi. Programy realizowane przez te rządy nigdy nie pokrywały się z programami partii koalicyjnych. Jeszcze w największym stopniu z programem wyborczym pokrywał się program rządu AWS, realizującego zapowiadane cztery wielkie reformy - administracyjną, ubezpieczeń, służby zdrowia i edukacji. Inne rządy realizowały wyłącznie programowe hybrydy. Programy partii służą do tego, by uwieść wyborcę, a potem koalicja tego wyborcę porzuca. Wyborcze programy partii są tylko zarysem intencji. I dobrze, jeśli nie są zbyt rozbudowane, bo wtedy po wyborach łatwiej je uzgodnić z koalicjantami. A wyborca nie jest wtedy bardzo rozczarowany. Ponad połowa (50,8 proc.) badanych przez Pentor przyznaje, że tylko "mniej więcej" orientuje się, co zamierza zrobić rząd koalicji PO-PiS. Aż 43,8 proc. twierdzi jednak, że o programie nowego rządu nie ma zielonego pojęcia. To wynika właśnie z faktu, że program rządu koalicyjnego musi być hybrydą.
Gdy programy wyborcze służą tylko do uwodzenia, obywatele tracą zaufanie do polityków, uważają, że są przez nich oszukiwani i porzucani, gdy ci już rządzą. Z badań Pentora dla "Wprost" wynika, że aż 67,2 proc. Polaków uważa, że żaden rząd III RP nie zrealizował większości swoich planów i obietnic. Tylko 0,9 proc. badanych jest zdania, że gabinety rządzące przez ostatnie 15 lat spełniły obietnice. W opinii badanych w największym stopniu zawiódł wyborców rząd Leszka Millera (33,2 proc.). Znacznie lepiej badani przez Pentor ocenili dotrzymywanie słowa przez rząd Jana Olszewskiego (tylko 5,6 proc. oceniło, że Olszewski zawiódł wyborców). Prawdopodobnie ten dobry rezultat wynika z tego, że rząd Olszewskiego został zapamiętany jako ten, który chciał przeprowadzać lustrację i dekomunizację, a o tym było ostatnio głośno. Jeśli nie chcemy być paserami demokracji, czyli nie chcemy być zaskakiwani tym, kto zostaje premierem, jaka jest koalicja, jaki realizuje program, kto za co odpowiada i kogo rozliczyć, powinniśmy się pożegnać z III Rzecząpospolitą i funkcjonującym w niej wielkim wyborczym oszustwem.
Rafał Pleśniak, Grzegorz Pawelczyk
 
„WPROST” Numer: 44/2009 (1397)
PODRĘCZNY MÓZG POSŁA
Czym się zajmują posłowie? Część na pewno ciężko pracuje. Nieliczni są dopuszczani do mediów. Aktywność większości ogranicza się zaś do obsługi elektronicznej karty do głosowania.
Sejm, godz. 21.00. Jolanta Szymanek-Deresz z SLD właśnie zakończyła występ na żywo w programie „Minęła dwudziesta" w TVP Info, ale wciąż jest połączona ze studiem. Jest wściekła na prowadzącego Piotra Kraśkę. – Panie redaktorze! Tak nie może być! W drugiej części programu prawie nie miałam szansy, by się wypowiedzieć – złości się posłanka. Ma powody do zdenerwowania, bo nie mogła wykorzystać wszystkich argumentów z tajnej instrukcji rozsyłanej przez biuro prasowe SLD. „Notatka o pracach nad ustawą o grach i zakładach wzajemnych”, do której dotarł „Wprost”, to trzy strony wypisanych w punktach instrukcji. Dokument jest podzielony na trzy części. W pierwszej znajdują się argumenty obarczające polityków PO odpowiedzialnością za udział w aferze hazardowej i wybielające polityków SLD, których postawa przed kilkoma laty budziła wielkie wątpliwości. Druga część zawiera sugestie, jak odpowiadać na pytania, które najczęściej zadają dziennikarze. Ostatnia to podane na tacy argumenty za powołaniem komisji śledczej, do czego nawołuje SLD. Dokument jest napisany barwnym językiem. Tak, by politycy nie musieli się wysilać, mówiąc własnymi słowami.
 
6 października w radiowej Jedynce posłanka SLD Anita Błochowiak użyła argumentu, że „część posłów Platformy będzie miała szansę się oczyścić” przed komisją śledczą. Nie był to przypadek. „(...) niezbędnym jest powołanie komisji śledczej ds. afery hazardowej Platformy Obywatelskiej, aby politycy tej partii mieli szansę i możliwość oczyścić się z zarzutów(...)” – napisano w notatce przygotowanej przez biuro prasowe SLD. Błochowiak przekonywała też, że komisja śledcza, badając prace nad ustawami hazardowymi, nie powinna się cofać do lat 90. „Kilkaset osób musiałoby być przesłuchiwanych, trwałoby to ponad 2 lata (…) i sprawa by się rozmyła” – mówiła. W notatce są te same stwierdzenia: „Komisja pracowałaby kilka lat, przesłuchując kilkuset świadków (…). Chcą rozmyć sprawę” itp.
 
Poza SLD z samodzielnym myśleniem posłów nie jest lepiej. Na ostatnim, zamkniętym dla mediów kongresie PiS prezes tej partii przedstawił strategię działania: wyselekcjonowana i przeszkolona medialnie grupa polityków będzie miała za zadanie „powtarzanie przekazu" w programach telewizyjnych. Na podobnej zasadzie działały słynne „przekazy dnia” w PO. Chwytliwe komentarze na temat bieżących wydarzeń były rozsyłane grupie polityków PO, których zadaniem było bezmyślne powtarzanie ich w mediach. Nie jest to zresztą nowy wynalazek. – Przekazy dnia robiło się zawsze. Na zapleczu klubu działała grupa szybkiego reagowania, która wydawała stanowiska na temat konkretnych wydarzeń. Gdy posłowie występowali w mediach, wiedzieli, co mają mówić – tłumaczy Leszek Miller, były premier.
 
W sejmowych kuluarach wokół telewizora zgromadziło się około 30 posłów Platformy. Rozpoczynała się konferencja Donalda Tuska na temat rekonstrukcji rządu. Posłowie dowiedzieli się z niej, którzy ministrowie odchodzą. Usłyszeli też, że premier przesuwa „swoich najlepszych ludzi" z rządu do Sejmu, by wzmocnić klub parlamentarny PO. – Wielu posłów poczuło się dotkniętych tymi słowami. Byliśmy traktowani instrumentalnie, a teraz miało być jeszcze gorzej. Czy w Sejmie nie było wartościowych ludzi? – pyta jeden z posłów PO. A przecież nie od dziś szefostwo partii traktuje szarych członków jak mięso armatnie.
 
Na posiedzeniu zarządu PiS, na którym miały zapaść decyzje o kształcie list w wyborach do europarlamentu, tuż przed rozpoczęciem ostatecznego głosowania jeden z członków partii nieśmiało spytał Jarosława Kaczyńskiego: „Czy możemy zobaczyć te listy?". W Platformie nie jest lepiej. – Teoretycznie wszystkie listy wyborcze są układane w regionach, jednak w statucie jest mały zapis, że kierownictwo partii może zmienić każde ustalenie – mówi poseł PO.
 
Ograniczony wpływ szeregowych polityków na rzeczywistość widać również podczas obrad komisji Sejmu. – Próbowałem przekonywać kilku posłów do konkretnych rozwiązań. Nawet gdy było to w ich interesie, nie byli skłonni do działania. Argumentowali, że bez zgody kierownictwa nic nie mogą zrobić – opowiada Ludwik Dorn, dawniej PiS, dziś poseł niezależny. Rola posłów koalicji sprowadza się często do odczytywania z kartki rządowych poprawek. – Gdy raz zapytałem przewodniczącą Komisji Zdrowia, na czym polega istota jednej z poprawek, usłyszałem, że „to jest lepsze rozwiązanie". W tej sytuacji do sprawowania mandatu posła wystarcza umiejętność czytania ze zrozumieniem – mówi Ludwik Dorn. W sali obrad nawet to nie jest potrzebne. Wystarczy patrzeć na posła, który prowadzi głosowanie. Tyle że on czasem się myli.
 
Podczas głosowania nad ustawą zmniejszającą dotacje dla partii Stanisław Żelichowski, szef klubu PSL, przez pomyłkę głosował inaczej, niż miała głosować jego partia. Bez zastanowienia tak jak on głosowało jedenastu posłów PSL. Reszta ludowców nie popełniła błędu tylko dzięki Eugeniuszowi Kłopotkowi, który w porę podniósł raban. Pomyłka spowodowała jednak, że ustawa upadła, a koalicja zawisła na włosku.
 
O tym, jak głosować, posłowie dowiadują się najczęściej tuż przed wejściem do sali obrad ze „ściąg", które rozdają pracownicy klubów. W poprzednich kadencjach miały one bardziej cywilizowaną formę. Ściągi Unii Wolności charakteryzowały się zabawnymi uwagami. Na przykład przy informacji o tym, że klub UW jest przeciw dotacji na KRUS, widniał dopisek: „I tak zmarnują”. Teraz nikt w takie uwagi się nie bawi. Posłów nie trzeba przekonywać do podniesienia ręki „za” lub „przeciw”. Wystarczy lakoniczna uwaga na „ściądze” napisana pogrubioną czcionką, która sygnalizuje głosowania objęte dyscypliną. Ale że nikt i tak specjalnie nie wczytuje się w te dokumenty, zdarzają się wielkimi literami dopisane polecenia, jak to z jednej ze ściąg Platformy: „Uwaga! Wycofano 88 poprawek. Podczas głosowania proszę patrzeć na rękę posła Jarosława Urbaniaka”.
 
– Dostajemy dwa rodzaje SMS-ów: z informacją, że jest „dyscyplina" albo „bezwzględna dyscyplina”. Choć do końca nie wiadomo, czym się one różnią – kpi jeden z posłów PO. Ale to dlatego, że koalicja PO-PSL nie ma dużej przewagi nad opozycją, więc liczy się każdy głos. Tym bardziej że Platformie zdarzyło się już przegrać głosowanie, bo kilku ministrów i posłów poszło na papierosa. Skończyło się połajanką od władz klubu i karami pieniężnymi w wysokości 1 tys. zł. Kary mogą być jednak dużo dotkliwsze. – Przed głosowaniem w sprawie aborcji w poprzedniej kadencji Rafał Grupiński straszył posłów, że jak zagłosują nie tak jak trzeba, stracą miejsce na listach – wspomina jeden z posłów PO. Inną formą kary może być zakaz występowania w mediach. W wielu wypadkach o tym, kto będzie mógł się lansować, decydują biura prasowe.
 
– Ten Sejm jest najbardziej martwy ze wszystkich, jakie widziałem. Posłowie nie mają żadnej inicjatywy ani motywacji do pracy, bo traktuje się ich instrumentalnie – mówi Ludwik Dorn.
Autor: Grzegorz Łakomski
 
„WPROST” Numer: 9/2009 (1364)
SUFLERZY POLITYKÓW
Donald Tusk lubi mówić Barackiem Obamą, a Lech Kaczyński preferuje styl profesorsko-dygresyjny. Leszek Miller używał do przygotowywania przemówień nożyczek i kleju, a Józef Oleksy miał słabość do tak dziwacznych słów jak „skapcaniały” czy „sczeznąć”. Z kolei Jarosław Kaczyński nigdy nie mówi z kartki i do dziś zazdrości Aleksandrowi Kwaśniewskiemu umiejętności ładnego czytania. Jak powstają najsłynniejsze mowy polskich polityków?
Dziewięćset godzin ślęczenia nad laptopem, kilkaset kubków kawy i kilkadziesiąt puszek red bulla – tyle pochłonęło inauguracyjne przemówienie Baracka Obamy. Napisał je superzdolny 27-latek Jon Favreau. Pracował nad nim przez dwa miesiące po szesnaście godzin na dobę. Przerwy w stukaniu w klawiaturę wykorzystywał tylko na trzy rzeczy: sen, czytanie w myślach Obamy, w czym podobno jest niedościgniony, i gry komputerowe, których jest wielkim fanem. Inauguracyjne przemówienie prezydenta USA to nie jedyny efekt pracy Favsa, jak powszechnie nazywa się speechwritera Obamy. Jest on także autorem słynnej frazy „Yes, we can", która porwała nie tylko Stany Zjednoczone, ale i cały świat. Tacy ludzie jak Favreau są w amerykańskiej polityce niezastąpieni. Tam wszystko jest wykalkulowane i wycyzelowane – nie ma mowy o jakiejkolwiek improwizacji. Dość powiedzieć, że podczas konwencji wyborczych przemówienia są wygłaszane z prompterów. Mimo telewizyjnych relacji na żywo i obecności kilkudziesięciotysięcznej widowni kandydaci po prostu odczytują je ze specjalnych ekranów. Mało tego, przed rozpoczęciem show politycy są wyprowadzani na scenę przez specjalnych trenerów. Przez kilkanaście minut są instruowani, do której kamery spojrzeć na początku, do której puścić oko w środku, a do której zamachać na pożegnanie. Co ciekawe, kanały informacyjne często transmitują także te treningi.
 
Do profesjonalizmu amerykańskich kolegów polskim politykom jeszcze daleko. Jako jeden z nielicznych własnego autora przemówień ma Donald Tusk. Jest nim Rafał Grupiński. – Pamiętam spotkanie z okresu formowania rządu. Jedną z pierwszych osób, które Donald wtedy wymienił, był właśnie Rafał. Na wstępie zapowiedział, że nie puści go do żadnego ministerstwa kultury i że bierze go do kancelarii. Poza talentami literackimi wymienił jeszcze jeden argument: „Jest lojalny i oddany, wiem, że jest gotów pracować na mnie, nie chcąc niczego w zamian dla siebie" – opowiada jeden z zaufanych ludzi Tuska.
Grupiński rzeczywiście idealnie nadaje się do swojej roli. Lubi pracę na drugim planie, w zaciszu gabinetu. Jest typem intelektualisty, który stroni od celebry i wszystkiego, co się z tym wiąże. Począwszy od chodzenia po mediach, a skończywszy na noszeniu krawata. Praca Grupińskiego zazwyczaj polega na przygotowaniu głównych tez wystąpienia, całego szkieletu lub nawet własnej wersji. Tusk zazwyczaj dodaje od siebie złote zdania – to, co później wycinają i cytują media. Pod tym względem ma zresztą bardzo dobre wyczucie. Przykłady? Chociażby słynny passus z 2006 r. o tym, że „nie ma już PiS, a w pierwszym rzędzie sejmowych ław tej partii zamiast Kaczyńskiego siedzi Lepper". Albo to sprzed kilku dni o szefie MON: „Bogdan Klich dymisję złożył w studiu Radia Zet, a nie u mnie. Ja bym ją przyjął".
 
Donald Tusk ma słabość do patosu, ogólników i peryfraz, przez co blisko mu do Obamy. Dwa lata temu mówił na przykład o tym, że „Polska potrzebuje dobrej zmiany". W gruncie rzeczy to nic nie znaczy, ale wyborcy przyznali mu rację. Mówiący takim samym językiem Obama wygrał wybory w USA. Konieczność zmiany uczynił nawet mottem swojej kampanii. Kolejnym słowem kluczem jest „nadzieja". Na starcie kampanii PO w 2007 r. Tusk zastanawiał się ze swoimi współpracownikami, w jaki sposób ma zostać zaanonsowany podczas jednego z wieców. Padały różne propozycje: „oto nowy lider”, „nowa nadzieja”, „przyszły premier”, „przywódca”, „przewodniczący platformy”. Tusk bez zastanowienia postawił właśnie na „nadzieję”. Dziś, gdy mamy za sobą kampanię w USA, wydaje się to oczywiste. Ale wtedy, wczesną jesienią 2007 r., wcale takie nie było. Wystąpienia szefa PO nie zawsze jednak dawały tak dobry efekt. – Pamiętam wiec z początków istnienia platformy. Tusk wyszedł na scenę, zaczął coś mówić, a tu w jego kierunku posypały się jajka i…. karma dla psów – wspomina jeden z działaczy PO. Takie rzeczy mogą się zdarzyć nawet najlepszym. A Tusk od wielu lat przygotowuje się do wystąpień w ten sam sposób. Wystarczy mu dwadzieścia minut i ma przemówienie w głowie. Podobno to zasługa metody zapamiętywania zwanej mnemotechniką, z której korzystali najlepsi starożytni mówcy.
(...)
Stosunkowo nowym nawykiem Kaczyńskiego jest konsultowanie swoich wystąpień ze współpracownikami. Najczęściej pada na spin doktorów Adama Bielana i Michała Kamińskiego. Przed ostatnim kongresem PiS zrobił nawet próbę generalną w hotelowym pokoju. W roli słuchaczy wystąpili Adam Bielan, Ryszard Czarnecki i Tomasz Dudziński. Kaczyński dał się wtedy przekonać do jednej, ale znaczącej zmiany. W pierwotnej wersji wystąpienia fragment dotyczący konieczności ocieplenia wizerunku sprowadzał się do frazy, że wojna w polityce jest zła i należy ją zakończyć. Po namowach dorzucił, że od wojny lepszy jest pokój. Zasada mówiąca o tym, że przekaz pozytywny jest lepszy od negatywnego, należy do abecadła public relations. Kaczyński nie zdawał sobie jednak z tego sprawy.
 
To współpracownicy przekonali prezesa PiS także do wyraźnego rozgraniczenia dwóch wystąpień. To pierwsze, wygłoszone w sobotę było ekspiacyjne, stanowiło rozrachunek z przeszłością i miało odciąć PiS od współpracy z Samoobroną i LPR. Niedzielne miało być z kolei wyjściem naprzód, w przyszłość. Kaczyński zaczął je nawet od żartu, że musi się spieszyć, bo o piętnastej zaczyna się mecz Polska – Dania w piłce ręcznej. Chodziło o rozładowanie napięcia, jego własnego i tego unoszącego się w sali. By zmieścić się w czasie, Kaczyński poprosił Dudzińskiego, by co dziesięć minut dawał mu znaki, ile czasu zostało do końca.
(...)
Autor: Michał Krzymowski

 

 

http://njusacz.nowyekran.net/post/56895,obywatelski-projekt-ustawy

 

http://njusacz.nowyekran.net/post/56895,obywatelski-projekt-ustawy

 

 

http://adam.pietrasiewicz.nowyekran.net/post/29282,wybory-tuz-tuz

 

http://chlodnyzolw.nowyekran.net/post/28465,glosowales-nie-masz-prawa-narzekac

 

 

Rys. z „FiM”

 

 

 

--------------------------------

 

 

TAK NAPRAWDĘ, TO NIE DĄŻYCIE DO TEGO, BY BYŁO NORMALNIE, DOBRZE, I JESTEŚCIE W TYM B. UPARCI, KONSEKWENTNI (a jak ktoś jest przeciwny regresowi, destrukcji, to ocenicie jego propozycje, jego samego na odwrót, i go zignorujecie, by móc dalej zaspokajać swoje anormalne potrzeby, które wpoili, zakodowali wam psychopaci i debile, na których oddziaływanie się wystawiacie, których naśladujecie (inaczej nie da się zrobić tzw. kariery, prosperować, czy nawet przetrwać, bo to - od zawsze - ich świat, a zatem obowiązuje ich zasady, reguły...))…
Kto, jak, co, nas dzieli, pogrąża, dlaczego nie możemy się zjednoczyć, rozwiązać problemów (w największym skrócie):
- brak całościowego, w tym w znacznej części przypadków do tego zdolności, rozumienia, i stąd odpowiedzialności, a więc myślenia, analizowania, wnioskowania całościowego, w tym dalekowzrocznego, a zatem dogłębnie, czyli rzeczywiście, etycznego,
- dzielą, pogrążają nas psychopaci i ich pomocnicy: debile (zajmujący się tzw. polityką, przekazem medialnym, religijnym praniem mózgów tzw. duchowni, finansiści, bankierzy, tzw. biznesmeni zajmujący się realizacją prokonsumpcyjnej utopii),
- jest to spowodowane genetycznie uwarunkowaną i środowiskową, a zatem także nabytą, wszechstronną, degeneracją.
Jej skutkiem jest m.in. myślenie, postępowanie egoistyczne, w tym krótkowzroczne, destrukcyjne, niszczycielskie, zabójcze, w tym samobójcze, kierowanie się emocjami (co, kto wzbudza więcej emocji, to jest słuszne, tych trzeba wspierać, słuchać, tak postępować... A, że m.in. z tego powodu powstają efekty negatywnych lawin, to także wzbudza duże emocje...). Kolejną konsekwencją jest nazywanie spraw, postępowanie na odwrót, w tym destrukcyjny upór, realizowanie potrzeby szkodzenia, niszczenia (np. poprzez świadomie, nieświadomie, jawne, niejawne, bezpośrednio, pośrednio krytykowanie za prawidłowe myślenie, normalne postępowanie, w tym za dbanie o zdrowie, w tym psychikę, umysł, za domaganie się, dążenie do normalności, by było dobrze, wciąganie w nikotynizm, alkoholizm, narkomanię, zboczenia seksualne, szkodliwe odżywianie, radiowe, telewizyjne uzależnienie, w (tzw.) reklamową przemoc (w radiu, telewizji, w sklepach, w kinach, na ulicach, tekstami, dźwiękiem, miganiem napisami, obrazkami, światłem), w powtarzactwo, w polityków, którzy najczęściej występują, w koniunkturalnych, podporządkowanych, przekupionych, opanowanych, mediach, poprzez które najwięcej obiecują, w religijną, polityczną, systemową/ustrojową wiarę/obłęd; w zaśmiecanie, trucie umysłu, uszkadzanie, upośledzanie psychik; w niemyślenie, a w wierzenie; w pogodzenie, podporządkowanie się; w postępowanie, by było źle, by cierpieć (co wywołuje duże negatywne emocje, w tym strach, nienawiść...) – w pogrążanie się).
 
Jak temu zaradzić:
- trzeba wprowadzić racjonalny ustrój, którego kluczowym elementem będzie jawny nr identyfikacyjny i status każdego obywatela, pozytywna prokreacja, pozytywny wpływ środowiska, a więc takie warunki rozwoju, czyli wszechstronne doskonalenie naszego gatunku, a zatem zapobieganie pierwotnym przyczynom tworzenia, powstawania problemów.
 
Jak rozpocząć efekt pozytywnej lawiny:
- trzeba wspierać finansowo osobę wybitnie konstruktywną, dając w ten sposób jej możliwość pełnego skupienia się na osiąganiu pozytywnych celów, w tym jednoczenia, opłacania* podobnych sobie, by razem stanowić wiarygodny magnes dla kolejnych osób, celem osiągnięcia skuteczności w działaniach, dzięki podziałowi ról, zadań wśród członków zgrupowania, wykorzystywaniu ich możliwości, w tym zdolności, a zatem i pomysłowości, kreatywności, tzw. znajomości, wiedzy.
 
*Osoby wybitnie konstruktywne także mają potrzeby finansowe, a by efektywnie działać dla wspólnego dobra, niektórzy muszą zrezygnować z tzw. zwykłej pracy zarobkowej, a jednocześnie pokrywać egzystencyjne wydatki, jak wszyscy, a oprócz tego ponosić dodatkowe koszty dodatkowej działalności. Inaczej się nie da! Bo bieda zniechęca, odstrasza, pozbawia możliwości wykazywania się skuteczną, praktycznie, konstruktywną inicjatywą na większą skalę, demoralizuje, wypacza, przymusza do skupiania się na swoich egzystencyjnych problemach, wymusza dostosowywanie się do negatywnych zasad, reguł.
PS1
Proszę także pamiętać, że dla mas osoba pozbawiona środków finansowych jest niewiarygodna, za to posiadająca spore zasoby finansowe, w dodatku dzięki społecznemu wsparciu wzbudza zaufanie, zainteresowanie i chęć współuczestniczenia w jej działaniach.
 
----------------------------------
Piotr Kołodyński - autor/redaktor:
----------------------------------
 
PS2
Dużo emocji = duża inwestycja...
 
Za każdy wygracowany milion środka płatniczegozapłacili, płacą, zapłacą zdrowiem, życiem, ci, którzy go wypracowali i inni, którzy ponieśli tego konsekwencje, co wiąże się także z wydatkami na lecznictwo, renty. Za to wszystko płaci także przyroda, i zapłacą kolejne pokolenia.
Szczyt dobroci na planecie Ziemia: przeznaczenie milionów na operację chorego (a jeśli ją przeżyje, to, często, jeszcze utrzymywanie go na rencie, by truł tysiące ludzi zawartością moczu i kału – zawartymi tam substancjami po zażytych tzw. lekach, których produkcja również przyczynia się do skażania, zatruwania, dzięki czemu przybywa kolejnych osób do leczenia i utrzymywania, a do tego trzeba dodać wpływ tych substancji na geny, a więc i potomstwo (powstaje efekt lawinowy!)), następnie leczenie i utrzymywanie jego chorego dziecka, któremu przekazał wadliwe geny, podczas gdy m.in. miliony młodych, zdrowych ludzi żyje w nędzy, są analfabetami, niedojada, głoduje, choruje, umiera z głodu; więc m.in. przybywa kolejnych chorych do leczenia (powstaje efekt lawinowy!)... (można by też za te pieniądze wybudować np. elektrownię wiatrowo-wodną zapobiegając nędzy, chorobom, w tym wynikłym z skażania środowiska, trucia ludzi, przyrody przez np. elektrownie węglowe))
 
 
www.o2.pl / www.sfora.pl | 1 źródło Poniedziałek [01.03.2010, 16:58]
OWSIAK PODSUMOWAŁ ORKIESTRĘ. ZNÓW REKORD!
Ile dali Polacy na leczenie dzieci z rakiem.
Ostateczny wynik zbiórki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy
w 2010 roku to 42 877 958,06 zł.
Na diagnostykę dzieci z chorobami onkologicznymi zbierało 120 tys. wolontariuszy w 1500 sztabach - donosi WOŚP.
Tegoroczna suma jest największą zebraną w 18-letniej już historii akcji pomocy pacjentom polskich szpitali.
W zeszłym roku, także rekordowym, było 40,4 mln zł.
Za zebrane środki fundacja zamierza kupić wysokospecjalistyczny sprzęt dla klinik onkologicznych. Za pieniądze z zeszłorocznego finału kupiono m.in. aparaty do wstępnej diagnostyki onkologicznej - czytamy na gazeta.pl. | JS
 
www.nowyekran.net / http://andrzejadamiakkrecik.nowyekran.net/post/41543,mariusz-stepniak-i-jego-walka-z-mukowiscydoza | 24.11.2011 18:11
Andrzej Adamiak krecik
krecik - Na moim blogu poruszane są tematy społeczne, pomocowe i polityczne a także inne ważne sprawy. Najważniejsza jest prawda a największą wartością jest drugi człowiek.
 
MARIUSZ STĘPNIAK I JEGO WALKA Z MUKOWISCYDOZĄ
Mariusz Stępniak, mieszkaniec Zgierza 7 października 2011r. rozpoczął nowe życie po przeszczepie serca. Niestety chłopiec choruje też na mukowiscydozę.
Drugim krokiem do wyzdrowienia Mariusza jest zwalczenie tej choroby. Walka o życie Mariusza trwa nadal, a kolejnym etapem w drodze do wyzdrowienia jest przeszczep płuc Mariusza.
Udało się dokonać transplantacji serca Mariusza i myślę, że dzięki pomocy wielu wrażliwych ludzi uda się dokonać przeszczepu płuc Mariusza. Zapraszam do przekazywania informacji o Mariuszu dalej, swoim znajomym i osobom, które mogłyby się przyczynić do pomocy w uratowaniu życia Mariusza.
Mukowiscydoza to wrodzona i genetycznie uwarunkowana choroba, która polega na zaburzeniu funkcji wydzielania przez gruczoły zewnątrzwydzielnicze.
Mukowiscydoza powoduje zmiany w układzie oddechowym (nawracające zakażenia, które prowadzą do uszkodzenia płuc i niewydolności oddechowej), przewodzie pokarmowym (przewlekły stan zapalny trzustki, prowadzi do jej uszkodzenia, a także wtórnej cukrzycy).
Leczenie mukowiscydozy polega między innymi na antybiotykoterapii, inhalacji, fizykoterapii a przy całkowitej niewydolności płuc niezbędny jest przeszczep tego organu.
Mukowizcydoza nie jest wyleczalna a jedynie przy pomocy środków farmakologicznych można przedłużyć życie chorego. Miesięczny koszt opieki medycznej to ok. 4000 tysiące złotych, nie licząc kosztów związanych z opieką nad pacjentem przez osoby drugie.
 
Szczegółowych informacji o mukowiscydozie dowiesz się tu:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Mukowiscydoza
 
Zapraszam państwa do pomocy i rozpowszechniania informacji o Mariuszu Stępniaku. Mariusz przeszedł już przeszczep serca i do pełni powrotu do naszego środowiska jest potrzebny przeszczep płuc. Mariusz znajduje się pod stałą opieką fundacji Gajusz i swojej Mamy Edyty. Bardzo proszę o pomoc w zbiórce pieniędzy na przeszczep płuc i wpłat na konto Jego fundacji oraz przekazywanie na rzecz Mariusza 1% swojego podatku. Wypełniając swój PIT i przekazując swój 1% podatku dla Mariusza w rubryce: Informacje Uzupełniające, należy wpisać: Mariusz Stępniak http://www.gajusz.org.pl/mariusz-stepniak/11
 
O Mariuszu dowiesz się także tu:
http://www.mkkwola.dbv.pl/readarticle.php?article_id=153
 
http://www.youtube.com/watch?v=w3lpso90m3Q&feature=channel_video_title
 
[Znieczulica, bestialstwo, anormalność; patologia; zło!! – red.]
 
 
http://pomocchorym.salon24.pl/387753,nie-badz-obojetny-na-los-huberta-dluskiego-z-moraga | 03.02.2012 21:59
NIE BĄDŹ OBOJĘTNY NA LOS HUBERTA DŁUSKIEGO Z MORĄGA
Hubert ma 7 lat. Od chwili urodzenia do tej pory, przeszedł już 10 operacji. Urodził się z wieloma poważnymi wadami. Proszę Podaruj Mu odrobinę serca i uśmiechu!
Hubert Dłuski urodził się 3 października 2004 roku. Od chwili urodzenia przeszedł 10 operacji. Urodził się z wieloma wadami - zarośniętym odbytem, niedorozwojem kości krzyżowej, skróceniem lewej górnej i dolnej kończyny, półkręgami oraz wadą serca Tetralogia Fallota, czyli złożoną, siniczną wadą. Ponadto ma niedoczynność tarczycy i alergię pokarmową.
 
Rodzice pomagają Mu z całych sił, rehabilitują każdego dnia aparatem bio-feedbeck oraz elektrostymulatorem, który pozwala obserwować zmiany Jego stanu fizjologicznego.
 
Do tego żeby Hubert mógł w miarę prawidłowo funkcjonować, potrzebna jest bardzo kosztowna rehabilitacja. W miarę możliwości Hubert jest rehabilitowany w domu, ale również wymaga stosowania terapii sensorycznej, której koszt wynosi 60 zł. za godzinę. Potrzebne są również wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne, koszt jednego turnusu to 4.500 zł.
 
Bardzo częste pobyty w szpitalach, lekarstwa i inne środki ułatwiające funkcjonowanie przerastają rodziców możliwości finansowe.
Pomóż odzyskać nadzieję, że jeszcze da się coś zrobić!
 
Numer konta w Fundacji "Przyszłość dla Dzieci", na który możesz skierować pomoc, znajdziesz w tym miejscu: pomagamy.dbv.pl/...295
 
[To są obłąkani, anormalni ludzie, co gorsza aktywni, w tym zaraźliwi! - red.]
 
 
W Polsce różne organizacje podają, że około 10-25 % dzieci w wieku do 14 lat cierpi przez głód i spożywa najwyżej jeden posiłek dziennie. Według obecnych szacunków minimum egzystencji to około 350-390 złotych na osobę! GUS podaje, iż 60% (23 mln) polskiego społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego (z tego 5 mln w skrajnej nędzy)! 
Jak wynika z danych Eurostatu jesteśmy liderem... w biedzie. Przegoniliśmy nawet Rumunów i Bułgarów! Z 1/3 obywateli żyjących poniżej minimum socjalnego staliśmy się prawdziwą europejską potęgą!
Według szacunków UNICEF, 1 mld młodocianych na świecie żyje w skrajnej nędzy! Codziennie umiera z głodu 110.000 osób, w ciągu roku zaś 40 milionów ludzi, w tym 7 milionów dzieci! Każdego roku przeszło 12 milionów dzieci umiera na choroby związane z niewłaściwym odżywianiem!
MILIARD LUDZI NIE MA CO JEŚĆ.
 
[Przy takim odżywianiu to są przyszli renciści...; przyszli rodzice rencistów... itd...; psychopaci, debile; degeneraci (niezdrowo odżywiający się, nikotynowy, alkoholicy, narkomani, dewianci); kanalie, przestępcy! – red.]
 
 
3,4 mld zł kosztowało w 2006 r. utrzymanie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, z tego obsługa bankowego zadłużenia kosztowała 250 mln zł.
– W Polsce było zarejestrowanych w 2005 r. jako renciści i emeryci, 7,2 mln osób (rencistów w 2007 r. było prawie 3 mln)!
W 2008 roku wypłaty dla rencistów i emerytów (ok. 80% sumy) przekroczyły sumę 100 mld zł.
 
 
 www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Piątek, 25.09.2009 07:24
GAZETA PRAWNA: W ZUS ZABRAKNIE WIELKIEJ KASY!
Jeżeli zadłużenie będzie rosnąć ZUS nie będzie miał z czego wypłacać świadczeń.
Maria Szczur, odwołany już członek zarządu ZUS odpowiadający za jego finanse, przyznała w rozmowie z "GP", że w tym roku mimo dotacji w wysokości 30,4 mld zł, Fundusz Ubezpieczeń Społecznych będzie musiał pożyczyć w bankach 4 mld zł. Tegoroczna sytuacja funduszu nie będzie taka zła w porównaniu z prognozami na następne lata.
Jak podaje "GP" gorsza sytuacja ma być w przyszłym roku. FUS otrzyma rekordową dotację z budżetu w wysokości 37,9 mld zł, a mimo to będzie mu brakować na wypłatę świadczeń. Dlatego dodatkowe 7,5 mld zł ma pochodzić z Funduszu Rezerwy Demograficznej. Mimo to ZUS będzie musiał w bankach pożyczyć 3,8 mld zł. Łącznie więc w kasie FUS będzie brakować prawie 50 mld zł.
Jeżeli system nie zostanie zreformowany, z roku na rok dziura w budżecie ZUS będzie coraz większa.
www.gazetaprawna.pl
 
Rafał Kerger
rafal.kerger@hotmoney.pl
 
www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Sobota, 04.12.2010 08:43
ZUS NIE MA ANI GROSZA. MUSI POŻYCZAĆ
Nasze emerytury zagrożone?
Chociaż każdego roku przez konta Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przepływają miliardy złotych, to ZUS wiecznie ma długi.
Jak to możliwe? To, co dostaje ze składek pracujących Polaków, zaraz wypłaca na emerytury i renty. I rok w rok jest na minusie - pisze "Gazeta Wyborcza".
W 2010 roku ze składek zbierze 91 mld zł - a jego wydatki wyniosą ponad 160 mld zł. Dlatego musi brać gigantyczne dotacje z budżetu i pożyczać w bankach - czytamy na wyborcza.pl.
Skutek jest taki, że z sumy blisko 2 bln złotych, które do tej pory odłożyliśmy w ZUS na emerytury, nie ma dziś praktycznie nic.
Czy ZUS będzie więc miał z czego zwrócić te pieniądze przyszłym emerytom? Urzędnicy zapewniają, że tak, bo spłata długów będzie trwała stopniowo, przez dziesiątki lat.
www.wyborcza.pl
 
 www.o2.pl / www.hotmoney.pl | Środa, 26.10.2011 07:54
ZUS BEZ GROSZA.
Zabraknie pieniędzy na emerytury
ZUS-owi zabraknie 65 mld zł rocznie na wypłatę świadczeń. Co prawda gwarantuje je państwo, ale i jego sytuacja finansowa nie jest najlepsza - alarmuje "Dziennik Gazeta Prawna".
Zdaniem gazety, w latach 2013-2017 na wypłatę emerytur zabraknie w ZUS ponad 239 mld zł.
Łącznie w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, który jest administrowany przez ZUS, zabraknie w tym czasie na wszystkie świadczenia - według wariantu najbardziej realnego - astronomicznej kwoty 325,7 mld zł - czytamy na gazetaprawna.pl.
Gdzie w takim razie są nasze pieniądze? O tym więcej w "DGP".
www.praca.gazetaprawna.pl
 
Krzysztof Zacharuk
krzysztof.zacharuk@hotmoney.pl
 
[Brakuje pieniędzy, brakuje czystego powietrza, czystej wody, msc na wysypiska śmieci, ziemi pod uprawy/żywności, zdrowych, inteligentnych, normalnych ludzi, surowców. Wniosek jest tylko jeden: trzeba się jeszcze szybciej rozmnażać, w tym przede wszystkim ludzie chorzy, nienormalni, psychopatyczni, debilni, zdegenerowani, w tym nikotynowcy, narkomanii, alkoholicy. Bo to jest moralne, dobreee... A odwrotnie, co oczywiste, byłoby niemoralnie, źle („Hitler, Stalin, Szatan”)! Czyli dalej trzeba słuchać specjalistów od tzw. dobroczynności, religijności, prokonsumpcyjnych ekonomistów, być podporządkowanym m.in. proprokreacyjnym rządzącym; realizatorom utopii, to dalej będzie coraz szybciej lepiej (czy ja czegoś takiego już kilkadziesiąt razy, od 2000 r., nie napisałem, nie przestrzegałem, nie nawoływałem, nie wzywałem, nie wskazywałem konstruktywnej alternatywy... Czy ja przez kolejne lata nie będę robił tego samego...)... – red.]
 
 
Wydatki Narodowego Funduszu Zdrowia wyniosły w 2005 r. prawie 37 mld zł(„WPROST” podaje, że razem z prywatnymi wydatki wyniosły 65-70 mld zł), a w 2009 r. około 56-60 mld (+ prywatne).
Czwartek 13.10.2011 |W tym roku na zdrowie Polacy wydadzą 100 mld złotych. 33 mld złotych - pochodzić będzie wprost z naszych kieszeni - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”.
 
 
POLACY WYDAJĄ MILIONY NA LEKI Pobiliśmy kolejny rekord. Wartość sprzedanych z hurtowni do aptek farmaceutyków wzrosła w styczniu w porównaniu rok do roku o 12 proc. i przekroczyła 2,1 mld zł - informuje portal money.pl. W ujęciu miesiąc do miesiąca w styczniu tego roku kupiliśmy aż o 26 proc. więcej leków.
W ubiegłym roku wartość rynku aptecznego wyniosła blisko 22,3 mld zł netto.
 
 
KAŻDY Z NAS ZOSTANIE ALERGIKIEM
- W naszym kraju jest największy odsetek alergików na świecie. Każdy z nas prędzej czy później zachoruje na alergię - mówił na konferencji prof. Bolesław K. Samoliński, kierownik badania.
Wyniki badań są zatrważające - aż 40 proc. Polaków cierpi na alergię, u 35 proc. zdarzają się stany zapalne błony śluzowej nosa, a alergiczny nieżyt nosa, który może prowadzić do astmy, ma co czwarty badany.
Astma, czyli przewlekłe zapalenie oskrzeli wywołane przewlekłą alergią, jest dziś naszym największym problemem zdrowotnym. Choruje na nią aż 3 mln rodaków. - Przy tym aż 70 proc. astmatyków nie wie, że jest chorych - alarmuje prof. Samoliński.
Astma atakuje ludzi młodych. Z danych GUS wynika, że w grupie osób do 29. roku życia jest najczęstszą chorobą przewlekłą. To choroba cywilizacyjna. Dziś na świecie choruje na nią aż 300 mln ludzi, a w ciągu kolejnych 15 lat ich liczba wzrośnie o kolejne 100 mln. Astma jest chorobą śmiertelną. W jej wyniku w Europie co godzinę umiera jedna osoba.
 
POLACY NAJCZĘŚCIEJ MAJĄ PROBLEMY ZE WZROKIEM, NADCIŚNIENIEM I NADWAGĄ
Problemy ze wzrokiem (57 proc.), nadciśnienie tętnicze (56 proc.) oraz nadwaga lub otyłość (47 proc.) to główne dolegliwości, na które cierpią Polacy - wynika z europejskiego sondażu na temat zdrowia Europe Health 2008.
Europejczycy najczęściej borykają się z nadciśnieniem tętniczym (42 proc.), problemami ze wzrokiem i nadwagą (po 38 proc.). Mają problem także z wysokim poziomem cholesterolu (35 proc.) i cierpią na stres (31 proc.). Co trzeci badany zmaga się z bezsennością lub zaburzeniami snu.
Znaczna część badanych Polaków dotknięta jest chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak stres (41 proc.) i bezsenność, zaburzenia snu (36 proc.) lub depresja (22 proc.). Ponad jedna trzecia (34 proc.) badanych Polaków cierpi na zbyt wysoki poziom cholesterolu.
Problemy ze słuchem ma 29 proc. polskich respondentów, a 24 proc. ma problem z zaparciami (częściej niż średnia europejska). Co piąty badany miał problemy z pamięcią, a 20 proc. badanych Polaków choruje na cukrzycę.
 
Przynajmniej co czwarte polskie dziecko do 14. roku życia jest dotknięte przewlekłą chorobą - np. alergią, astmą albo schorzeniem oczu. Co dziesiąte korzysta z aparatu słuchowego, okularów albo chodzi o kuli.
Ponad 90 procent dzieci w Polsce ma różnego rodzaju wady rozwojowe i schorzenia. Niemal 25 procent cierpi na choroby przewlekłe.
 
 
NASZE DZIECI BĘDĄ ŻYŁY KRÓCEJPrzeciętny młody Polak będzie żył 5 lat krócej, niż jego rodzice! Naukowcy z amerykańskiego National Institutes on Aging alarmują.
 
JUŻ MILIARD LUDZI NA ŚWIECIE JEST CIĘŻKO CHORYCH Będzie jeszcze gorzej.Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że 15 proc. ludzi na Ziemi jest w jakimś stopniu upośledzona - donosi france24.com. Wśród nich jest aż 200 mln w ciężkim stanie. Niepełnosprawnych szybko przybywa.
 
OTO ŚWIATOWY ZABÓJCA NUMER JEDEN Za dwa lata rak będzie zabijał więcej ludzi niż choroby serca. W ciągu najbliższych dziesięciu, dwudziestu lat co trzeci z nas zachoruje na nowotwór.
 
 
 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930