Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
70 postów 1175 komentarzy

Konstruktywna alternatywa: RACJONALIZM

Redaktor1966 - Piotr Kołodyński - autor-redaktor: www.wolnyswiat.pl

Wykorzystywanie energii wiatru

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W polskich warunkach wietrznych energetyka wiatrowa ma sens ekonomiczny przy zastosowaniu wysokich masztów i innych rozwiązań zwiększających efektywność wykorzystywania energii wiatru.

 

 

 

 http://oen.dydaktyka.agh.edu.pl/dydaktyka/inzynieria_srodowiska/c_odnaw_zrodla_en/files/rozwoj.htm

 

Historia energetyki wiatrowej

Zainteresowanie człowieka energią wiatru towarzyszy ludzkości od początku istnienia na Ziemi. Początkowe wiatraki używane były do mielenia ziarna i pompowania wody. Egipcjanie 2000 lat przed naszą erą wykorzystywali energię wiatru do napędu swoich łodzi. W Indiach 400 lat p.n.e. powstał pierwszy opis zastosowania wiatraku do transportowania wody, 200 lat p.n.e w Chinach stosowano wiatraki w kształcie kołowrotów do nawadniania pól uprawnych. Na początku naszej ery wiatraki pojawiły się w Chinach oraz krajach basenu Morza Śródziemnego. Rok 644 n.e. uznany został za datę pierwszej udokumentowanej wzmianki o wiatrakach.

Od VI wieku naszej ery Persowie mieli ziarno, używając do tego celu młynów wiatrowych. W przeciwieństwie do konstrukcji, które rozpowszechniły się w Europie, perskie wiatraki miały skrzydła poruszające się w płaszczyźnie poziomej na pionowym wale.

W VIII wieku w całej Europie pojawiły się wiatraki, w których wykorzystywano cztery skrzydła. Specjalistami w budowie tego typu byli Holendrzy. Na rok 1390 datuje się powstanie pierwszego czteroskrzydłowego wiatraku - pierwszego holendra, zbudowanego przez holenderskiego konstruktora aby usprawnić proces mielenia zboża. Rozwój holendrów przypadł w Europie dopiero za jakiś czas. XVII wiek przynosi w Europie upowszechnienie się wiatraka holenderskiego, posiada on sztywną konstrukcję, obracalną bryłę dachu o podstawie kołowej, która mogła obracać się wokół, dzięki czemu skrzydła ustawiały się zawsze w kierunku prostopadłym do kierunku wiatru. Holendry drewniane posiadały budynek na rzucie ośmioboku a holendry murowane na rzucie koła. W roku 1745 angielski konstruktor Edmund Lee wprowadza w budowie wiatraka pomocnicze koło kierujące automatycznie wiatrak w stronę wiatru.

W roku 1850 młyny napędzane energią wiatru pracowały z ogólną mocą około 1TW.

Pod koniec XIX wieku rozwój maszyny parowej spowodował wyparcie napędu wiatrowego z wielu dziedzin życia gospodarczego, co przyczyniło się do zastoju tej dziedziny techniki. W tym czasie na terenie Danii pracowało 30 000 młynów, podobna ilość wiatraków była ówcześnie także w Holandii.

 

Wiatrak Ch.F.Brush'aW roku 1888 Charles F. Brush zbudował w Stanach Zjednoczonych pierwszą samoczynnie działającą siłownię wiatrową o mocy 12kW produkującą energię elektryczną. Konstrukcja Amerykanina miała 17m średnicy i posiadała 144 drewniane łopaty, dostarczała przez okres około 20 lat energii do ładowania akumulatorów. Na świecie w tym samym czasie wielu konstruktorów oraz zwykłych pasjonatów pracowało nad konstrukcją przydomowej turbiny wiatrowej, już wtedy szukano także sposobu na komercyjne wykorzystanie energii wiatru.

Duński pionier energetyki wiatrowej i aerodynamiki Poul la Cour zastosował energię elektryczną z siłowni wiatrowej do produkcji wodoru w procesie elektrolizy. Wygenerowany wodór służył jako paliwo do lamp gazowych w celu oświetlania szkoły. Silny początkowo rozwój małej energetyki wiatrowej w Stanach Zjednoczonych czy Europie został zahamowany przez ogólnoświatowy kryzys gospodarczy w latach trzydziestych XX wieku a następnie przez II wojnę światową.

 

 

www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek [30.05.2011, 17:21]

ZA DWA LATA W POLSCE ZABRAKNIE PRĄDU

Po 2013 roku w Polsce może zabraknąć prądu - alarmują eksperci i szefowie firm energetycznych.

Musimy liczyć się ze wzrostem zapotrzebowania na energię. Dlatego musimy mieć nowe elektrownie, bo nasze mają skończoną moc wytwórczą - mówi ekspert do spraw energii Tomasz Chmal. | TM

 

"NEWSWEEK" nr 5, 03.02.2008 r.: polskie elektrownie dysponują mocą około 33 tys. megawatów (MW).

 

 

http://www.ecoportal.com.pl/eko-energia/wywiad-z-doradca-zarzadu-stowarzyszenia-energii-odnawialnej

Całkowite szacunki dotyczące Polski w energetyce wiatrowej sięgają rzędu maksymalnie 15 tys. MW, ale w osiągniecie takiego poziomu osobiście nie wierzę.

 

 

 http://www.vattenfall.pl/cps/rde/xchg/vattenfall_pl/hs.xsl/elektrownie-wiatrowe.htm?rdeLocaleAttr=pl&rdeCOQ=SID-94FA1923-282DABBD

Turbina elektrowni wiatrowych w Horns Rev 1 (Morskim Parku Wiatrowym Horns Reef 1) ma 80 metrów średnicy, a powierzchnia obrotowa / obszar obrotów wirnika wynosi 5 024 m2, co oznacza, że obszar ten jest równy powierzchni boiska do piłki nożnej. Co sekundę, przy prędkości wiatru równej 10 m/s, przez powierzchnię obrotową przechodzi około 70 ton powietrza. Jest to ilość równa dwóm w pełni załadowanym zbiornikowcom.

 

 

W Polsce wiatry o prędkości powyżej 10 m/s, występują około 20 dni w roku

 

Przeciętna prędkość wiatru w Polsce wacha się,zależnie od rejonu, msa, wysokości*1 od około 2 do 5 m/s, średnio wynosi 3,5 m/s (latem poniżej 3 m/s, zimą blisko 4 m/s). Wykorzystywanie elektrowni wiatrowych (a więc zestawów zapewniających prąd o odpowiednich parametrach i stale) ma sens ekonomiczny*2 przy prędkości wiatru powyżej 4 m/s.

*1 Stąd, by wykorzystywać jak najwyższą prędkość i ilość wiatru należy stosować jak najwyższe wieże, ale koniecznie z zabezpieczeniem na wypadek zbyt silnego wiatru.

*2 Stąd najlepiej stosować także elementy osłaniająco-naprowadzające wiatr (turbina będzie otrzymywać większą energię, a więc uzyskiwać większą prędkość obrotową; praca turbiny będzie bardziej efektywna).

 

Następnym sposobem zwiększenia sprawności turbiny - gdy zastosowana jest osłona przed zbyt silnym wiatrem - jest zastosowanie do konstrukcji ruchomych elementów turbiny (łopaty, osadzenie łopat) cieńszych, o mniejszej masie elementów, gdyż nie będą one poddane działaniu silnego wiatru. Dzięki czemu będą one stawiały mniejszy opór dla powietrza, będą miały mniejszą bezwładność, więc turbina będzie pracować podczas jeszcze mniejszego wiatru i z większą siłą.

 

Nowoczesne turbiny wiatrowe średniej i dużej mocy, a więc z regulacją, w tym z ograniczaniem prędkości obrotowej, o poziomej osi obrotu wykonują do 20 obrotów na minutę (nim większa średnica turbiny wiatrowej, tym wolniej się obraca). Natomiast małej mocy do kilkuset obrotów na minutę (o najmniejszej mocy, średnicy, nawet do 600).

Turbiny o pionowej osi obrotu wykonują od kilkudziesięciu do kilkuset (o najmniejszej mocy, średnicy, na ogół do 600) obrotów na minutę.

 

 

 

 

 http://www.oddzialywaniawiatrakow.pl/oddzia%C5%82ywaniawiatrak%C3%B3w,menu,49,74.html

Aby efekt migotania ceni wywoływany przez elektrownie wiatrowe mógł osiągnąć częstotliwość efektu stroboskopowego, a więc przekraczać wartość 2,5 Hz, rotor wiatraka musiałby wykonywać 50 obrotów wirnika na minutę, tymczasem nowoczesne wolnoobrotowe turbiny obracają się z prędkością maksymalną 20 obrotów na minutę. Nowoczesne wiatraki [O poziomej osi obrotu] wykonują natomiast nie więcej niż 12-20 obrotów na minutę (RES, 2008). Stare turbiny, mniejszych mocy (poniżej 500 kW) mogą obracać się znacznie szybciej, nawet powyżej 50 obrotów na minutę.

 

 

 

 

 http://www.ekosolarwind.yoyo.pl/index.php?option=com_content&view=category&layout=blog&id=31&Itemid=53

Elektrownie wiatrowe - również małe, przydomowe - stanowią źródło hałasu.

Zgodnie z przepisami (Rozporządzenie ministra środowiska z 9 stycznia 2002 r. w sprawie wartości progowych poziomów hałasu - DzU 2002 r., nr 8, poz. 81) obiekty i urządzenia stanowiące źródła hałasu należy lokalizować tak, by nie naruszały dopuszczalnych poziomów hałasu. Najcichszymi urządzeniami są elektrownie wiatrowe o pionowej osi obrotu, w tym świderkowe.

Elektrownie przydomowe z reguły spełniają wymogi wynikające z ochrony przed hałasem już w odległości 20-100 m od budynków mieszkalnych.

Duże elektrownie wiatrowe mogą wymagać oddalenia nawet o 500-800 m.

Aby upewnić się, że po postawieniu elektrowni sąsiedzi nie zaczną nękać inwestora licznymi kontrolami, zaleca się wykonanie specjalistycznych analiz już na etapie przygotowania inwestycji. Takie analizy wykonują na zlecenie chętnych wyspecjalizowane firmy oferujące elektrownie wiatrowe, a także instytucje zajmujące się energią wiatrową.

Elektrownie wiatrowe, które mają być trwale związane z gruntem (mają mieć fundament), są uważane za obiekty budowlane i podlegają wszelkim przepisom prawa budowlanego. Na ich postawienie wymagane jest zatem uzyskanie pozwolenia na budowę. Wyjątek stanowią urządzenia nieduże i sięgające niewiele poza obrys okolicznej zabudowy, a posadawiane zazwyczaj na masztach z odciągami - na te często nie trzeba uzyskiwać pozwolenia na budowę ani ich zgłaszać (ale lepiej upewnić się co do tego przed rozpoczęciem budowy!).

Aby można było sprzedawać nadwyżki energii do sieci elektroenergetycznej, zgodnie z przepisami obowiązującymi od 1 maja 2004 r. (Ustawa z 2 kwietnia 2004 r. o zmianie ustawy Prawo energetyczne, i ustawy Prawo ochrony środowiska - Dz.U. nr 91, poz. 875) trzeba uzyskać od Urzędu Regulacji Energetyki specjalne zezwolenie (koncesję) na prowadzenie takiej działalności gospodarczej i zarejestrować tę działalność w stosownym urzędzie (np. miejskim, gminy lub innym). Niestety, zakres formalności wymaganych od potencjalnego producenta czystej energii wiatrowej nie sprzyja popularności takich inwestycji w Polsce.
Planując budowę elektrowni wiatrowej, warto skorzystać z pomocy fachowców, którzy odpowiednio dobiorą jej typ oraz wielkość i pomogą przebrnąć przez gęstwinę obowiązujących przepisów prawnych.

 

 

 

 

 http://www.psew.pl/faq.htm

 

Przyczyny śmierci ptaków na 10000 przypadków
Elektrownie wiatrowe < 1
Wieże telekomunikacyjne 250
Pestycydy 700
Pojazdy 700
Linie wysokiego napięcia 880
Inne formy działalności człowieka 1000
Koty 1000
Budynki 5500
Śmiertelność ptaków w USA - zbiorcze wyniki
Pojazdy 60 -80 mln
Budynki//okna 98 - 980 mln
Linie energetyczne do 174 mln
Wieże komunikacyjne 4 - 50 mln
Elektrownie wiatrowe 10 - 40 tys

 

 

 

 

 

Wszelkie prawdziwie proekologiczne konstrukcje muszą być odporne na korozję, czyli być wykonane np. ze stali nierdzewnej.

 

Zachęcam do stosowania stali nierdzewnej, z wszelkich możliwych, a więc i ekologicznych, ekonomicznych względów (nie wymaga czasochłonnej i drogiej konserwacji, jest to materiał b. trwały, nie ma ukrytych, niewidocznych, zmian (w przeciwieństwie do np. rur stalowych od wewnętrznej strony, gdzie w niektórych rozwiązaniach nie jest się wstanie sprawdzić stopnia korozji/osłabienia elementu konstrukcji), więc jest to materiał bezpieczny i bezobsługowy).

 

 

Najtańsze, w tym w eksploatacji, najmniej szkodliwe dla środowiska, najprostsze, najszybsze w budowie są rzeczy najtrwalsze.

M.IN.: budynki, mosty, słupy, schody, barierki, muszą być budowane tak, by wytrzymywały setki, tysiące lat (wykonane z stali nierdzewnej, czy trwale zabezpieczone przez korozją, energooszczędne, światło słoneczne musi być maksymalnie wykorzystywane, w tym do oświetlania). Również garnki, pojazdy muszą być maksymalnie energooszczędne, żywotne (wykonane z stali nierdzewnej). Także meble trzeba wykonywać z stali nierdzewnej. Wtedy zaspokajając swoje potrzeby, będziemy jak najmniej niekorzystnie wpływać na otoczenie, środowisko; będziemy bogatsi; będziemy mogli zajmować się, przeznaczać na to czas, inwencję, środki, innymi sprawami, zamiast zdrowotnymi, egzystencjalnymi itp. problemami, które ludzkość sobie obecnie stwarza, zamiast im zapobiegać.

 

 

 http://www.constructalia.com/pl_PL/style-i-materialy/stal-nierdzewna/5038762/page.jsp

STAL NIERDZEWNA

TRWAŁY MATERIAŁ BUDOWLANY

Stal nierdzewna to materiał wyjątkowo ekologiczny, ponieważ może być przeznaczony do ponownego wykorzystania praktycznie w nieskończoność - w budownictwie, współczynnik skutecznego odzysku wynosi prawie 100%. Stal nierdzewna to materiał praktycznie niezniszczalny, ale jednocześnie obojętny dla środowiska: w kontakcie z substancjami takimi, jak woda nie wydziela żadnych czynników, które powodowałyby zaburzenie jej składu.

Zalety te sprawiają, że stal nierdzewna doskonale nadaje się do stosowania jako elementy budowlane narażone na działanie czynników atmosferycznych: dachy, fasady, systemy odzyskiwania wody deszczowej lub przewody sanitarne. Trwałość stali odpowiada potrzebom zrównoważonego rozwoju: nasze doradzctwo w zakresie wyboru, montażu i konserwacji Waszego rozwiązania zapewnią jego niezrównaną trwałość.

Używana często do wykonania elementów zewnętrznych elewacji lub pokryć dachowych, stal nierdzewna doskonale nadaje się również do wykorzystania w postaci okładzin, obudów lub wewnętrznych elementów dekoracyjnych. W ostatnich latach, nowe możliwości zastosowania stali nierdzewnej pojawiły się w sektorach, w których do tej pory stosowane były inne rodzaje stali lub materiałów: konstrukcje budynków mieszkalnych lub basenów, a także okładziny zewnętrzne budynków przemysłowych. Zastosowania te sprawiają, że stal nierdzewna jest obecnie materiałem łatwo dostępnym, a nie jedynie luksusowym.

 

Rodzaje (gatunki) stali nierdzewnej

Istnieje ponad sto gatunków stali nierdzewnej. Są one sklasyfikowane w czterech głównych grupach odpowiadających precyzyjnie określonym strukturom metalurgicznym (europejska norma EN 10088).

 

 

 

 

 

http://www.imagic.pl/files//24301/./TUBA%20NAPROWADZAJACO-STLACZAJACA.png

 

 

http://www.imagic.pl/files//24301/./KANAL%20NAPROWADZAJACO-STLACZAJACY%20-%20wykonanie.png

 

 

By w prosty, wydajny sposób utrzymywać w miarę stabilne napięcie w połączonych zespołach turbin wiatrowych powinny być one odpowiednio, samoczynnie, automatycznie, łączone elektrycznie (szeregowo, równolegle, w sposób kombinowany).

 

 

 

Efektywnym sposobem ekologicznego wytwarzania energii elektrycznej jest wykorzystanie pomp napędzanych wiatrem, które przepompowują wodę ze zbiornika niżej do wyżej położonego, z którego przepuszcza się wodę przez turbinę wytwarzającą prąd (jak na rysunku poniżej). Dzięki takiemu rozwiązaniu wytwarza się prąd o potrzebnych parametrach (nie trzeba dodatkowych, drogich i skomplikowanych urządzeń), a w razie potrzeby nieprzerwanie (w przypadku braku wiatru wykorzystuje się zapas wody). By woda nie zamarzała zimą: zbiornik można przykrywać czarną folią, która będzie w dni słoneczne przekazywać ciepło wodzie, a w pozostałe chronić przed jego utratą. Można też wodę przykryć folią przeźroczystą, lub oszklić zbiornik, a na jej powierzchni umieścić czarny absorber lub wyłożyć nim dno. Sam zbiornik można wykorzystać dodatkowo jako basen kąpielowy bądź do hodowli ryb.

W przypadku małych elektrowni można stosować sprężanie powietrza w zbiorniku, jako sposób magazynowania energii, z którego powietrze przepuszczane byłoby przez turbinę czy układ tłokowy napędzając generator prądu, a w przypadku elektrowni średniej i dużej mocy – dla zapewnienia, w sposób tańszy i skuteczniejszy, stabilizacji parametrów wytwarzanego prądu (można zastosować np. 3 zbiorniki: główny do napędzania generatora prądu, jeden pomocniczy, z dużym ciśnieniem powietrza, do wyrównywania spadku ciśnienia w zbiorniku głównym, a drugi pomocniczy, o ciśnieniu 1 atmosfery, do odbierania nadmiaru powietrza z zbiornika głównego i przekazywania go, za pomocą pompy-sprężarki, pomocniczemu zbiornikowi z wysokim ciśnieniem). W wszystkich elektrowniach można także stosować do magazynowania energii, tańszego wytwarzania prądu o pożądanych parametrach podnoszone/opuszczane obciążniki/balast.

Te rozwiązania również można było zastosować już w 19 wieku...

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image011.gif

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image017.gif

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image023.gif

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image025.gif

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image027.gif

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image029.gif

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image031.gif

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image052.gifhttp://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image054.gif

 

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image056.gif

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image056.gif

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image058.gif

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image060.gif

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image062.gif

 

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image064.gif

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image066.gif

 

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image068.gif

 

 

 

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image070.gif

 

 

 

 

 

 

Najprościej i najtaniej prąd z turbiny wiatrowej, wodnej można wykorzystać do ogrzewania, gotowania. Do ogrzewania najlepiej zastosować piec akumulacyjno-przelotowy (najtaniej własnej roboty: z cegieł dziurawek – ustawionych wzdłuż, tak by powstały kanały przelotowe dla powietrza, u góry, co najmniej 20 cm nad mufami (mufy w odległości od siebie co najmniej 10 cm) trzeba zamieścić żerdzie (można użyć kratownicę robioną do czyszczenia obuwia przy wejściach, bądź zrobić podpory samemu z prętów zbrojeniowych, przytrzymanych względem siebie sztywnym drutem) podtrzymujące cegły, tym bardziej, że będą pękać (dlatego najlepiej dodać jeszcze nad kratownicę blachę, pod spód cegieł), a odłamki mogłyby uszkodzić, np. przyczyniając się do ich przegrzania, spirale grzejne. Na zewnątrz blacha z stali nierdzewnej, z tym że z lewego i prawego boku - wlotu, wylotu powietrza - blacha powinna mieć duże otwory. W środku instalujemy mufy ceramiczne z spiralami grzejnymi 2 x 2-3 sztuki (2 zestawy, każdy połączony szeregowo, ale łącznie równolegle. Dlatego, że w razie przepalenia się spirali w jednym zestawie, będzie działać jeszcze drugi, będą też występowały duże wahania napięcia, więc by w razie jego gwałtownego wzrostu nie doszło do przepalenia spiral, a następnie prądnicy (więc całość będzie najczęściej pracować na dużo niższym napięciu niż nominalne dla spiral elektrycznych)), oraz przełącznik na kuchenkę elektryczną, i lampki (diody) kontrolno-informacyjne.

Jednak najefektywniejszym sposobem zastosowania turbiny wiatrowej jest wykorzystanie jej do napędu sprężarki, która tłoczy, magazynując je, powietrze w zbiorniku, z którego przepuszcza się powietrze przez turbinę napędzającą prądnicę. W takim rozwiązaniu pobieramy prąd tylko wtedy, gdy go potrzebujemy (przy większych mocach można używać do magazynowania energii, kinetycznej, wody).

 

 

 

25.04.2010 r.

APEL

Do producentów, klientów; społeczeństwa

Oto proekologiczna propozycja biznesowa.

ZESTAW DO SAMOWYSTARCZALNEJ PRODUKCJI PRĄDU I SPRĘŻANIA POWIETRZA

Produkcja, sprzedaż, eksploatacja ZESTAWU: turbina wiatrowa o pionowej osi obrotu, np. Savoniusa bądź świderkowa*1 (na szczycie, o średnicy masztu, ma zamocowaną turbinę Savoniusa, która służy do rozruchu (turbinę świderkową trzeba najpierw rozruszać (wymaga wstępnego rozruchu), gdy się zatrzymała z braku wiatru)) + woltomierz + przełącznik elektryczny + kuchenka elektryczna z przełącznikiem mocy + piec akumulacyjny + sprężarka powietrza + przestawnik reagujący na wartość ciśnienia powietrza i skierowujący je do odpowiedniej butli (gdy napięcie jest niskie, to do butli o najniższym ciśnieniu powietrza, gdy napięcie ma średnią wartość, to do butli o średnim ciśnieniu, a gdy napięcie jest maksymalne, to do butli z wysokim ciśnieniem powietrza) + 3 butle na sprężone powietrze (najlepiej największe, jakie można przewozić zwykłym samochodem ciężarowym, czyli o 2 metrach średnicy i 6 metrach długości każda)*2 + generator (prądnica) prądu zasilany sprężonym powietrzem z butli + ładowarka akumulatora + akumulator = prąd za darmo, czyste powietrze, ziemia, woda = zdrowie, lepszy stan środowiska, przyrody = mniej wydatków, strat, problemów. Do tego sprężone powietrze z butli można wykorzystywać do zasilania pojazdów napędzanych sprężonym powietrzem.

 

*1 Turbina świderkowa (również Savoniusa) ma pionową oś obrotu, pracuje już przy prędkości wiatru 1,5 - 2 m/s, ptaki się o nią nie zabijają, pracuje cicho, wygląda estetycznie, więc można ją powszechnie stosować.

 

*2 Podczas pobierania sprężonego powietrza, rozprężania znajdującego się w butli powietrza, dochodzi do schładzania powietrza, co może spowodować zamarznięcie pary wodnej w przewodach powietrznych. By temu zapobiec, można zastosować podwójne, termoizolacyjne ściany w butli, między którymi panowałoby bardzo niskie, zbliżone do próżni, ciśnienie, i dodatkowo zaizolować butlę termicznie z zewnątrz, wówczas ciepło powstające podczas sprężania powietrza byłoby na bardzo długo zachowywane. Dodatkowo można ogrzewać pobierane powietrze ciepłem z silnika, czy/i elektryczną spiralą grzejną.

 

 

Do Parlamentarzystów, Rządu

Proszę zwolnić taką produkcję, sprzedaż, eksploatację z podatków, konieczności podłączania do sieci – w nadrzędnym, dalekowzrocznym interesie nas wszystkich (...).

 

Z poważaniem,

Piotr Kołodyński

red. - www.wolnyswiat.pl

http://www.wolnyswiat.pl/9h2_pliki/image161.gif

 

 

 

Więcej:

ELEKTROWNIA WIATROWO-POMPOWO-WODNA, WYKORZYSTYWANIE TURBIN O PIONOWEJ OSI OBROTU, ENERGII SPRĘŻONEGO POWIETRZA, WODY, POLA MAGNETYCZNEGO, GEOTERMICZNEJ I INNYCH

 

 http://www.wolnyswiat.pl/9h2.html

 

Konsorcjum PROEKO-energia, transport-BIZNESwww.pzepr.pl

Branża: proekologiczne źródła energii, pojazdy; rozwiązania

 

KOMENTARZE

  • a i tak
    w USA podobno władze płacą by nie włączać wiatraków do pracy.
    Znacznie lepszym rozwiązaniem jest energia geotermiczna( gorących skał). Rozwiązanie i technologia prof. żakiewicza.
  • @Autor
    "Prąd z wiatru".
    .
    W Polsce, ekonomiczny (prawdopodobnie), ALE NIELEGALNY, bez "1001" papierów i bycia płatnikiem podatku AKCYZOWEGO.
    .
    A małe (500W-3kW) turbiny są w cenie "dla budującego dom Kowalskiego"
    .
    Polecam "drążenie"...
  • @cyborg59
    Lepiej. Zwł, że stal nierdzewna jako taka zasługuje na osobne omówienie. Nierdzewne auto... Kiedyś Volvo robiło podwozia z nierdz... Marzenia... Póki co, własnego strucla zabezpieczam katodowo - tj. elementy rdzewiejące okręcam folią aluminiową:). Cynk byłby lepszy, ale go nie mam a folię "alu" kupię w osiedlowym sklepiku:).
    Prąd z waitru dostępny dla każdego - temat rzeka...
  • @bez kropki
    Jest różnica w materiale nierdzewnym czy opartym na aluminium np w rowerze. Od razu widać co z czego jest po kilku latach, niekiedy deszczach... Jednak zwykłe stale nawet z lakierowaniem, różnymi powłokami zawsze będą tańsze i już. Niemniej podzielam trend u ekologów na zwiększoną trwałość produktów. Miałem odkurzacz z 1968, suszarka działa z podobnego wieku, telewizory kolorowe zakupione po 1989 chodziły po 20 lat. Można użytkować takie dobra znacznie dłużej, to co się dzieje np z komórkami to jakieś szaleństwo. Telewizory też co roku w nowych wersjach, niebawem pokażą 3D w HD FULL bez okularów i wszyscy wymienią?

    Wiatraki w wieżach nawet po 200 metrów popieram, ale na Bałtyku daleko od brzegu. Od tego mamy swoją strefę. Wiatraki w terenie zamieszkałym są raczej utrapieniem - wszystkie. Wolnoobrotowe kolosy jednak mają inne wady i jeszcze gorsze od maleństw za stodołą umieszczonych.

    Energia pływowa fal Bałtyku też chyba jest nie do pogardzenia?

    Woda. Tu jestem mało ekologiczny. Należy zbudować system wielkich zbiorników zaporowych praktycznie na wszystkich rzekach, każda gmina ma swoje problemy. U nas da się taki zbiornik zbudować przed wsią na bazie stawów rybnych. Zabezpieczy przed powodzią w dużym stopniu, zgromadzona woda wytworzę masę energii.

    Podoba mi się pomysł skojarzonego systemu wiatrak-pompa-woda-turbina, taki system poniekąd "szczytowy". Mógłbym go sobie wybudować nawet koło domu bazując na wodzie ze studni, oraz gromadzonej deszczówce kiedy są opady. Zbiornik mógłby być także basenem, czy stawem rybnym. Studnia nasza wydaje się bardzo zasobna w wodę, to zaś oznacza iż wody na tym poziomie w okolicy jest bardzo dużo, pola orne są po prostu dużo wyżej, ma skąd spływać, z wielu hektarów.

    Oczywiście różnica poziomów byłaby mała, należałoby system zrobić głęboko pod ziemią na kilkunastu metrach powiedzmy. Przy okazji mamy porządny schron przeciwatomowy itd jak walnie planetoida, albo ruscy nas odwiedzą znowu. To świetny sposób gromadzenia energii plus butle na sprężone powietrze do 300 atmosfer, acz to nie jest ciśnienie na domowe sprężarki.

    To są bardzo fajne tematy, ale jednak trzeba mieć kasę, manualne zdolności do majsterkowania, wiedzę i wizje. Ruch jaki powstanie na NE powinien się też tym zajmować. To są kwestie bezpieczeństwa narodowego, można stworzyć autarkie w gminach, sołectwach, grupach sąsiedzkich i poszczególnych zagrodach. Publiczne systemy w razie wojny, sabotażu, kryzysu padną i ludzie zostaną z niczym. Są tacy debile nawet na wsiach, co nie mają żadnej alternatywy poza gazem z sieci, ogrzewanie gazem, woda ciepła z gazu, kuchenka na gaz. Żadnych pieców. Zapłaczecie kiedyś. Podobnie z energią elektryczną. A woda? Mając studnię jestem boss ;)

    Niewątpliwie z biegiem lat zajmę się tymi tematami na poważnie i zacznę w końcu realizacje u siebie choćby w mikroskali do testów. Na razie najważniejsza jest polityka i np kwestia pieniądza, jego EMISJI, rozdziału.

    Pieniądz stał się jakby powietrzem do oddychania. Każdy musi mieć przynajmniej tyle powietrza żeby mógł swobodnie żyć. To nie jest myśl komunistyczna, ale solidaryzm z katolicyzmu. Ludzkość nie potrzebuje pracy każdy człowieka, pracy w produkcji i kluczowych usługach. A każdy człowiek chce żyć. Jak to ułożyć? Jeżeli nie zostanie to zrobione, to czeka nas dekada rewolucji, zamieszek, rzezi i wojen, kryzysów.
  • @Marek Kajdas
    " Należy zbudować system wielkich zbiorników zaporowych praktycznie na wszystkich rzekach, każda gmina ma swoje problemy". I tu się mylisz. Nie wielkich, tylko szereg (SZEEEEEREG) małych stopni. Jeśli chcesz się zabezpieczyć przed powodzią;). Dodatkowo mały spadek fajnie (wg doniesień) napędza odwróconą śrubę Archimedesa (wspominałam o tym gdzieś u siebie). To wydajne, ponoć niezawodne (bo stosunkowo proste) i do tego ekologiczne (ryby, przepływy, warunki telnowe i in.).
    Tak więc niech żyją kaskady małych stopni. Najlepiej z tymi Archimedesami.
    W ogóle jestem fanką energetyki "rozproszonej". Wiem, wiem ona nie jest taka łatwa i przyjemna;). Ale za to daje ludziom niezależność (wiem, wiem, rzecz absolutnie niemożliwa do realziacji - hłehłe). A do tego najmniej szkodzi środowisku.
  • @Marek Kajdas
    PS. a co do reszty - pełna zgoda i podpisuję się pod tym!
  • Iluminaci stworzyli wirtualny obszar świadomości nazwany przewrotnie "ekologią" co nie ma na celu żadnych pożytecznych skutków
    dla cywilizacji. Cel to powiększenie obszaru władzy i kontroli społeczeństw. Turbiny wiatrowe są tu typowym przykładem wykorzystania technik fałszowania prawdy dla władzy. Kłamstwem jest głoszenie, że elektrownia wiatrowa jest mniej szkodliwa od zwykłej cieplnej gazowej, czy węglowej. Po pierwsze efektywność (jednostka inwestycyjna / wynik produkcyjny liczone wartościowo) wiatraków jest wielokrotnie niższa od energetyki cieplnej. W materiałach propagandowych sprytnie pomijane są koszty środowiskowe, społeczne, makroekonomiczne i zdrowotne. Po drugie dominujący i niemożliwy do wyeliminowania efekt generowania szkodliwych infradźwięków, których natężenie jest funkcją ilości łopat wiatraków na danym obszarze. W USA strefy farm wiatraków obfitują w epidemie zaburzeń psychicznych mieszkańców okolicy. W Polsce zaobserwowałem ucieczkę zwierząt ze stref wiatraków, bo zwierzęta są mądrzejsze od dyskutantów...
  • @Łabaja
    Totyż gadamy o małych, rozproszonych generatorach wszelakiego typu. Poweim Ci szczerze. Kocham przyrodę i zwierzęta. Chcę chronić Ziemię, tę ziemie i tak dalej. Ale najbardziej to bym chciała, żebyśmy byli niezalezni. Droga do tego wiedzie przez rolnictwo i energetykę. W tym ujęciu koszty to rzecz niejako wtórna (aczkowliek oczywiście trzeba je minimalizować zwł. te społeczne i ekologiczne).
  • @redaktor1966
    Zamieszczasz na temacie religii wpisy
    Twoja cala wiedza jest oparta na wierze.
    Czy sprawdziles cokolwiek?
    Einstein mylill sie od poczatku (zreszta byl plagiatorem).

    Reprodukujesz artykuly, ktorych nawet nie rozumiesz.

    Nauka , ktorej tak choldujesz oparta jest na klamstwie.

    Ja nie mam zamiaru ci to udawadniac. Sam to sprawdz.

    Ja sprawdzilam, wiec wiem.
    Sprawdzanie jest dluga i zmudna praca. Nie bede cie wyreczac.
  • @bez kropki
    Po pierwsze: małe, rozproszone są nie mniej toksyczne dla człowieka niż skoncentrowane duże, bo liczy się bilans, a rozproszenie skutków jest doskonałym kamuflażem.
    Po drugie: jeśli niezależność, to od kogo i od czego. Nie można nawet marzyć o jakiejkolwiek niezależności gdy brak kontroli nad własnym pieniądzem, bo kontroluje go Bank Światowy Rothschilda za pomocą Goldmana Sachsa, brak własnych źródeł energetycznych i produkcyjnych, bo wyprzedano i zlikwidowano przemysł ciężki umożliwiający ścieżkę niezależności.
    Po trzecie: "kochając kotki i kwiatki", czy "minimalizując skutki społeczne i ekologiczne" (Iluminatów) poprawisz sobie tylko samopoczucie. Wytwarzanie żywności już wkrótce załatwi ostatecznie podatek kastracyjny i pieczę przejmie Monsanto.
    To oszukiwanie siebie.
  • @Łabaja
    "Po pierwsze: małe, rozproszone są nie mniej toksyczne dla człowieka niż skoncentrowane duże" No właśnie o to chodzi, że nie. Tylko, że ja nie mam tu na myśli przydomowych palenisk na kalosze i opony;).
    Co do reszty - zostaw moej sapomopoczucie, bo się takoż mylisz w jego źródłach.
  • @bar-bara
    "Zamieszczasz na temacie religii wpisy
    Twoja cala wiedza jest oparta na wierze.
    Czy sprawdziles cokolwiek?
    Einstein mylill sie od poczatku (zreszta byl plagiatorem).

    Reprodukujesz artykuly, ktorych nawet nie rozumiesz.

    Nauka , ktorej tak choldujesz oparta jest na klamstwie.

    Ja nie mam zamiaru ci to udawadniac. Sam to sprawdz.

    Ja sprawdzilam, wiec wiem.
    Sprawdzanie jest dluga i zmudna praca. Nie bede cie wyreczac."


    Proszę - merytorycznie - podważyć:

    „Schizofrenik wierzy w to, co »widzi« – katolik wierzy w to, co zobaczył schizol; schizofrenik się leczy, katolik zaraża” (z sieci)

    www.o2.pl / www.sfora.pl | 5 źródeł Sobota [13.02.2010, 18:41]
    RELIGIJNE WIZJE TO... SKUTKI USZKODZENIA MÓZGU
    Naukowcy twierdzą, że tak.
    Nasza wiara i duchowość mają źródło w mózgu. O tym naukowcy wiedzą od dawna. Jednak do tej pory nie byli w stanie stwierdzić, jak powstają w naszym umyśle mistyczne doznania oraz skąd biorą się głębokie, często połączone z wizjami, doznania religijne.
    Okazało się, że powoduje je uszkodzenie mózgu - informuje sciencedaily.com.
    Naukowcy z Uniwersytetu w Udine badali chorych z rakiem mózgu - przed i po operacji. Zadawali im pytania dotyczące ich odczuć metafizycznych, wrażenia oderwania się, wiary w istotę nadprzyrodzoną.
    Następnie dokładnie analizowali miejsce, w którym znajdował się guz. Okazało się, że u osób, które miały uszkodzony przez nowotwór tylny płat ciemieniowy lewej już prawej półkuli mózgu wzrastało odczuwanie doznań metafizycznych.
    Uszkodzenie tych rejonów powodowało niezwykle szybkie zmiany osobowości związane z odczuciami transcendencji. Zatem dysfunkcja tych rejonów może mieć wpływ na również na nasze duchowe i religijne postawy i odczucia - uważa dr Franco Fabbro z Uniwersytetu w Udine.
    Jego zdaniem to odkrycie pozwoli lepiej diagnozować różne schorzenia psychiczne, a także poprzez stymulację aktywności tych rejonów mózgu, może pomóc leczyć niektóre zaburzenia osobowości. | WB

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 13.09.2011, 19:54
    JUŻ WIADOMO, CO ZOBACZYSZ PO ŚMIERCI
    Naukowcy rozwiązali zagadkę.
    Tunel pojawia się wówczas, kiedy krew i tlen przestają dopływać do gałki ocznej. Zdarza się to zarówno umierającym, jak i pozostającym w stanie szoku, na przykład pod wpływem strachu - donosi polskieradio.pl.
    To wniosek z jednego z kilku opublikowanych niedawno brytyjskich badań nad zjawiskami towarzyszącymi umieraniu.
    Uczucie opuszczania ciała przez duszę, podróż w kierunku światła i przejście do rzeczywistości, gdzie panuje miłość i zrozumienie powtarzają się niezależnie od kultury i miejsca urodzenia danej osoby, a podobne relacje znajdujemy w tekstach pisanych pochodzących nawet ze starożytnej Grecji - dodaje portal.
    Nauka wyjaśniła już wszystkie. Szczególnie że wielu pacjentów myślących, że umiera, faktycznie cierpi na nietypowe schorzenia.
    "Spotykanie zmarłych" wywołuje u osób z Parkinsonem złe funkcjonowania dopaminy, kluczowego neuroprzekaźnika.
    Przekonanie, że się umiera lub właśnie umarło, to zjawisko dotyczące m.in. pacjentów z zespołem Cotarda lub "chodzącego ciała" (okazjonalnie towarzyszących depresji, sklerozie lub traumie; chorzy uważają, że są martwi i domagają się pogrzebu) - tłumaczy polskieradio.pl.
    Źródłem takich odczuć jest wadliwe działanie kory mózgowej. Charakterystyczne dla niego jest poczucie "obcości" bodźców, które się przydarzają ciału.
    Uczucie wyjścia z ciała zdarza się podczas lunatykowania lub nagłego przerwania snu. Ew. może to być paraliż senny, czyli poczucie zewnętrznej rzeczywistości, powiązane z paraliżem wszystkich mięśni - zauważa serwis.
    "Unoszenie się" czuły każde dwie na pięć chorujących na paraliż senny osób. Doświadczają go także osoby biorące narkotyk - ketaminę. | JS


    W ODPOWIEDZI NA TEZĘ ZAWARTĄ W LIŚCIE CZYTELNIKA („UWAGA, ATEIŚCI!”„FiM” nr 34, 31.08.2006 r.)
    ODNOŚNIE OCZYWISTEGO KREACJONIZMU Z UWAGI NA MAŁE PRAWDOPODOBIEŃSTWO... NATURALNEGO PROCESU
    Niekiedy dobrym orężem na takie myślicielki... jest ich własna broń
    Mam 3 krótkie pytania:
    1. Z czego i jak powstał stwórca?
    2. Z czego i jak stworzył świat?
    3. Jakie jest tego prawdopodobieństwo?

    Dodam jeszcze, że stwórca sam ustanowiłby prawa fizyki i warunki zaistnienia życia (więc nie byłoby żadnych ograniczeń, a właśnie ich istnienie dowodzi naturalności więc i przypadkowości procesu). Oprócz tego proszę wziąć pod uwagę, iż w wszechświecie jest co najmniej 200 miliardów galaktyk, a w każdej z nich może być 200 miliardów gwiazd, z których znaczna część jest obiegana przez planety (znaleziono już ich setki, mimo iż można wykryć tylko najbliższe), a wszystko to trwa miliardy lat, więc ilość kombinacji jest niemal nieskończona. A pierwsze formy życia, które pojawiły się ok. 4 mld lat temu, nie miały genetycznie obcych wrogów, stąd mogły być b. prymitywne. Więc proszę nie sugerować się ich obecną złożonością po milionach (miliardach?) lat ewolucji (początkowy proces ewolucji był minimalny i arcyprosty, w tym możliwe było, gdyż nie było jeszcze barier, niemal dowolne mieszanie się i łączenie organizmów, ich składników, ale z biegiem milionów pokoleń, lat nabrał tempa i wyrafinowania; rozpoczęła się konkurencja, eliminacja, wyścig).

    ALBO SĄ DOWODY ALBO ICH NIE MA!
    "Nie da się eksperymentalnie udowodnić istnienie boga" (Trzeba, jak zwykle, uwierzyć - doprowadzić się, dzięki ogłupiaczom-trucicielom, ich zaleceniom, do stanu ogłupienia-obłąkania - a następnie uznać ten stan za dowód łaski - istnienia - bóstwa… W ten sposób można „udowodnić” istnienie wszystkich bóstw, wszystkiego...) – Oto kolejny argument-sposób na kontynuowanie swojej działalności przez pasożytniczych ogłupiaczy. Zaprzeczając jednocześnie podstawowym tezom swojej organizacji, której członkowie twierdzą, że ich bóstwo dało już tysiące dowodów swojego istnienia. A ja domagam się naukowego udokumentowania tylko jednego takiego przypadku...
    11. RELIGIA A NAUKA:
    http://www.wolnyswiat.pl/11h4.html


    www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [02.12.2010, 10:15]
    OTO PRAWDZIWA LICZBA GWIAZD WE WSZECHŚWIECIE.
    Przyprawia o zawrót głowy.
    Gwiazd we wszechświecie jest trzy razy więcej niż dotychczas sądzono - twierdzą amerykańscy astronomowie z Yale University w Connecticut.
    Według nowych ustaleń wcześniej po prostu nie zauważano olbrzymiej liczby czerwonych karłów - pisze bonnercountydailybee.com
    Ostatecznie więc liczbę gwiazd szacuje się na od 100 do 300 sekstylionów.
    To wynik badań krańców wszechświata - okolic galaktyk eliptycznych oddalonych o 50-300 milionów lat świetlnych od Ziemi. Nie byłyby one możliwe bez bardzo silnego teleskopu w Keck Observatory na Hawajach.
    Okazało się tylko na krańcach kosmosu jest 20 razy więcej czerwonych karłów niż w naszej galaktyce. Są słabo widoczne, bo emitują bardzo nikłe światło - pisze
    thestar.com . | MK


    Fot. sxc.hu



    www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek [29.10.2010, 09:54]
    NIE JESTEŚMY SAMI! WOKÓŁ CO 4. GWIAZDY KRĄŻY BLIŹNIAK ZIEMI
    Na wielu z nich może rozwijać się życie.
    Naukowcy twierdzą, że we wszechświecie aż roi się od planet podobnych do Ziemi. Tylko w naszej galaktyce mogą ich być miliardy - informuje "The Daily Mail".
    Przez ostatnie 10 lat naukowcy odkryli prawie 500 planet poza naszym Układem Słonecznym.
    Na każde 100 gwiazd podobnych do naszego Słońca mamy jedną lub dwie planety podobne do Jowisza, sześć podobnych do Neptuna i 12 planet pięcio- lub nawet dziesięciokrotnie przekraczających masę Ziemi - twierdzi dr Andrew Howard z Uniwersytetu Kalifornijskiego.
    Wyjaśnia, że odkrywamy tylko największe planety i położone najbliżej gwiazdy - bo ich grawitacja ma wpływ na jej ruch. Jednak jest przekonany, że planety mniejsze - o masie podobnej do Ziemi występują o wiele częściej - krążą wokół co czwartej gwiazdy.
    Na wielu z tych planet mogą panować życiodajne warunki: nie jest ani zbyt gorąco, ani zbyt zimno, jest na nich woda.
    Zdaniem Howarda tylko w naszej galaktyce mogą być miliardy bliźniaków Ziemi, w całym wszechświecie zaś biliony bilionów. | WB

    [Czas palenia na stosie kosmicznych heretyków się zbliża! No chyba że od razu przygotują złoto dla sług bożych... – red.]


    www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela [20.02.2011, 22:45]
    JUŻ WIADOMO, ILE PLANET LICZY NASZA GALAKTYKA
    Już wiadomo, że w Drodze Mlecznej jest ich co najmniej 50 miliardów - donosi "The Daily Mail".
    Wiadomo też, że ok. 500 mln z nich leży w Stefie Złotowłosej, gdzie nie jest ani za ciepło, ani za zimno, a więc panują warunki pozwalające na istnienie życia.
    10,5 proc. tych obiektów ma wielkość zbliżoną do Ziemi, 20,8 proc. do Neptuna, a 5,2 proc. do Jowisza. | AJ

    www.twojapogoda.pl | 26-03-2011, 04:24
    2 MILIARDY PLANET PODOBNYCH DO ZIEMI?
    Na podstawie odkryć poczynionych za pomocą Teleskopu Kosmicznego Keplera i ich dokładnej analizy astronomowie zwiększyli liczbę potencjalnie zdatnych do zamieszkania przez ludzi planet w samej naszej galaktyce do 2 miliardów.

    Ostatnim razem na podstawie analizy małego tylko wycinku danych mówiło się o 500 milionach podobnych do Ziemi planet. Teraz po obliczeniach przeprowadzonych przez naukowców z NASA Jet Propulsion Laboratory liczba ta została zwiększona do 2 miliardów.

    Zapewne zastanawiacie się jak to wyliczono? Na podstawie odkrytych do tej pory przez Keplera egzoplanet badacze wyliczyli, że od 1,4 do 2,7 procenta wszystkich gwiazd o właściwościach podobnych do Słońca posiada w swoim systemie planetę zdatną do zamieszkania przez ludzi, to jest taką, której masa waha się od 0,8 do dwukrotnej masy Ziemi i znajduje się na orbicie zapewniającej właściwą dla organizmów żywych temperaturę.

    Takich planet powinno być więc w naszej galaktyce, Drodze Mlecznej, około 2 miliardów. 100 gwiazd o właściwościach zbliżonych do naszego Słońca znajduje się w odległości kilkunastu lub kilkudziesięciu lat świetlnych, a więc przynajmniej dwie z nich powinny posiadać planety, które moglibyśmy skolonizować.

    Naukowcy są bardzo podekscytowani takimi odkryciami. w końcu obliczenia dotyczyły tylko naszej galaktyki, a łącznie galaktyk we Wszechświecie mamy ponad 50 miliardów.

    W dodatku obliczenia dotyczą wyłącznie gwiazd podobnych do Słońca, a przecież nie tylko one mogą posiadać planety, na których mogło wykształcić się życie, dość prawdopodobne jest, że takie gwiazdy jak czerwone karły mogą równie dobrze zapewnić odpowiednie warunki.
    www.twojapogoda.pl


    www.o2.pl / www.sfora.pl | Piątek 14.10.2011, 08:16
    TO WULKANY DAŁY NAM ŻYCIE
    Bez nich nie mielibyśmy czym oddychać.
    Atmosfera Ziemi zawdzięcza wulkanom wielką ilość tlenu, który umożliwił rozwój życia – informuje "Rzeczpospolita".
    To wniosek z badań francuskich naukowców z Institut des Sciences de la Terre w Orleanie, którzy uważają, że kiedy 2,5 mld temu z praoceanu wyłoniły się lądy, pierwotna atmosfera przestała składać się tylko z metanu i dwutlenku węgla.
    Dzięki erupcjom wulkanicznym do atmosfery dostały się gazy z dwutlenkami siarki, z których uwalniał się właśnie tlen. Z kolei jony siarki rozpuszczalne w wodzie umożliwiły rozwój cyjanobakterii.
    Rezultatem było natlenianie atmosfery i wody na wielką skalę oraz rozwój prymitywnych organizmów - wyjaśnia gazeta.
    Dr Fabrice Gaillard uważa, że podobne procesy mogły zachodzić też na innych planetach, co może wyjaśniać zagadkę obecności w ich atmosferach tlenu. | AJ

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 06.10.2011, 07:08
    TAK POWSTAŁO ŻYCIE NA ZIEMI. DZIĘKI KOMETOM
    Przyniosły wodę.
    Kometa Hartleya zawiera wodę w składzie przypominającą wodę naszych oceanów. To może dowodzić, że woda została przyniesiona na Ziemię właśnie przez komety - donosi BBC.
    Teleskopowi Herschela udało się zmierzyć na komecie Hartleya ilość deuteru, izotopu wodoru. Okazało się, że zawiera ona o połowę mniej tego izotopu niż dotychczas badane komety. Podobną ilość deuteru zawierają oceany.
    Po raz pierwszy odkryliśmy tę zależność. To może zupełnie zmienić teorię na temat powstania życia na Ziemi. Według obecnej teorii wodę na naszą planetę przyniosły asteroidy. Jednak teraz już wiemy, że to właśnie komety przenoszą większe ilości wody niż kosmiczne skały - mówi Ted Bergin z Uniwersytetu Michigan.
    Na początku Ziemia była suchą i skalistą planetą. Naukowcy przypuszczają, że woda pojawiła się na niej po zderzeniu z kometą.
    Uczeni chcą teraz sprawdzić skład innych komet, by potwierdzić swoją teorię. | BB

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 16.02.2010, 17:01
    TEN METEORYT POWIE NAM SKĄD SIĘ WZIĘŁO ŻYCIE
    Powstał zanim narodził się Układ Słoneczny.
    Meteoryt Murchinsona spadł w Australi w 1969 roku. Od tego czasu nieustannie badają go naukowcy. Postęp w nauce sprawia, że wiemy o nim coraz więcej. Naukowcy twierdzą, że zawiera on miliony związków węgla i substancji organicznych, z których mogło powstać życie - informuje bbc.co.uk.
    Dwa lata temu naukowcy holenderscy, brytyjscy i amerykańscy odkryli w nim pozaziemskie aminokwasy białkowe, które stały się podstawą dla teorii, że życie na Ziemię przybyło z kosmosu.
    Teraz, po raz pierwszy, naukowcy wykorzystali do badań meteorytu spektrometrię masową wysokiej rozdzielczości. Nie szukali też konkretnych związków, lecz starali się policzyć, ile ich jest.
    Jesteśmy naprawdę bardzo podekscytowani. Kiedy po raz pierwszy badałem meteoryt i zobaczyłem jego złożoność, byłem zdumiony - stwierdził Philippe Schmitt-Kopplin z Institute for Ecological Chemistry w Niemczech.
    Naukowcy policzyli już 14 tys. różnych związków wchodzących w jego skład. Ich zdaniem mogą ich być jednak miliony.
    To świadczy o tym, że złożoność chemiczna powstającego Układu Słonecznego była o wiele większa niż ta, która występuje na Ziemi - twierdzą naukowcy.
    Zdaniem naukowców meteoryt powstał zanim uformowało się Słońce, ok. 4,65 miliarda lat temu. Zbierał więc materiał krążący w pierwotnej chmurze materii, z której ukształtował się Układ Słoneczny.
    Dr Schmitt-Kopplin ma nadzieję, że wyniki ich prac pozwolą ustalić skąd wzięło się życie na Ziemi.
    Myślę, że wiele osób prowadzących badania w tej dziedzinie mając dostęp do wyników naszych badań może wysnuwać dalsze hipotezy i jedną z ich potwierdzić. Skąd się wzięliśmy i co się działo wcześniej? Wszyscy zadajemy sobie to pytanie - mówi bbc.co.uk dr Schmitt-Kopplin. | WB

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 01.03.2011, 14:08
    TO JUŻ PEWNE: BEZ ASTEROID NIE BYŁOBY ŻYCIA NA ZIEMI
    Dostarczyły wodę, cząsteczki aminokwasów i amoniak.
    Asteroidy, które uderzały w Ziemię przed miliardami lat, były kosmicznymi posłańcami, którzy dostarczali na naszą planetę wszystkie niezbędne substancje potrzebne do życia, począwszy od wody, a skończywszy na "cegiełkach życia" prostych aminokwasach.
    Dostarczyły także jeden z budulców tych cegiełek - amoniak - informuje scientificamerican.com.
    Naukowcy z Arizona State University zdobyli kolejny dowód na to, że kosmiczny gruz dostarczył na naszą planetę biologicznych prekursorów. W meteorycie znalezionym na Antarktydzie - GRA 95229 - odnaleźli amoniak.
    Amoniak to jeden ze składników tzw. zupy pierwotnej, z której miało narodzić się życie. Stanowi on źródło azotu, który jest kluczowym składnikiem wielu biomolekuł, w tym DNA i aminokwasów.
    Sandra Pizzarello wraz kolegami z uniwersytetu, podgrzała fragment GRA 95229 i poddała go wysokiemu ciśnieniu. W ten sposób naukowcy starali się odtworzyć warunki, jakim został poddany kosmiczny okruch w chwili zderzenia z Ziemią.
    Okazało się, że meteoryt zaczął wydzielać z siebie amoniak. To zdaniem Pizzarello dowód, że "kosmiczny rodzic" meteorytu - asteroida, z której pochodził musiała być go pełna w chwili zderzenia z Ziemią.
    Z ostatnich badań geochemicznych wynika, że wczesna atmosfera Ziemi nie zawierała amoniaku, musiał on więc pochodzić z zewnątrz, by rozwinęło się życie. To badanie to potwierdza - stwierdziła Pizzarello. | WB

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 24.10.2011, 18:20
    TO TUTAJ POWSTAŁO ŻYCIE NA ZIEMI. WSKAZALI MIEJSCE
    Tylko tam były idealne warunki.
    Wulkany błotne w Isua, w południowo-zachodniej Grenlandii to miejsce, gdzie mogło powstać życie na Ziemi - informuje physorg.com.
    Orzekł tak międzynarodowy zespół naukowców z Laboratoire de Geologie de Lyon, który wyjaśnia w swoim raporcie, że prawie 4 mld lat temu właśnie grenlandzkie wulkany wyrzuciły na powierzchnię Ziemi minerały niezbędne do rozwoju organizmów żywych. Chodzi o serpentynity odkryte właśnie w formacjach skalnych sprzed 3,8 mld lat.
    To one pozwoliły na stabilizację aminokwasów w kwaśnym środowisku w pobliżu źródeł hydrotermalnych.
    Wcześniej nie było to możliwe mimo dużej ilości wodoru, metanu i amoniaku, które również potrzebne były do powstania prymitywnych form życia - wyjaśnia portal. | AJ

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek [14.04.2011, 06:42]
    TU ZACZĘŁO SIĘ ŻYCIE NA ZIEMI. PRZEŁOMOWE ODKRYCIE
    Tak rozpoczęła się ewolucja?
    W skałach nieopodal jeziora Torridon znajdującego się w północno-zachodniej Szkocji odnaleziono skamieliny wielokomórkowych organizmów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mają o 500 mln lat więcej niż powinny- informuje rp.pl.
    To prawdziwa sensacja. Do tej pory sadzono, że życie i ewolucja rozpoczęły się na Ziemi około 3 mld lat temu - w oceanach. A pierwsza roślinność rozpoczęła pokrywać powierzchnię lądów około 500 mln lat temu. Znalezisko z okolic szkockiego jeziora świadczy jednak o tym, że stało się to miliard lat temu.
    Na dodatek, znalezione organizmy nie były prostymi mikrobami, lecz wielokomórkowymi organizmami, które rozmnażały się płciowo. Miały rozwinięte struktury komórkowe, tj. jądro, mitochondria i chloroplasty.
    Zdolność do rozmnażania płciowego daje organizmom możliwość uzyskiwania większej różnorodności potomstwa, a to oznacza, że organizmy mogą szybko ewoluować.
    Według uczonych z Oksfordu i angielskiego Uniwersytetu Sheffield oraz Boston College, którzy dokonali tego odkrycia, to właśnie owe organizmy znad szkockiego jeziora mogły dać początek całej roślinności na naszej planecie. | WB

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Czwartek 24.11.2011, 20:48 ostatnia aktualizacja: 22 godziny temu
    NASZ WSPÓLNY PRZODEK BYŁ WIELKI JAK OCEAN
    To była gigantyczna forma życia.
    Wszyscy mieliśmy jednego przodka. Z najnowszej teorii wynika, że był gigantyczny. Ta forma życia 3 miliardy lat temu zajmowała cały ziemski ocean - informuje dailymail.co.uk.
    Nasz praprzodek nazwany został przez naukowców LUCA (the last universal common ancestor). To od niego pochodzą znane nam organizmy. Wszyscy mamy w sobie cząstkę jego kodu DNA.
    Jak on jednak wyglądał? Jak wyłonił się z wielkiej "chemicznej zupy", która zapoczątkowała życie na naszej planecie? Gustavo Caetano-Anolles z University of Illinois twierdzi, że cały ziemski ocean stał się ogromną formą życia: "sklepem z materiałem genetycznym".
    Jego zdaniem LUCA w niczym nie przypominał znanych nam organizmów. Był po prostu zbiorem cząsteczek, które wymieniały się między sobą informacją genetyczną i białkami, by przetrwać.
    To była walka o przetrwanie. Cząsteczki współpracowały ze sobą, nie konkurowały. Tworzyły jeden ogromny organizm. To była pierwotna forma życia - twierdzi naukowiec.
    Ten megaorganizm rozpadł się jednak 2,9 miliarda lat temu. Dlaczego? Bo niektóre z jego "komórek" zgromadziły dość informacji, by samodzielnie przetrwać. Nauczyły się produkować wszystko to, co było im potrzebne do przetrwania. Gigantyczna forma życia "podzieliła" się na trzy grupy: bakterie, archea i eukarioty. | WB

    www.onet.pl | 22.08.2011 r. RC / dailymail.co.uk
    NAUKOWCY ODKRYLI NAJSTARSZE FORMY ŻYCIA
    Eksperci dowodzą, że odnaleziono najstarsze, skamieniałe formy życia. Odkrycia dokonali brytyjscy i australijscy badacze w regionie Pilbara w zachodniej Australii. Skamieniałe bakterie liczą sobie prawie trzy i pół miliarda lat - donosi dailymail.co.uk.
    Bakteria żyła w gorącym środowisku wulkanicznym, w którym nie było tlenu - twierdzą badacze.
    - We wczesnym etapie rozwoju Ziemi, kiedy tlen był jeszcze rzadki, życie znalazło inny sposób na przetrwanie - przekonuje dr David Wacey z Uniwersytetu Zachodniej Australii, który przewodniczył grupie badaczy.
    - Umiejętność oddychania związkami siarki jest jednym z najwcześniejszych stadiów rozwoju życia na naszej planecie - dodaje naukowiec.
    Skamieniałości zostały odkryte na jednej z najstarszych plaż świata. Zdaniem badaczy, jeśli odkrycie się potwierdzi, bardziej prawdopodobne stanie się znalezienie życia na Marsie - informuje dailymail.co.uk. | (PG)


    www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 09.08.2011, 18:12
    ZIEMSKIE DNA JEST Z KOSMOSU. SĄ DOWODY
    Niektóre składniki łańcucha DNA powstały w przestrzeni kosmicznej i zostały przyniesione na Ziemię przez meteoryty. Takiego niezwykłego odkrycia dokonali naukowcy z NASA.
    Elementy, które wchodzą w skład DNA były już znajdowane w kosmicznych skałach, które wylądowały na naszej planecie. Jednak do tej pory uczeni myśleli, że były to zwykłe zabrudzenia pochodzące z Ziemi.
    Teraz dokładnie zbadano blok lodu z Antarktydy oraz glebę z Australii, na które spadły meteoryty. Okazało się, że w próbkach nie było związków, które odkryto w pozaziemskich obiektach. Nie ma więc mowy o zabrudzeniu - donosi foxnews.com.
    Oprócz tego w meteorytach naukowcy odkryli śladowe ilości trzech cząstek związanych z kwasami nukleinowymi, wchodzącymi w skład DNA.
    Te cząstki to puryna, 2,6-diaminopuryna oraz 6,8-diaminopuryna. Przy czym dwie ostatnie mają taką samą strukturę jak te nukleinowe ale bardzo rzadko występują w ziemskiej biologii. To zdaniem naukowców kolejny dowód na to, że nie powstały na Ziemi - informuje foxnews.com.
    Dodatkowo pracownicy NASA zauważyli, że odkryte w meteorytach związki - zarówno organiczne jak i nieorganiczne - powstały w wyniku niebiologicznych reakcji.
    W laboratorium udało nam się uzyskać identyczny zestaw nukleinowy używając cyjanowodoru, amoniaku i wody. To pozwala nam sądzić, że odkryte przez nas elementy DNA powstały w asteroidach - twierdzi szef zespołu naukowców Michael Callahan. | BB

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela 18.09.2011, 11:19
    TAJEMNICZY "DRUGI KOD" W DNA. TO TAK SIĘ ROZWIJAMY
    Nie wszystko mamy zapisane w genach.
    To nie geny odpowiadają za reakcję organizmu na gwałtowne zmiany środowiska – donosi msn.com.
    Naukowcy z Salk Institute for Biological Studies dowodzą, że to dodatkowe biochemiczne instrukcje ukryte w kodzie DNA mogą przyspieszać rozwój i ewolucję organizmów.
    Eksperyment przeprowadzono na jednym gatunku roślin o nazwie Arabidopsis thaliana (to odpowiednik szczurów laboratoryjnych w świecie roślin). Okazało się, że reakcja rośliny na zmiany środowiska - np. przez rozmiar kwiatów - w ogóle nie wynika z jej genów.
    Naukowcy twierdzą, że ten odpowiedzialny za szybką adaptację pozagenetyczny mechanizm może dotyczyć też innych innych organizmów, w tym ludzi.
    Nie wszystko jest zapisane w genach. Ten ukryty kod DNA jest bardzo elastyczny i szybko reagujący na zewnętrzne warunki. To może też wpływać na to jak się rozwijamy – mówi prof. Joseph Ecker. | AJ


    www.o2.pl / www.sfora.pl | Wtorek 06.09.2011, 12:33
    NASI PRZODKOWIE BYLI DUŻO MĄDRZEJSI NIŻ MYŚLISZ
    Technologiczna rewolucja sprzed milionów lat.
    Homo erectus, prekursor człowieka współczesnego, używał kamiennych narzędzi 300 tys. lat wcześniej, niż wynikało to z dotychczasowych ustaleń – pisze "Nature".
    Z ostatnich badań wynika, że gdy 1,8 mln lat temu w Dmanisi Homo erectus ciągle jeszcze używał prymitywnych pięściaków, na terenie dzisiejszej Kenii były już w użyciu kamienne siekiery i groty.
    To duży skok technologiczny. Ale nadal nie wiemy dlaczego Homo erectus nie zabrał tych narzędzi do Azji - powiedział Dennis Kent z Rutgers University.
    Homo erectus pojawił się około 2 mln lat temu. Rozprzestrzenił się w Azji i Afryce. Zniknął około 70 tys. lat temu.
    Badania prowadzono w Kenii, w pobliżu jeziora Turkana w Wielkiej Dolinie Ryftowej, która była kolebką wielu wczesnych gatunków należących do człowiekowatych.
    Jak dotąd najstarsze narzędzia aszelskie znaleziono w Etiopii (wiek ok. 1,4 mln lat p.n.e.) i w Indiach (1,5-1 mln lat p.n.e.). | TM






    Z wieloma osobami logiczna dysputa jest stratą czasu, gdyż oni wszystko interpretują tak, by potwierdzało to z góry założoną tezę (np. jeśli ktoś wieży w krasnoludki, to dla niego nadgryziony chleb przez mysz będzie dowodem ich istnienia nawet wtedy gdy tą mysz złapie – bo to tak naprawdę krasnoludek który zamienił się w myszkę (a zdolność do takiej cudownej przemiany dodatkowo zwiększa podziw, uznanie dla krasnoludków i dowodzi ich nadprzyrodzonych możliwości)...
    Proszę się też zastanowić np. ilu ludzi tysiąc lat temu uwierzyłoby chociaż w 1% współczesnych wynalazków – że będziemy je mieli i w dodatku sami je wymyślimy i zrobimy bez pomocy bóstwa (jak oszacowano by prawdopodobieństwo [Jeśli prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia oszacowane jest np.: raz na miliard lat, to może się to zdarzyć za chwilę, albo nigdy, albo np. 10 razy – praktycznie.])...
    Tu większym problemem jest ludzka psychika i jej ograniczenia. I właściwie na tym polu powinna odbywać się dyskusja. – red.
    PS
    PROSZĘ SIĘ ZASTANOWIĆ.
    By kogoś przekonać do oczywistego, logicznego wniosku (że np. 10 + 10 = 20), nie trzeba używać nieznanych, niezrozumiałych, tajemniczo brzmiących wyrażeń, argumentów, teorii, krzyczeć, straszyć, prać mózgu, wywierać stadnych presji, powoływać na tzw. autorytety (jeszcze większych, zasłużonych... ogłupiaczy), ubierać się w odróżniający, robiący wrażenie, strój, stawiać robiących wrażenie budowli itp. Ale jest to konieczne gdy chcemy kogoś przekonać do innego wyniku...
    Lub jeszcze inaczej.
    Wykonujący sztuczki iluzjonista to człowiek – jest to nieprawdopodobne (bo nie wiemy jak je robi, a co niewytłumaczalne oznacza nadprzyrodzone).../to czarodziej – wielce prawdopodobne...
    Członkowie katolickiej org. religijnej to zwykli ludzie parający się oszukiwaniem innych dla własnych korzyści – jest to nieprawdopodobne (gdyż mają kontakt, bo tak twierdzą, z bóstwem).../to kapłani – wielce prawdopodobne...
    – Oto logika... tzw. wierzących...
  • Oczywiście trzeba zachować rozsądek, wprowadzić odpowiednie przepisy
    By odnieść jak najwięcej korzyści, a jak najmniej niekorzyści z takiego pozyskiwania energii. Np. 500 metrów od zabudowań dla wiatraków do 10kW mocy. 3km dla wiatraków o średniej mocy. 5km dla wiatraków o dużej mocy.

    http://www.tanieelektrowniewiatrowe.pl/
    Wg fabryki przydomowe elektrownie wiatrowe to urządzenia bardzo tanie w eksploatacji: produkcja 1KW elektrycznej energii wiatrowej w przeliczeniu kosztuje ~1gr! Czyli średnia przydomowa elektrownia zwraca się w 100% maksymalnie po 3 latach użytkowania.

    www.nrel.gov/docs/fy04osti/35489.pdf

    Based on models and real data, the idea that PV cannot pay back
    its energy investment is simply a myth

    Z którego wynika co następuje:
    - "energy payback" wynosi od 1-4 lat pracy panelu
    - zakładając żywotność na granicy 30 lat, od 87% energii wyprodukowanej przez panel jest całkowicie wolne od emisji
    - koszt energetyczny najnowszych paneli wynosi 120 kWh/m2

    Żeby taki panel nie zwrócił się energetycznie, musiałby by umieszczony w takich warunkach geograficznych, że produkowałby mniej niż 1 kWh miesięcznie. Tyle energii to już nawet w nowiu Księżyca da się wyprodukować ;)


    http://www.heliosin.pl/szczegoly_produktu,004-001-000,90,67,67,1.htm
    Panel Słoneczny produkowany w Niemczech w nowoczesnej technologii cienkowarstwowej CdTe o mocy 75 W.

    Seria FS 275 prezentuje najnowsze osiągnięcie w technologii cienkowarstwowej. Panel zachowuje wysokie parametry produkcji energii niezależnie od warunków klimatycznych. W pełni zautomatyzowany system produkcji pozwala na spełnienie szeregu norm i certyfikatów:
    - IEC 61646
    - Safety Class II (SK II)
    - Znak CE
    - ISO9001:2000
    - ISO14001:2004

    Gwarancja:
    - gwarancja na materiał oraz wykonanie 5 lat
    - gwarancja na moc wyjściową: 90% mocy wyjściowej po 10 latach oraz 80% mocy wyjściowej po 25 latach

    Ochrona środowiska:
    - Panele firmy First Solar podlegają specjalnemu programowi recyklingu dzięki któremu po zakończeniu swojej żywotności panele są poddawane pełnemu recyklingowi i zostają użyte do wytworzenia nowych modułów

    Specyfikacja techniczna:
    Wysokość: 1200mm
    Szerokość: 600mm
    Grubość: 6.8mm
    Powierzchnia: 0.72m2

    CENA:
    480,00 zł netto
    590,40 zł brutto
  • @Redaktor1966
    Pisze Pan dużo o energetyce ale nie wyciąga wniosków. Przykładem pisze Pan, że w USA koszt jednego kilowata energii wynosi tylko 3,5 centy, w Polsce jest to ok. 50gr. jest to realnie pięćdziesięciokrotnie więcej niż w USA. Jednocześnie w USA większość energii także jest produkowana z węgla ok. 80%, przy rozwiniętych technologiach alternatywnych, przy nadwyżkach kapitałów i zdecydowanie bardziej wolniejszym rynku niż w Polsce, pozwalającym na wchodzenia na rynek energii prawie każdemu poprzez obniżki cen. Istotną barierą są tzw. koszty wejścia na rynek produktów masowych charakteryzujących się efektem skali, gdzie koszty stałe uniemożliwiają efektywną sprzedaż energii poniżej określonego pułapu opłacalności.
    Wynika z tego, że produkcja energii alternatywnej jest tylko efektywna (o ile w ogóle jest) wyłącznie na własne potrzeby, bowiem koszt jej akumulacji (o ile taka możliwość istnieje) oraz dystrybucji jest tak wysoki, że jej odsprzedaż przestaje mieć ekonomiczny sens.
    Polska pomimo olbrzymich zasobów energetycznych, jak na tak niewielki kraj, posiada chyba najwyższą realną cenę energii krajach OECD. Wynika to zwłaszcza z jej oligopolistycznego charakteru oraz z mentalności „homo sovieticus”, rynek nam się kojarzy wyłącznie z prawem silniejszego a nie z ekwiwalentnością wymiany. Bez energii nie sposób żyć w cywilizowanych świecie, dlatego też zakłady energetyczne są w stanie „uzasadnić” wszystkie koszty, które przełożą na odbiorcę. Np. do mnie celem zamknięcia tzw. promesy przyjechało dosłownie trzech monterów samochodem dostawczym.
    Jednocześnie obecne przepisy prawne pozwalają na gigantyczne tworzenie kosztów pracy, jeżeli tylko związki zawodowe okażą swoją „siłę", zwłaszcza w branżach związanych ze szkodliwością pracy.
    Wszystkie te koszty są przerzucane na odbiorcę a jednocześnie jak wynika z analiz następuje redukcja mocy wytwórczych co jest oznaką, iż koszty amortyzacji nie zostają reinwestowane tylko są przejadane.
  • @max99
    Skrótowy obraz systemu...:

    http://www.imagic.pl/files//24301/./PKB%21...%20GDZIE%20LADUJA%20PIENIADZE.png

    Więcej w moich materiałach na NE, a jeszcze więcej na moich portalach.
  • @max99
    Zastosowanie prostego porównania kosztów kilowata pomiędzy Polską i USA jest bardzo efektowne, ale niestety to kłamstwo, bo kłamstwem jest porównywanie kosztów wyliczanych według różnych, nieporównywalnych metod ekonomicznych. Ot choćby koszty środowiskowe są wyceniane w USA niżej niż w …Chinach (!!!).
    Trafna jest natomiast uwaga, że technologie alternatywne maja barierę opłacalności, choć należy brać pod uwagę inne poza opłacalnością czynniki przede wszystkim. Niska przydatność systemowa dla energetyki w której kluczowa jest dyspozycyjność i stabilność produkcji energii. Szkodliwość ogromnej większości tak zwanych urządzeń alternatywnych dla środowiska życia człowieka jest przy skali masowej ogromna, że przytoczę elektrownie wodne i farmy wiatraków. Optymizm zwolenników tych źródeł jest szkodliwy dla cywilizacji, lecz korzystny dla lobby szukającego nowych źródeł zysku.

    „Wynika to zwłaszcza z jej oligopolistycznego charakteru oraz z mentalności „homo sovieticus”, rynek nam się kojarzy wyłącznie z prawem silniejszego a nie z ekwiwalentnością wymiany.”
    To jest pułapka o katastrofalnych skutkach „homo sovieticus”. Przyczyna to wasalny charakter państwa, brak niezależności i budowanie postaw kolonialnych u obywateli. To powoduje nastawienie ludzi na przetrwanie, a nie na twórczy rozwój.
    „Jednocześnie obecne przepisy prawne pozwalają na gigantyczne tworzenie kosztów pracy, jeżeli tylko związki zawodowe okażą swoją „siłę", zwłaszcza w branżach związanych ze szkodliwością pracy.”
    Tak się składa, że kiedy porównuję koszty pracy w RWE i PGE, to wychodzi cztery do jednego. W największych elektrowniach PGE koszty pracy są na poziomie 10 – 15%, a u sąsiada około 40% i więcej. Jak zatem wytłumaczyć powszechne „wypieranie” polskich firm z polskimi robotnikami przez niemieckie w tymże PGE jak nie politycznym działaniem zarządzających na szkodę kraju.
  • @Łabaja
    Porównanie realne nie jest kłamstwem, jest tylko spojrzeniem na kwestię ceny z pozycji konsumenta. Na całym świecie analizuje się rynek na zasadzie efektywnego popytu konsumpcyjnego, czyli tego ile można zakupić dóbr otrzymując dochód albo minimalny albo najczęstszy albo średni w danych jednostkach pieniężnych. Po prostu od dziesięcioleci na świecie uznaje się postulat, że gospodarka ma służyć zaspokajaniu potrzeb ludzkich, zwłaszcza tych podstawowych, do których w świecie cywilizowanym zalicza się nośniki energii (a także wodę, żywność, zdrowie) a nie służyć jedynie do statystycznych opisów wskaźników makroekonomicznych. Równeż też twórca tzw. neoliberalizmu Friedman, na którego powołują się „polscy” reformatorzy postulował ujemny podatek dochodowy, który zaspokajałby podstawowe potrzeby ludzkie.
    To, że są inne obciążenia fiskalne to faktycznie podnosi cenę, jednak to nie zmienia faktu, że konsument płaci tą różnicę, poprzez to realna cena energii jest relatywnie o tyle droższa.
    Polskie przedsiębiorstwa, żyją ciągle w poprzedniej epoce, gdzie miały jedynie dostarczać informacji centrum i wykonywać polecania odgórne bez rozeznania o możliwości i realności rynku, dla nich rynek to wyłącznie podnoszenie ceny, nie istnieje analiza elastyczności popytu, w której można założyć, że niższa cena przyniesie wyższy przychód generując tym samym wyższy dochód, zwłaszcza w strukturach oligopolistycznych (i tak muszą kupić, bo co obniżać cenę, najwyżej się odetnie).
    To, że w Polsce są niższe koszty pracy w kalkulacji cenowej nic samo z siebie nie oznacza. Dlaczego? Bowiem jest wiele kosztów pośrednich np. usługi obce, zakupy materiałów, gdzie koszty są niekontrolowane. Sama struktura kosztów nie mówi nic bez dogłębnej analizy porównawczej, a takiej nie można przeprowadzić bez konkretnych danych.
  • Proszę oszacować RZECZYWISTE koszty...:
    „NEWSWEEK” nr 29, 2006 r., strona 62
    ENERGETYKA JĄDROWA
    ATOMISTYFIKACJA
    (...) Równie prawdziwe jak mit o ekologicznej i czystej energii jądrowej jest stwierdzenie, że jest ona tania. We wszystkich krajach prąd z atomu jest o wiele droższy niż uzyskiwany z węgla czy nawet z siły wiatru. Jego cena za kilowatogodzinę wynosi w USA ponad siedem centów, tymczasem energia ze źródeł tradycyjnych jest prawie o połowę tańsza.
    Rządy wielu państw radzą sobie z tym problemem w najprostszy sposób - sięgają do kieszeni podatników. Budżet dopłaca do elektryczności z atomu. Robi to, by opłata za prąd z elektrowni atomowych nie była wyższa niż z innych źródeł energii. Gdy w Wielkiej Brytanii prywatyzowano produkcję elektryczności, rząd narzucił dodatkowy podatek na paliwa kopalne, aby dochodami z niego wesprzeć energię z atomu. Subsydia dla energetyki jądrowej do 2000 roku wynosiły w Wielkiej Brytanii około 1,2 miliarda funtów rocznie. Podobnie wygląda sytuacja w Australii i w innych krajach.
    Choć nikt nie zabrania prywatnym firmom budowania reaktorów jądrowych, żadne konsorcjum na świecie nie zrobiło tego bez wyciągania ogromnych sum z budżetu państwa. Nawet Bank Światowy nie chce pożyczać pieniędzy na tego rodzaju inwestycje. Bieżące koszty produkcji są wysokie, a przyszłe wydatki związane z rozmontowywaniem reaktorów i składowaniem odpadów jeszcze większe. (...)
    W przypadku energetyki jądrowej ponad 60 procent energii ucieka z elektrowni w postaci ciepła i w sieciach przesyłowych.
    Czy jednak starczy rozsądku, aby oszczędzać energię, nie liczyć na węgiel i atom, a zwrócić się ku słońcu i wiatrakom?
    Bożena Kastory

    „WPROST” nr 1046, 15.12.2002 r.: 500 miliardów złotych wyłudzili (w ciągu 12 lat) od nas górnicy, kolejarze, rolnicy i politycy.
    Tylko w latach 1990-2005 dopłaty do górnictwa wyniosły 65 mld zł.

    „NEWSWEEK” nr 34, 28.08.2005 r.: Według wyliczeń rządu w ciągu 15 lat z podatków będziemy musieli dołożyć górnikom 97 mld zł.

    www.interia.pl | Czwartek, 27 listopada (17:05)
    Dodatkowy koszt stosowania węgla w gospodarce to 354 mld euro rocznie - wynika z raportu organizacji ekologicznej Greenpeace, zaprezentowanego w czwartek na konferencji.


    Straty i koszty spowodowane powodzią w 1997 roku wyniosły około 13-15 mld zł (według obecnych cen to około 20 mld zł).
    Straty i koszty spowodowane powodziami w 2010 roku wyniosły około 12-14 mld zł.

    http://forsal.pl/artykuly/450167,straty_po_powodzi_siegaja_12_mld_zl_rzadowi_brakuje_9_mld_zl.html | 2010-09-08 10:29
    Zniszczonych 811 gmin
    Drobiazgowy raport szkód sporządzony w resorcie spraw wewnętrznych obrazuje skalę katastrofy. Zniszczonych zostało: 80 tys. km dróg, 59 mostów, 680 tys. ha
    ziemi uprawnej znalazło się pod wodą, 18 tys. budynków, 808 szkół.
    Same szkody w infrastrukturze drogowej i kolejowej wyniosą co najmniej miliard złotych – dodaje Adam Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
    Ofiarą tegorocznych żywiołów padło też 1300 przedsiębiorstw.
    Artykuł z: www.gazetaprawna.pl Autorzy: Robert Zieliński, Sylwia Czubkowska

    http://polskalokalna.pl/raport/poludnie-polski-walczy-z-woda/news/malopolska-po-powodzi-bilans-strat,1492106 | 14.06.2010 (11:46)
    W wyniku powodzi uaktywniło się na terenie województwa ok. 1 tys. osuwisk.
    Liczba poszkodowanych gospodarstw rolnych wynosi ok. 18 tys. Ilość zalanych i podtopionych obszarów rolnych to ponad 81 tys. ha.
    Według danych sanepidu podczas powodzi zalanych zostało 7245 studni przydomowych, 30 wodociągów wyłączonych zostało z eksploatacji, uszkodzonych zostało 15 oczyszczalni ścieków, zalanych zostało 8 cmentarzy. Przeciw tężcowi zaszczepiono ponad 1 tys. osób. Szkody w wyniku podtopień i zalań wystąpiły w 246 placówkach oświatowych (228 szkół i 18 przedszkoli) - wszystkie one wymagają remontu. W 11 szkołach ze względu na zniszczenia nie odbywają się zajęcia (5 szkół zawiesiło zajęcia do końca zajęć szkolnych; 4 z powodu przeznaczenia budynku na ewakuację ludności ze zniszczonych domów).
    www.interia.pl

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Sobota 08.10.2011, 15:59
    BŁOTO ZALEWA WŁOCHY. EWAKUACJA!
    Pierwsze jesienne deszcze przypomniały Włochom, że aż 70 procent obszaru ich kraju jest zagrożone osuwaniem się terenu - zauważa stooq.com.
    Z powodu nagłego obsunięcia się ziemi ewakuowano 200 mieszkańców okolic Salerno, miasta na południu kraju. Wiele domów zostało zasypanych przez osuwającą się ziemię.
    Wystarczył pierwszy obfity deszcz, by mieszkańcy Buccino koło Salerno w Kampanii musieli opuścić domy i szukać ratunku na wyżej położonym terenie.
    Według geologów, podobne zagrożenie dotyczy 70 procent obszaru Włoch. Z powodu osunięć ziemi i lawin błotnych w ostatnich stu latach życie straciło w tym kraju 7 tysięcy osób, a 162 tysiące zostało bez dachu nad głową - zauważa portal.
    Zagrożone są także dwa tysiące punktów trakcji kolejowej i ponad 700 miejsc na autostradach. | JS

    [Bo mają za mały PKB, więc powinni wyciąć, tak jak i wszyscy w innych krajach, jeszcze więcej drzew, lasów (jak błoto zobaczy jak duży jest PKB, to z podziwu stanie dęba)... - red.]


    REKORD! TAK WIELKIEJ DZIURY OZONOWEJ JESZCZE NIE BYŁO Teraz będziemy częściej chorować.
    Aż 40 proc. powłoki ozonowej nad biegunem północnym zostało zniszczone. To światowy rekord. W ubiegłym roku dziura ozonowa nad Arktyką była jeszcze o 10 proc. mniejsza.
    Wszystko przez zanieczyszczenie środowiska. Na biegunach warstwa ozonu jest najcieńsza, więc zmiany widoczne są tam najbardziej - informuje BBC.
    Eksperci przypominają, że warstwa ozonowa chroni ludzi przed nadmiernym promieniowaniem ultrafioletowym, które powoduje raka skóry, kataraktę i uszkodzenia systemu immunologicznego. Wpływa też na wysokość temperatur na Ziemi: brak ozonu powoduje ocieplenie i nagłe zmiany pogody. | TM

    UWAŻAJ, DZIURA OZONOWA NAD POLSKĄ Pomiary Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej wykazały spadek warstwy nad naszym krajem o 35 proc. w stosunku do średnich klimatycznych. | AJ

    TAK SIĘ BĘDZIE ŻYŁO BEZ OZONU
    Najnowsza symulacja przypomina prawdziwy koszmar.
    W 2065 roku znika 77 procent warstwy ozonu chroniącego Ziemię. Promienie ultrafioletowe nad Waszyngtonem są tak silne, że w 5 minut wywołują poważne poparzenia. Umierają rośliny i zwierzęta. Powszechną plagą ludzkości jest rak skóry.
    To nie scenariusz filmu katastroficznego. Tak, zdaniem ekspertów, będzie wyglądał świat, jeżeli wszystkie kraje nie podpiszą się pod zakazem emisji substancji niszczących warstwę ozonową.
    Zespół naukowców z trzech dużych instytutów badawczych - NASA's Goddard Space Flight Center, Johns Hopkins University w Baltimore i Holenderskiej Agencji Prognoz Środowiskowych w Bilthoven - stworzył dokładną symulację zmian, jakie zajdą na Ziemi w wyniku nieprzestrzegania Protokołu Montrealskiego (umowę zakładająca ograniczenie produkcji freonów). Symulacja uwzględnia efekty atmosferyczne, chemiczne, zmiany wiatru i zmiany promieniowania.
    Możemy już dokładnie monitorować sytuację i wreszcie poczuć pełną odpowiedzialność - powiedział kierujący projektem prof. Paul Newman.
    Dziurę w otaczającej Ziemię powłoce ozonowej odkryto w 1985 roku nad Antarktydą. Badania stężenia tego gazu w atmosferze wykazały, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat zmniejszało się ono średnio o 0,2 procent rocznie.


    OGRANICZENIA EMISJI NIC NIE DAJĄ. PRZYRODA UMIERA
    Azot niszczy perły europejskiej przyrody.
    Ponad 60 proc. najbardziej cennych przyrodniczo obszarów Europy jest stale niszczonych przez zanieczyszczone powietrze - donosi BBC.

    Kwaśne deszcze powodują także uszkodzenia drzew i innych roślin. Za przyczynę „śmierci lasów ” powszechnie uznane zostały zanieczyszczenia powietrza – a kwaśne deszcze za głównych winowajców.

    Kwaśne deszcze spowodowały katastrofę ekologiczną w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i północno-zachodnej Europie. Na przykład aż 16 tysięcy spośród 85 tysięcy wszystkich szwedzkich jezior jest obecnie zakwaszonych, a w 5 tysiącach całkowicie wyginęły ryby.

    Tlenki azotu
    Tlenki azotu emitowane są do atmosfery, gdzie łączą się z parą wodną, po czym powracają na powierzchnię ziemi w postaci kwaśnych deszczy. Kwaśne deszcze niszczą rośliny, powodują zakwaszenie wód i gleby. Tlenki azotu są także prekursorami związków rakotwórczych. Przyczyniają się do powstawania smogu fotochemicznego. U człowieka obniżają odporność organizmu na infekcje bakteryjne, działają drażniąco na oczy i drogi oddechowe, powodują zaburzenia w oddychaniu, są przyczyną astmy.


    Obliczono, że całkowite stopnienie lodów najmniejszego kontynentu spowodowałoby podniesienie poziomu mórz o 65 m. Ponadto lody Grenlandii podwyższyłyby lustro wody o dalsze 7 m. Stopnienie lodowców himalajskich, indyjskich i alpejskich dałoby wzrost poziomu wód o 35 cm.


    GLOBALNE OCIEPLENIE JUŻ RAZ ZROBIŁO PIEKŁO NA ZIEMI
    ...250 mln lat temu.
    Ćwierć miliarda lat temu, na przełomie permu i triasu, wymarło 95 proc. życia w oceanach i 70 proc. na lądzie. Z najnowszych badań wynika, że w tym czasie na Ziemi drastycznie wzrosła emisja gazów cieplarnianych. Szalały pożary, które strawiły lasy i obróciły żyzne połacie ziemi w pustynie - informuj telegraph.co.uk.
    Skąd ten nagły wzrost emisji gazów cieplarnianych, który sprawił, że na Ziemi zapanowało piekło? To efekt gigantycznych wybuchów syberyjskich wulkanów - twierdzą kanadyjscy naukowcy z University of Calgary.
    Ogromne ilości dwutlenku węgla i metanu doprowadziły do wzrostu temperatury na Ziemi. Rozszalały się pożary na lądzie, w wodzie zaczęło brakować tlenu. W ciągu 20 tysięcy lat życie na Ziemi prawie przestało istnieć.


    MORZA ZAMIENIAJĄ SIĘ W KWAS Naukowcy: ryby znikną z naszego jadłospisu.
    To kolejny efekt wzrostu emisji gazów cieplarnianych. Oceany absorbują 6 milionów ton dwutlenku węgla dziennie co - zdaniem oceanografów - prowadzi do katastrofy ekologicznej. Wody mórz arktycznych stają się tak kwaśne, że za 10 lat nie będzie mogła żyć w nich większość organizmów - alarmuje "The Guardian".
    Badania przeprowadzone w pobliżu archipelagu Svalbard wykazały, że jeśli emisja dwutlenku węgla utrzyma się na tym poziomie co obecnie, za kilka lat kwaśna woda zacznie się rozpuszczać muszle małży i innych mięczaków.
    To z kolei spowoduje poważne zakłócenie w łańcuchu pokarmowym, bo żywią się nimi chociażby łososie północnoatlantyckie.
    Pod koniec wieku całe te wody będą po prostu kwasem. To tej pory nie zdawaliśmy sobie sprawy ze skali tego zagrożenia. Część gatunków ryb i morskich zwierząt tego nie przeżyje - mówi prof. Jean-Pierre Gattuso z franuskiego Centre National de la Recherche Scientifique.
    Wody chłodne w większym stopniu absorbują dwutlenek węgla niż te ciepłe, dlatego zagrożone są przede wszystkim okolice Arktyki i Antarktydy.

    REKORDOWA EMISJA CO2. TAK ŹLE JESZCZE NIE BYŁO To grozi globalną katastrofą.
    Emisja gazów cieplarnianych wzrosła o rekordową kwotę w ubiegłym roku, do najwyższego w historii poziomu - alarmuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA). Na całym świecie w 2010 roku do atmosfery dostało się łącznie 30,6 gigaton dwutlenku węgla - donosi "The Guardian".
    To o ponad 1,6 gigatony więcej niż rok wcześniej. Eksperci z IEA ostrzegają, że tym samym nie uda się ograniczyć wzrostu temperatury do 2 stopni Celsjusza do 2100 roku. To próg, którego przekroczenie naukowcy uznają za początek katastrofalnych zmian w klimacie na Ziemi.

    WPŁYW OCIEPLENIA NA OCEANY
    Dotychczas skupiliśmy się na zjawiskach zachodzących w atmosferze i na lądzie. Tymczasem ľ powierzchni Ziemi zajmują oceany. Ze względu na ich olbrzymią bezwładność cieplną, dotychczas zachodzące tam zjawiska (pomijając może zanik lodów Arktyki) przebiegały bardzo powoli.
    Tymczasem zmiany w oceanach już się zaczęły, a ich następstwa mogą być bardzo poważne. Zachodzi tu kilka procesów:
    * woda o większej temperaturze gorzej rozpuszcza gazy. Może to prowadzić do odtlenienia wód mórz i oceanów.
    * woda ciepła jest lekka, a zimna gęsta – wzrost temperatury powierzchniowej warstwy wody prowadzi do jej separacji z warstwą głębinową. Im różnica temperatur jest większa, tym słabiej mieszają się ich wody. Tymczasem zimne wody oceaniczne niosą ze sobą składniki odżywcze dla planktonu żyjącego w nasłonecznionych wodach powierzchniowych. Zmniejszenie ich dostępności powoduje spadek populacji planktonu.
    * większa koncentracja CO2 w atmosferze skutkuje rozpuszczaniem się tego gazu w wodzie. To właśnie oceany są głównym miejscem absorpcji i usuwania CO2 z powietrza. W rezultacie następuje wzrost kwasowości (obniżenie pH) wody – tak, jakby oceany stawały się wodą gazowaną.

    W konsekwencji tych zjawisk przewidywane jest wystąpienie szeregu niebezpiecznych zdarzeń:
    * masowe wymieranie fauny morskiej, zarówno w wyniku wzrostu temperatury (wymieranie koralowców), jak i zmiany kwasowości wody (wymieranie planktonu o wapiennych szkielecikach) oraz spadku ilości planktonu (spadek populacji zwierząt nim się żywiących, np. wielorybów)
    * zaburzenie mechanizmów usuwania CO2 z powietrza. Plankton jest bardzo skutecznym środkiem na usuwanie dwutlenku węgla z przypowierzchniowych warstw wody, a w rezultacie – z atmosfery. Małe żyjątka pobierany z wody węgiel wbudowują w swoje organizmy. Plankton żyje krótko, a umierając opada na dno oceanu, w ten sposób usuwając nadmiar CO2 z powietrza. Kiedy w wyniku odtelenienia, zmniejszenia dostępności składników odżywczych i wzrostu kwasowości wody populacja planktonu spadnie, osłabieniu ulegnie mechanizm usuwający z atmosfery nadmiar CO2, którego ilość zacznie wzrastać jeszcze szybciej, przyczyniając się dalej do osłabienia mechanizmów usuwania CO2 z powietrza. To jest dodatnie sprzężenie zwrotne.
    * pojawienie się warunków do rozwoju bakterii siarkowych. To zjawisko nie jest powszechnie znane, ale wielu naukowców uważa, że przyczyniło się już do kilku wielkich wymierań istot żywych.

    Siarkowodorowa Ziemia: Anoksja oceaniczna i wielkie wymieranie
    Jak może dojść do zagłady życia poprzez nagromadzenie w atmosferze wielkich ilości siarkowodoru w wyniku wzrostu temperatury planety? Naukowcy są zdania, że może to nastąpić w wyniku namnożenia się fotosyntetyzujących bakterii siarkowych, produkujących wielkie ilości tego gazu, a zjawiska takie miały już miejsce kilkukrotnie w historii Ziemi. W każdym z okresów wielkich wymierań – z wyjątkiem końca kredy – oceany co najmniej raz osiągały stan anoksji (skrajnego zubożenia wody w tlen).

    Z obliczeń wynika, że gdy natlenienie wód oceanu się zmniejsza, powstają warunki korzystne dla przydennych bakterii beztlenowych – a te namnażają się i produkują jeszcze większe ilości siarkowodoru. Symulacje wskazują, że jeśli stężenie siarkowodoru w strefie przydennej przekroczy pewną krytyczną wartość – tak jak podczas okresów globalnej anoksji – chemoklina może bardzo szybko przesunąć się aż do powierzchni oceanu. Zjawisko to miałoby straszliwy skutek: wydostawanie się ogromnych ilości trującego siarkowodoru do atmosfery.

    Pod koniec permu wskutek „morskich erupcji” do atmosfery trafiło dość tego gazu, by spowodować wymieranie zarówno w morzach, jak i na lądach. Siarkowodór nie jest jednak jedynym zabójcą. Z modeli wykonanych w University of Arizona wynika, że siarkowodór atakuje również powłokę ozonową w górnych warstwach ziemskiej atmosfery, która chroni żywe organizmy przed promieniowaniem ultrafioletowym. Dowodem na takie zniszczenie warstwy ozonowej pod koniec permu są odkryte na Grenlandii skamieniałe zarodniki dawnych roślin, zdeformowane w wyniku długotrwałego naświetlania ultrafioletem o wysokim natężeniu. Obecnie również obserwuje się zanik planktonu pod dziurami ozonowymi, zwłaszcza w Antarktyce. A gdy pierwszy składnik łańcucha pokarmowego przestaje istnieć, w niedługim czasie zagłada spotyka również kolejne organizmy.

    Ocenia się, że pod koniec permu powietrze tak bardzo nasyciło się siarkowodorem, że zabijał on zarówno zwierzęta, jak i rośliny, zwłaszcza że wraz z temperaturą rośnie toksyczne działanie tego gazu. A wiele mniejszych i większych wymierań zdarzyło się w tym samym czasie, co okresy globalnego ocieplenia.
    Uważa się, że przyczyną ocieplania się klimatu w tamtych okresach mogła być wulkaniczna emisja gazów cieplarnianych – dwutlenku węgla i metanu, być może zapoczątkowana skruszeniem skorupy ziemskiej przez uderzenie asteroidu lub komety.
    Powiązanie wysokiej koncentracji gazów cieplarnianych z wymieraniem istot żywych potwierdzają obecność siarki na wszystkich stanowiskach oraz pomiary izotopowe węgla wykazujące, że koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze gwałtownie rosła tuż przed początkiem wymierania i utrzymywała się na wysokim poziomie przez setki tysięcy, a nawet kilka milionów lat.

    Najprawdopodobniej to oceany były czynnikiem decydującym. Im bowiem cieplej, tym mniej tlenu rozpuszcza się w wodzie. Jeśli w wyniku erupcji wulkanicznych podniosło się stężenie CO2 w atmosferze, obniżyło się stężenie tlenu, a globalne ocieplenie utrudniało wprowadzanie pozostałego tlenu do wód oceanicznych, to mogły zaistnieć warunki korzystne dla głębokomorskich bakterii beztlenowych. One zaś wkrótce potem wyprodukowały gigantyczne ilości siarkowodoru. W takich warunkach zaczęły masowo ginąć oddychające tlenem organizmy morskie. Doskonale natomiast funkcjonowały w nich fotosyntetyzujące zielone i purpurowe bakterie siarkowe, które mogły namnażać się już na samej powierzchni anoksycznego oceanu. Gdy siarkowodór zaczął dusić organizmy na lądzie i niszczyć warstwę ozonową planety, właściwie żadna forma życia nie była już na Ziemi bezpieczna.

    Co więcej, zaproponowana tu sekwencja zdarzeń pasuje nie tylko do śladów z końca permu. Mniejsze wymieranie u schyłku paleocenu, 54 mln lat temu, zostało już uznane za wynik oceanicznej anoksji, wywołanej przez krótkotrwałe globalne ocieplenie. Obecność biomarkerów i skał osadowych charakterystycznych dla środowiska beztlenowego wskazuje, że taka sama gigantyczna katastrofa ekologiczna mogła wydarzyć się pod koniec triasu, środkowej kredy i dewonu. To dowodzi, że wielkie wymierania związane są z okresowo powtarzającym się w historii Ziemi ociepleniem klimatu.


    ITP., ITD., ITD., ITP...
    _______________________________

    Elektrownia wiatrowo-pompowo-wodna wytwarza o idealnych parametrach prąd, o wybranej, w danym czasie, mocy i, w razie potrzeby, non stop (rysunki i opis w mojej publikacji/powyżej).
    Jeśli zbuduje się je ze stali nierdzewnej, to będą także b. trwałe.
  • @Redaktor1966
    To co Pan tu przytoczył to tylko potwierdza, że ludzie na klimat nie mają żadnego znaczącego wpływu. JESTEŚMY WYNIKIEM ZACHODZĄCYCH CIĄGLE ZMIAN NA ZIEMI (czy to za pomocą samoistnej ewolucji czy też za pomocą wyższej siły kreującej procesy „naturalne”), i musimy albo do nich się za-akomodować albo wyginąć (jak inne gatunki), nie ma innej możliwości. Ziemia jest taką jedną z wielu miliardów brył we wszechświecie, która „lata” od wielu miliardów lat w jej przestworzach.
    Jest taka hipoteza, że cały układ słoneczny „lata” sobie sinusoidalnie poprzez galaktyki, co powoduje różnorakie konsekwencje, w tym klimatyczne.
    Jesteśmy tylko „puchem marnym na łez tym padole”, który „z prochu powstał i w proch się obróci”.
  • @max99
    CO DO GLOBALNEGO OCIEPLENIA (nie znam się na tym, ale:)
    Proszę pamiętać o efekcie przepełnionego naczynia (wystarczy jedna kropla, by naczynie pękło i wylała się jego zawartość). Oraz o efekcie ciągłości emisji, podtrzymywania, a właściwie zwiększania stężenia zanieczyszczeń (jako analogię podam przykład jednorazowej ogromnej ulewy w odniesieniu do stałego zalewania wodą terenu – podtrzymywania podtopienia drobnym, ale stałym deszczykiem. Czyli dochodzi do zamiany suchego lądu w rozlewisko, zmiany środowiska, w tym z skutkami, przynajmniej lokalnie, klimatycznymi).
    Gwałtowne erupcje wulkanów w przeszłości przyczyniały się też do samoczynnej samoobrony klimatu Ziemi, w postaci utrzymywania latami odbijających promieniowanie słoneczne chmur, co zmniejszało/zapobiegało efektowi podgrzewania atmosfery, a nawet przyczyniało do obniżenia jej temperatury.
    Jest ogromna różnica między ogromnym, ale jednorazowym i w jednym msu oddziaływaniem, a stałym i/, w efekcie, wszędzie (w pierwszym przypadku np. wyginą lokalne populacje zwierząt, roślin, w drugim całe gatunki).
    Do obecnej sytuacji dodajmy też fakt, że wraz ze wzrostem zanieczyszczeń, maleje ilość mikroorganizmów morskich, bo giną od zanieczyszczeń, drzew, bo tracą zdolności do absorpcji m.in. w wyniku kwaśnych deszczy, są wycinane - wychwytujących CO2.
    Proszę także wziąć pod uwagę prawdopodobieństwo: że to wszystko dzieje się akurat teraz - po emisji miliardów ton spalin, pyłów...


    www.o2.pl / www.sfora.pl | Niedziela 13.11.2011, 21:41
    SUSZE I POWODZIE? TO PRZEZ BRUDNE POWIETRZE
    Tak ludzie ściągają na siebie katastrofy.
    Wzrost zanieczyszczenia powietrza i atmosfery bardzo silnie wpływa na nasz klimat.
    Zmniejsza się ilość opadów w suchych regionach i zwiększa ilość opadów deszczu, śniegu i burz w wilgotnych regionach globu – twierdzą badacze z University of Maryland.
    Z ich badań wynika, że sadze, kurz i inne drobne cząsteczki w atmosferze wpływają na pogodę i klimat.
    Badania trwały 10 lat. Odkryliśmy po raz pierwszy, że skład powietrza wpływa na intensywność opadów i grubość chmur – twierdzi profesor Zhanqing Li, kierownik badań.
    Za susze i powodzie odpowiadają także inwestycje przemysłowa np. elektrownie i zakłady przemysłowe.
    Trzeba pilnie skontrolować emisję siarki, azotu i emisji węglowodorów - twierdzi Steve Ghan z Pacific Northwest National Laboratory. | TM

    www.o2.pl / www.sfora.pl | Poniedziałek 21.11.2011, 14:59
    ZIEMIA NIE MA CZYM ODDYCHAĆ. NAJGORSZE POWIETRZE W HISTORII
    Padł kolejny rekord.
    Poziom gazów cieplarnianych w atmosferze Ziemi przebił właśnie najczarniejsze prognozy naukowców – alarmuje Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO).
    Ilość podtlenku azotu od czasu rewolucji przemysłowej, wzrosła w atmosferze o 20 proc. Poziom CO2 zwiększył się o 39 proc., a metanu aż o 158 proc. - podała WMO.
    Powodów jest kilka: spalanie paliw kopalnych, wycinka lasów oraz stosowanie nawozów.
    Odnotowane wartości przekroczyły najgorszy z siedmiu scenariuszy emisji gazów cieplarnianych przedstawionych na konferencji ekspertów ONZ, która odbyła się w 2001 roku – podaje AP.
    Jak informuje TVN Meteo nawet gdybyśmy zdołali powstrzymać dzisiaj emisję gazów cieplarnianych to przetrwają one w atmosferze przez kolejne dziesięciolecia. | TM
  • Musimy zwiększyć dynamikę wydobywczo-spalającą węgiel,
    dzięki czemu górnikom i robiącym wielomilionowe przekręty kombinatorom i powiązanym z nimi politykom będzie jeszcze lepiej...

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Obieg_w%C4%99gla_w_przyrodzie
    Emisje w wyniku działalności człowieka wynoszą 27 miliardów ton na rok. Wulkany emitują rocznie 130-230 milionów ton atmosferycznego CO2

    http://lubczasopismo.salon24.pl/emerytka/post/321159,globalne-ocieplenie-mity-sceptykow
    Wulkany emitują rocznie między 0,2 a 1% ludzkich emisji. Co oznacza, że tylko w zeszłym roku, wyemitowaliśmy więcej dwutlenku niż wulkany w XX wieku.
  • @Redaktor1966
    Co do tego, że w górnictwie odbywają się „przekręty” to fakt, jednak w Polsce są one uzależnione od absurdalnego systemu finansowego. Pracowałem na styku tegoż przemysłu i wiem jakie są irracjonalne czynniki, których nie będę teraz opisywał. Jedyne co to w latach 90-tych XXw. wprowadzono jednocześnie administracyjną blokadę cen węgla przy uruchomieni hiperinflacji, jednocześnie zwiększając obciążenia fiskalne, aby dowieść iż jest to nieopłacalne. W Polsce kopalnie zalewano wodą, dzisiaj są prawie nie do uruchomienia, chociaż kapitał zagraniczny inwestuje. W Niemczech unieruchomiono kopalnie a obsłudze płaci się za utrzymanie infrastruktury. Bowiem każdy rozsądny człowiek wie , że nauka nigdy nie daje pewnych odpowiedzi na wszystkie pytania i zawsze mogą zajść inne interpretacje danych lub odmienne dane, które zmienią sposób postrzegania na dany problem
    Co do danych z Wiki to faktycznie pierwszy raz czytam że jest taka duża proporcja, wcześniej spotykałem się z innymi danymi.
    Co do wpływu antropogenicznego na klimat to nawet klimatolodzy finansowani prze IPCC są różnego zdania (np. „Zmiany klimatu…” Kundziewicz i Kowalczak), już nie mówiąc o tych nie finansowych z tych źródeł. Polecam dokument „Chmury słuchają się gwiazd” na YouTube.
    Co do dyskusji na salon24 to tam również napisałem wiele swoich wątpliwości.
    Badania klimatu są prowadzone od ok. 180lat a Ziemia liczy ok. 4,5mld to jest 0,000004% czasu, badania węglem C14 mogą być tylko brane pod uwagę do góra 6tys. lat wstecz i wyraźnie wskazują zachodzące zmiany klimatu na ziemi nie tłumaczą dlaczego.
    Jest taka hipoteza Gai Loveloocka, która traktuje Ziemię jako jeden organizm homeostatyczny, samoregulujący się (np. magnetosfera „sama” regularnie broni się i nas ludzi przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym, reagując w odmienny sposób na różne jego natężenie) i ta hipoteza do mnie najbardziej przemawia. Jeżeli ludzie staną się dla niej zbytnim obciążenie to sama nas wyeliminuje jak zrobiła to z 95% innych gatunków żyjących do tej pory na Ziemi.
  • @max99
    "Jest taka hipoteza Gai Loveloocka, która traktuje Ziemię jako jeden organizm homeostatyczny, samoregulujący się (np. magnetosfera „sama” regularnie broni się i nas ludzi przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym, reagując w odmienny sposób na różne jego natężenie) i ta hipoteza do mnie najbardziej przemawia. Jeżeli ludzie staną się dla niej zbytnim obciążenie to sama nas wyeliminuje jak zrobiła to z 95% innych gatunków żyjących do tej pory na Ziemi."

    Do tego dodajmy mutacje mikrobów, które są coraz odporniejsze na tzw. lekarstwa*, i coraz zjadliwsze...

    *Dotychczasowa forma tzw. lecznictwa służy, kosztem wszystkich, wszystkiego, do wyciągania szmalu, a nie leczenia, zapobiegania chorobom...!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930